advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Polska

Lekarka wykonująca aborcje boi się liberalizacji prawa. "I co my z tymi kobietami zrobimy?"

4 min. czytania
11.04.2024 15:50
Ewentualna liberalizacja prawa aborcyjnego w Polsce z pewnością przyniesie ulgę wielu kobietom. A co z ginekologami? - Nie jesteśmy w stanie przyjąć 70 tys. pacjentek do oddziałów, żeby rozdać im tabletki aborcyjne. (...) Gdyby to weszło w życie, to rzeczywiście jest to dosyć niewesoła wizja (...) - mówiła w TOK FM Gizela Jagielska, która jako jedna z nielicznych lekarek przyznaje się do wykonywania aborcji.
|
|
fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza.pl

11 kwietnia w Sejmie odbędzie się długo zapowiadana debata na temat prawa do aborcji do 12. tygodnia trwania ciąży. Rozpatrywane będą wszystkie cztery projekty, przygotowane przez partie należące do Koalicji 15 października.

Gizela Jagielska jest specjalistką położnictwa i ginekologii oraz zastępczynią dyrektora do spraw medycznych w szpitalu w Oleśnicy. Sama otwarcie mówi o tym, że przeprowadza zabiegi aborcji, a do placówki, w której pracuje, trafiają pacjentki z całej Polski.

Lekarka, która dokonuje aborcji: Nie mam się czego wstydzić. Wszystko, co robię, jest zgodne z prawem

Jak przyznała lekarka w rozmowie w TOK FM, oczekiwała, że wraz z wyborczą porażką Prawa i Sprawiedliwości w październiku, kolejki do jej gabinetu istotnie się zmniejszą. Z jej wyliczeń wynika jednak coś innego. - Po podsumowaniu pierwszego kwartału na oddziale położniczym wyszło mi, że ja wcale nie mam aborcji mniej, a mam ich więcej. To świadczy o tym, że jednak coś jest nie tak - stwierdziła Gizela Jagielska w "Popołudniu Radia TOK FM".

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Dlatego gościni Anny Piekutowskiej, paradoksalnie, obawia się skutków, jakie przyniesie ewentualna liberalizacja prawa aborcyjnego w Polsce. - Nawet jeżeli prawo się zmieni, to będzie bardzo istotne, żebyśmy pomyśleli nad tym, jakie będą przepisy wykonawcze. Bo musimy liczyć się z tym, że tysiące kobiet, które do tej pory wykonywały aborcję za pomocą organizacji pomocowych i kobiecych, teraz będą chciały wykonać aborcję bezpłatnie, w ramach koszyka świadczeń. I co my z tymi kobietami zrobimy? - pytała Gizela Jagielska.

Lekarka zasugerowała, że rozwiązaniem w takiej sytuacji mogłoby być oddanie prawa do przeprowadzania aborcji w ręce personelu pomocniczego, w tym położnych. - Patrząc na to, co się dzieje, nie bardzo umiem to sobie wyobrazić, ale z drugiej strony nie jesteśmy w stanie przyjąć 70 tys. pacjentek do oddziałów, żeby rozdać im tabletki aborcyjne. Więc to jest bardzo skomplikowany problem. Gdyby to weszło w życie, to rzeczywiście jest to dosyć niewesoła wizja, szczególnie dla kobiet w Polsce - wskazała.

Ekspertka odpowiada samorządom. "Oddział, który nie zapewnia świadczenia, nie powinien istnieć"

W rozmowie w TOK FM pojawił się również wątek przepisów, dotyczących przeprowadzania aborcji w szpitalach, które zapowiedziała ministra zdrowia Izabela Leszczyna. Zakładają one, że placówka, która nie przeprowadza legalnych aborcji, poniesie tego konsekwencje, a każdy szpital w Polsce będzie musiał zatrudniać lekarza gotowego przerwać ciążę.

Takiemu rozwiązaniu sprzeciwiają się Związki Powiatów Polskich i Miast Polskich. Jak argumentują, obowiązek ten może utrudnić dostęp do usług ginekologiczno-położniczych, zwłaszcza w mniejszych jednostkach, gdzie trudniej jest znaleźć zastępstwo dla lekarzy korzystających z klauzuli sumienia. W zamian Związki postulują zmianę ustawy o klauzuli sumienia.

Pomysł Leszczyny ws. aborcji to 'prowizorka'? Rząd oczekuje cudów

Jak skomentowała Jagielska, "nie do końca" rozumie, o co chodzi samorządom. - Myślę, że boją się sytuacji, w której nie będą w stanie zapewnić tego świadczenia i przez to będą musieli zawiesić działalność jakiegoś oddziału. Natomiast skoro oddział nie jest w stanie zapewnić podstawowego świadczenia, to uważam, że w takim razie nie powinien istnieć - oceniła ekspertka.

Jak zwróciła uwagę, w Polsce jest wiele oddziałów, które powinny być zamknięte, ponieważ nie wywiązują się ze swoich kontraktów. - Ale nikt ich nie zamyka i nie zamknie, ponieważ to wszystko jest pod władzą samorządu, a zamknięcie oddziału to bardzo niepopularna decyzja i wszyscy zapierają się przed czymś takim rękami i nogami - zaznaczyła gościni popołudniowej audycji.

Pomysł Leszczyny to nic nowego? "W polskiej służbie zdrowia panuje system feudalny"

Ginekolożka zapytana o sam pomysł ministry zdrowia, odparła, że w istocie nie wprowadza on niczego nowego, bo aborcja już wcześniej znajdowała się w koszyku świadczeń, a lekarz, nawet jeżeli jest przeciwny aborcji, miał obowiązek wykonać aborcję w sytuacji zagrożenia życia. Co nie zmienia faktu, że prawo swoje, a praktyka swoje. Przyczynę Jagielska widzi w hierarchizacji polskiej służby zdrowia.

- W polskiej służbie zdrowia panuje system feudalny. Tak naprawdę nawet jeżeli szeregowy lekarz chce robić aborcje, to ma nad sobą ordynatora, ordynator ma nad sobą dyrektora, a dyrektor ma nad sobą samorządowców i to tak idzie. Liczę na to, że teraz to ku dołowi zgodnie z hierarchią zejdzie i że przepisy w końcu będą egzekwowane - mówiła Gizela Jagielska w TOK FM.