Social media ninja WOT-u przedobrzył. Będzie kara? "Wróg ma dane na dłoni"
Wszystko zaczęło się od wpisu, który we wtorek (9 kwietnia) opublikował oficjalny profil Wojsk Obrony Terytorialnej. Pojawiło się w nim wezwanie, by żołnierze WOT zareagowali emotikoną serca, a obserwujący profil cywile użyli emotikony WOW. Po kilku godzinach post został usunięty, ale do tego czasu internauci zdążyli już skrytykować pomysł w komentarzach. Krytykowali i stawiali pytania o bezpieczeństwo danych żołnierzy należących do WOT-u.
Jak komentowała w TOK FM redaktor naczelna portalu CyberDefence24.pl Nikola Bochyńska, po apelu o reagowanie na wpis "żołnierzom automatycznie powinna zapalić się 'czerwona lampka'". - W razie czego, potencjalny wróg zainteresowany przeprowadzeniem na przykład akcji dezinformacyjnej, ma jak na dłoni dane i profile żołnierzy, którzy zareagowali na ten post. Ma dostęp do imienia, nazwiska, a nawet szczegółowy wgląd w zawartość udostępnianych przez nich informacji - wyjaśniła gościni programu "TOK 360" w rozmowie z Szymonem Kępką.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Wpadka WOT. "To tylko ćwiczenia"
Na jednym wpisie sprawa się nie skończyła. Po usunięciu posta, na profilu pojawił się kolejny, informujący o rzekomym ataku hakerskim i trwającym wyjaśnianiu sprawy. Później WOT zdementował te doniesienia i stwierdził, że... akcja była zaplanowana i miała na celu edukowanie obywateli w dziedzinie bezpieczeństwa. Podkreślono też, że żołnierze formacji przechodzą obowiązkowe szkolenia z zakresu bezpieczeństwa operacyjnego (OPSEC).
Będzie kara za wpadkę WOT-u w social mediach?
Czy Wojska Obrony Terytorialnej zamierzają wyciągnąć w tej sprawie jakieś konsekwencje? Z naszych informacji wynika, że przynajmniej w tym momencie, nie ma takiego planu. Terytorialsi w rozmowie z TOK FM twierdzą, że nadal zbierają informacje w tej sprawie. - Była solidna reprymenda dla administratora social mediów – usłyszeliśmy w WOT.
'Podnosi ciśnienie'. Po pracy w Biedronce idę na kozetki do 'zetek'. Wiemy, co słyszę
O sprawę zapytaliśmy też ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego. Podległy mu resort odpowiada za cyberbezpieczeństwo i budowanie świadomości w zakresie ochrony danych w sieci. Stąd pytanie, czy w reakcji na incydent, resort nie planuje szerszej kampanii informacyjnej o bezpieczeństwie danych polskich żołnierzy, zwłaszcza w dobie trwającej wojny za naszą wschodnią granicą.
- W tym przypadku myślę, że chodzi o umiejętności wyobrażenia sobie wydarzenia, które zostanie spowodowane przez człowieka. Nawet wpisem w mediach społecznościowych. To kwestia zwykłej "higieny cyfrowej", nad którą musimy pracować. I wiem, że pan gen. Karol Molenda (dowódca Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni – przyp. red) i Wojska Obrony Cyberprzestrzeni nad tym pracują - odpowiedział minister Krzysztof Gawkowski.
Co knuli Facebook z Netfliksem. Handlują naszym życiem? [TECHSTORIE LIGHT]