Polscy biedni pracujący. Dwa etaty, zlecenie, opieka nad dziećmi. A i tak trudno związać koniec z końcem
Zwykło się uważać, że do dobrobytu i godnego życia powinna prowadzić praca i systematyczne zarabianie pieniędzy, do biedy natomiast lenistwo i nieróbstwo. Czy tak jest na pewno? Na Facebooku na grupie "Biedawka – sekcja taniego życia" prawie 180 tys. osób od miesięcy, codziennie wymienia się poradami na temat tego, jak się utrzymać w Polsce, gdy zarabia się za mało. Porad nie szukają tam osoby bezrobotne, lecz ci, które pracę mają, ale przy szalejącej od miesięcy inflacji, ich pensja nie wystarcza na godne przeżycie od wypłaty do wypłaty. O nadprogramowych wydatkach nie ma nawet jak pomyśleć.
- Często na grupie "Biedawka" internauci wymieniają się informacjami, gdzie i na co jest promocja, wymieniają się kodami promocyjnymi, informacjami jak zorganizować sobie wesele dla 15 osób, albo gdzie kupić suknię ślubną za 100 zł - mówiła w TOK FM Joanna Sadzik, prezeska Stowarzyszenia Wiosna - organizatora Szlachetnej Paczki.
Jak podkreśliła, to tam można "odkryć kreatywną część Polski". - Co jest z jednej strony smutne, z drugiej zaskakujące. Myślę, że jest tak – to bardziej znam z opowieści - jak w latach 70. czy 80., gdy ludzie wymieniali się pomysłami na to, jak zrobić ser w domu, żeby było taniej, albo żeby w ogóle go mieć. Albo w jaki sposób z firanki uszyć świetną spódnicę - stwierdziła.
Biedni pracujący. Coraz więcej osób nie jest w stanie żyć godnie, pracując na jednym etacie
Dzięki takiej grupie w mediach społecznościowych jak w soczewce widać życie tych, których socjologowie nazywają biednymi pracującymi. Sadzik przyznała, że także w jej organizacji - wśród wolontariuszy - są tacy, którzy muszą rezygnować z pomocy w organizacji Szlachetnej Paczki, bo muszą pracować, by "związać koniec z końcem".
Można od nich usłyszeć, że pracują na półtora - dwa etaty, na zlecenie, dodatkowo popołudniami opiekują się dziećmi. - Coraz więcej mamy takich osób, które z jednej pracy nie są w stanie godnie przeżyć. Bo nawet jeśli z tej pracy starcza na rachunki i żywność, to już np. na kosmetyki nie starcza - relacjonowała rozmówczyni Pawła Sulika.
Co to znaczy być biednym w 2023 roku?
Gościni programu "Mikrofon Radia TOK FM" zwróciła uwagę na to, że w czasie internetowych dyskusji często pojawia się temat tego, ile pieniędzy potrzeba - po zapłaceniu rachunków - aby żyć godnie. Ale trzeba pamiętać, że dla każdego oznaczać to może coś innego.
- Były osoby, które mówiły: "Wystarcza mi 800 zł, za to kupuję żywność, środki czystości i od czasu do czasu odłożę na jakiś ciuch". Były też osoby, które pytały: "Jak ty to robisz za 800 zł? Mnie zostaje 3 tys., i to jest dla mnie mało". Wszystko zależy od tego, jakie są wymagania, jak się żyło wcześniej. To jest taka cezura. Jeżeli stać mnie było na to, żeby dwa razy w miesiącu iść do restauracji ze znajomymi, do kina czy teatru, żeby - gdy cokolwiek mi się w domu zepsuje, stać mnie było na naprawę – to w momencie, gdy mam pieniądze wyłącznie na chemię i żywność, to jest problem - wyjaśniała Joanna Sadzik.
Prezeska Stowarzyszenie Wiosna podkreśliła, że finansowe rozwarstwienie jest w Polsce coraz bardziej widoczne. - Jesteśmy po wynikach egzaminów maturalnych i wynikach egzaminów ósmoklasisty i zobaczyliśmy dwie grupy dzieci. Dwie "górki" po dwóch stronach wykresu. Jedna "górka" osób, które ledwo zdały i druga tych, którzy zdali bardzo dobrze. I nie trzeba być specjalistą, żeby wiedzieć, że ci, którzy zdali bardzo dobrze, to są te osoby, których rodziców stać na dodatkowe lekcje angielskiego, korepetycje, edukacyjny rozwój dziecka. Po drugiej stronie są dzieci, które chodzą do publicznej szkoły. Jestem za tym, żeby publiczna szkoła wyglądała tak jak szkoły prywatne - zaznaczyła.
Przyznała też, że podobna polaryzacja jest widoczna w systemie opieki medycznej. - Jeżeli złamię nogę i potrzebuję rehabilitacji, to czekam na nią długie miesiące, co oznacza często utratę możliwości pracy. Dlatego że do końca życia, będę kuleć, więc nie mogę wykonywać niektórych zawodów. A w momencie, kiedy stać mnie, to idę na prywatną rehabilitację i po trzech miesiącach mogę wrócić do swojej pracy. Czyli ważny byłby dostęp do usług publicznych, który nie dzieli, a wyrównuje szanse - przekonywała gościni TOK FM.
Polski biedny pracujący
Jakie są wyznaczniki współczesnych polskich biednych pracujących? - Kiedy mamy gdzie mieszkać i to wszystko jedno czy mamy swoje mieszkanie, czy pieniądze na wynajem. Jeżeli jesteśmy w stanie zapewnić sobie dostęp do dóbr kulturalnych, kupić od czasu do czasu książkę, iść do kina, do teatru. Jeżeli jesteśmy w stanie jeść zgodnie z wymaganą naszą dietą. Jeżeli możemy wykupić wszystkie leki i raz w roku pojechać na tydzień urlopu. I kiedy, jeżeli zepsuje nam się coś w domu, to będzie stało zepsute przez następne kilka lat, to myślę, że jesteśmy tymi uprzywilejowanymi, którzy nie są osobami biednymi - oceniła Sadzik.
Oczywiście na skalę problemu wpływ ma inflacja, która od 2022 roku utrzymuje się na dwucyfrowym poziomie. Inflacja przyniosła drastyczny wzrost kosztów życia. - Widzę, po tym, jak ludzie wynajmują mieszkanie. Już teraz nie kawalerka, tylko wspólny pokój w mieszkaniu, bo łatwiej jest podzielić czynsz na kilka osób - mówiła. Co ważne, choć dane Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że pensje w Polsce rosną, to jednak większość Polaków podwyżek nie dostaje lub nawet jeśli dostają cokolwiek, nie odczuwają tego.
- W tych danych brane są pod uwagę duże przedsiębiorstwa, a jednak większość z nas nie pracuje w korporacjach, ale ma działalność gospodarczą, pracuje w średnich i małych przedsiębiorstwach, które odczuwając koszty inflacji, nie są w stanie podnieść wynagrodzeń nawet o połowę inflacji rocznej. W związku z tym każdy z nas, jeżeli ma mniejszą podwyżkę niż inflacja, to ubożeje. Dla niektórych jest to niezauważalne albo po prostu taka osoba mniej odkłada. A dla niektórych biorąc pod uwagę, że mniej zarabia, a koszty życia rosną – czasem utrata realnie 300-400 złotych jest graniczna - podsumowała.
Według ostatnich danych GUS-u inflacja w lipcu w Polsce wyniosła 10,8 proc. Rekord odnotowano w lutym 2023. Było to 18,4 proc. To najwyższy poziom inflacji od grudnia 1996 roku.