,
Obserwuj
Polska

Burza wokół nowego pomysłu Barbary Nowackiej. "Jazda na lodzie bez trzymanki"

oprac. Marta Zdanowska
4 min. czytania
20.01.2024 17:10
Ministerka edukacji Barbara Nowacka zapowiedziała likwidację prac domowych i odchudzenie podstawy programowej. - Pada pomysł, żeby zlikwidować prace domowe i nie towarzyszą temu żadne dyskusje, żadne badania, żadne konsultacje z nauczycielami, podbudowa merytoryczna. "Ludzie na mieście mówią" to nie jest żadna podstawa, żeby coś w szkole zmieniać - podkreśliła w TOK FM dr Iga Kazimierczyk z fundacji Przestrzeń dla Edukacji.
|
|
fot. AW.pl

Ministerka edukacji Barbara Nowacka zapowiedziała, że już od początku kwietnia wejdzie w życie rozporządzenie dotyczące rezygnacji z prac domowych. Najpierw dotyczyć ono będzie podstawówek. Ale w przyszłości ma zostać rozszerzone. - Jestem pewna, że po kilku latach funkcjonowania braku prac domowych w szkołach podstawowych w szkołach średnich też to będzie zniesione – zapewniła Nowacka w rozmowie z WP.

Pojawia się jednak pytanie, czy nie będzie to zakaz fikcyjny, bo, jak zauważyła Karolina Głowacka, rozporządzenie ma wejść w życie od 1 kwietnia a odchudzenie podstawy programowej o 20 procent (nad którym ma obecnie pracować ministerstwo edukacji) dopiero od września. - To jest ta podstawowa wątpliwość, co stanie się pomiędzy kwietniem a wrześniem. Jak to ma funkcjonować? Planując pewne rzeczy powinniśmy już wiedzieć, jak będzie wygląda praktyka - mówiła w "Poranku Radia TOK FM" dr Iga Kazimierczyk z fundacji Przestrzeń dla Edukacji.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

"Jazda bez trzymanki"

Ekspertka podkreśliła, że wprowadzanie takiej rewolucji w trakcie roku szkolnego jest bardzo ryzykowne. - Wprowadzenie jakichkolwiek zmian przed końcem roku szkolnego, to jest jazda na lodzie bez trzymanki i bez żadnych umiejętności oraz barier. Dlatego, że to jest moment, w którym przygotowujemy się do końca roku i planujemy już kolejny - wskazała. 

Tymczasem - jak dodała - tu wchodzi bardzo duża zmiana, której nauczyciele kompletnie nie rozumieją. - Bo oczywiście nadmiarowe prace domowe to jest bezsens. Prace nie wiadomo po co zadawane, to jest pomyłka. Dzieci mają prawo do wypoczynku, ale pojawiają się zasadnicze pytania. Czy zadanie lektury to będzie praca domowa czy nie? Czy zadanie słówek do powtórzenia przy językach obcych to będzie praca domowa czy nie. A co z matematyką - z zadaniami, które rzeczywiście trzeba wykonywać w domu w spokoju i skupieniu i trochę rzeczywiście potrenować. Tych pytań jest bardzo dużo i na już powinny być odpowiedzi - oceniła dr Kazimierczak.

Kto decyduje, ile lekcji religii jest w szkole? 'Abp Depo jest ignorantem albo kłamie'

Zuza Karcz z Fundacji Offschool i Domu Spokojnej Młodości zwróciła zaś uwagę na kwestię nierówności społecznych i problem przenoszenia nauczania ze szkoły na płatne zajęcia dodatkowe i na rodziców. - Ten postulat dotyczący usunięcia prac domowych jest poniekąd przejawem populizmu, bo kiedy czytam cały komentariat, które się dzieje teraz wokół prac domowych, to pojawia się głównie myśl, że jest to odciążenie rodziców. Więc pytanie czy to jest w ogóle postulat skierowany do młodych osób czy do ich rodziców, czyli wyborców -  powiedziała.

Według Kazimierczak, mamy do czynienia niestety z tym, z czym polska szkoła mierzy się od lat. Jest bowiem jak np. z likwidacją gimnazjów. Czyli wszystko robi się na już i bez głębszego przemyślenia dokąd ma to nas doprowadzić. - Pada pomysł, żeby zlikwidować prace domowe i nie towarzyszą temu żadne dyskusje, żadne badania, żadne konsultacje z nauczycielami, żadna podbudowa merytoryczna. Ludzie na mieście mówią, to nie jest żadna podstawa, żeby coś w szkole zmieniać - zaznaczyła. I dodała, że każda zmiana wymaga czasu, przygotowań, szkoleń dla nauczycieli. 

Co dalej z religią w szkołach? Polacy ocenili pomysł nowej ministry edukacji [SONDAŻ]

"To jest trochę jak remontowanie domu przez wyciąganie cegieł"

Ekspertka krytykowała także sam pomysł odchudzenia podstawy programowej o 20 proc. Jak argumentowała, posługiwanie się tu sztywną liczbą jest malownicze, ale nie sprawdzi się w praktyce. W przypadku każdego przedmiotu trzeba bowiem zbadać ile treści, a przede wszystkim jakie zagadnienia można okroić. - Reforma podstawy programowej jest absolutną koniecznością. Tylko musimy zadać sobie fundamentalne pytanie. Po co jest szkoła, kogo my chcemy wykształcić. Bo reforma podstawy programowej poprzez wyciągnięcie z niej poszczególnych jej elementów to jest trochę tak jak remontowanie domu przez wyciąganie cegieł. (...) Reforma podstawy programowej przez wykreślanie treści generuje bardzo dużo różnych innych zmian, które muszą zadziać się w szkole - zaznaczyła Kazimierczak. Przypomniała także, że propozycje reform są już przygotowane przez środowiska obywatelskie. 

Gościnie TOK FM przypomniały, że w ostatnich latach to właśnie rodzice, uczniowie, nauczyciele, nauczycielki i eksperci edukacyjni walczyli o wolną szkołę i spowodowali, że temat edukacji był ważny. - To dzięki nam i naszej pracy premier Donald Tusk mógł powiedzieć w Jagodnie, że ten temat jest bardzo gorący. Strona społeczna powinna być naturalnym partnerem w ustalaniu zmian w szkole - każdych zmian nawet tych najdrobniejszych, nawet tych na cito - podsumowała Kazimierczyk.

'Pożycz mi nauczyciela, choćby na kilka godzin'. Polska szkoła 'postawiona na głowie'