Przeszczep włosów u Turka, ale w Polsce. "Wystraszyłem się nie na żarty"
- W Polsce rośnie liczba firm zajmujących się przeszczepem włosów;
- Artur Kierach, prezes Polskiego Towarzystwa Transplantacji Włosów i Trychologii, mówi wprost o czarnym rynku;
- Wiele instytucji, zdaniem przedstawicieli środowiska, umywa jednak ręce. "Naczelna Izba Lekarska odsyła do Izb Lekarskich. Izby Lekarskie, które mogą nałożyć kary na lekarzy, wskazują z kolei, że osoby wykonujące te zabiegi nie są lekarzami, więc temat ich nie zainteresował. Pomimo, że powinni dbać o jakość usług medycznych w Polsce" - oburza się lekarz Michał Kowalski (imię i nazwisko zmienione, na wyraźną prośbę rozmówcy);
- Problem widzi Międzynarodowe Stowarzyszenia Chirurgii Odtwórczej Włosów. Z analizy ich raportów wynika, że występuje on od Turcji po Amerykę Łacińską.
Pana Tomasza na przeszczep włosów namawiała żona. - "W końcu 50-tka ci strzeliła, trzeba coś zmienić. Zrób sobie włosy" - przekonywała mnie chyba z rok - opowiada. W końcu dopięła swego. Mężczyzna znalazł klinikę we Wrocławiu i zaczął działać. Szybko jednak - jak mówi - pojawiały się czerwone lampki.
Zabieg miał przeprowadzać lekarz z Turcji. Początkowo klinika przekonywała, że to "doktor", tyle że jego nazwisko nie widniało w Centralnym Rejestrze Lekarzy, ani nigdzie indziej. Nijak nie można było zweryfikować jego kompetencji, a panu Tomaszowi na tym zależało. Gdy zaczął drążyć, okazało się, że to bardziej "specjalista" niż "doktor". Po drodze wyszło też kilka innych nieporozumień - m.in. z umową czy płatnością za zabieg.
Finalnie mężczyzna dał sobie spokój. - Wystraszyłem się nie na żarty - mówi. Ale do dziś się zastanawia - czy tak to powinno wyglądać. Myślał o zgłoszeniu sprawy na policję. Zadzwonił, jak mówi, do Izby Lekarskiej. - Zbyli mnie. Tłumaczyli, że skoro klinika działa, to wszystko jest OK. Tyle tylko, że jej "specjaliści" nie widnieli w żadnym spisie - rozkłada ręce nasz rozmówca.
Przeszczepy włosów. "To czarny rynek"
O przeszczepach włosów w Turcji mówi się coraz częściej. Są firmy, które pomagają zorganizować tam wyjazdy, ale są też kliniki, które oferują w Polsce przeszczepy włosów przeprowadzane przez tureckich lekarzy. Przyciąga cena. Pan Tomasz mówił nam, że jego zabieg miał kosztować około 14 tys. złotych. Inne kliniki - jak sprawdzał - oferowały podobne usługi, wykonywane przez polskich lekarzy, za ponad 20 tys. Za "wycieczkę" po nowe włosy do Turcji trzeba - jeśli wierzyć cennikom z internetu - trzeba zapłacić też powyżej 15 tysięcy złotych.
Zdaniem Artura Kieracha - trychologa i prezesa stowarzyszenia Polskie Towarzystwo Transplantacji Włosów i Trychologii - w Polsce rośnie liczba klinik chirurgii plastycznej, które przeprowadzają przeszczepy włosów. - Wiele z tych placówek otwarcie pisze na stronie, że zabiegi wykonują tureccy lekarze. Sprawdziłem nazwiska, które są podawane podczas konsultacji i żadna z tych osób nie ma prawa do wykonywania zawodu lekarza w Polsce. Z wiarygodnych źródeł wiem, że te osoby nie są lekarzami nawet we własnym kraju. To czarny rynek - mówi tokfm.pl Artur Kierach. Dodaje, że do Polskiego Towarzystwa Transplantacji Włosów i Trychologii coraz częściej piszą lekarze, którzy zgłaszają pojawienie się takiej kliniki w swoim mieście.
Kierach wskazuje przy tym, że narażanie pacjenta na utratę zdrowia lub życia jest w Polsce karalne. Podobnie jak podszywanie się pod lekarza. Zwraca uwagę, że "zgodnie z polskim prawem zabiegi medyczne mogą wykonywać wyłącznie osoby z odpowiednimi kwalifikacjami i uprawnieniami oraz podmioty wpisane do odpowiednich rejestrów". Dodatkowo - jak dodaje - rozporządzenia ministra zdrowia zawierają wykaz szczegółowych kwalifikacji wymaganych do wykonywania określonych procedur, np. chirurgii plastycznej, stomatologii czy medycyny estetycznej.
Przeszczep włosów. Zabieg estetyczny czy medyczny?
W sprawie przeszczepiania włosów - jak przekonują przedstawiciele branży - wiele instytucji umywa jednak ręce. Lekarz Michał Kowalski (imię i nazwisko zmienione, na wyraźną prośbę rozmówcy) przekonuje, że próbował zainteresować tą sprawą m.in. Naczelną Izbę Lekarską, ale ta odesłała go do okręgowych izb lekarskich.
W piśmie, które otrzymał od Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie, czytamy, że Izba "nie ma ustawowych kompetencji do ścigania i/lub karania konkretnych osób nielegalnie wykonujących zawód medyczny bez polskiego prawa wykonywania zawodu. Kompetencje takie mają stosowne organy i służby państwowe". Izba przyznaje jednocześnie, że "problem osób, które udzielają świadczeń zdrowotnych bez stosownych uprawnień jest jej znany", a "samorząd zawodowy lekarzy i lekarzy dentystów podejmował i podejmuje wielorakie działania wobec władz państwowych w tym zakresie".
- A Rzecznik Praw Pacjenta? - pytam.
- Wysłałem pismo, ale pozostało bez odpowiedzi - mówi dr Kowalski. - Z kolei resort zdrowia zasugerował, że przeszczep włosów to "świadczenia z zakresu medycyny estetycznej", w związku z tym nie są one "w znaczeniu ścisłym świadczeniami zdrowotnymi, a w konsekwencji ich wykonywanie nie jest prowadzeniem działalności leczniczej" - odpowiada mój rozmówca. W stanowisku ministerstwa, które pokazuje nam Kowalski, można też przeczytać, że "w przypadku medycyny estetycznej cele zabiegów są 'niemedyczne' (estetyczne), natomiast stosowane środki (metody) mają charakter medyczny".
"Z uwagi na powyższe zabiegi medycyny estetycznej nie spełniają podstawowego kryterium świadczenia zdrowotnego, co oznacza, że nie mogą być uznane za wykonywanie działalności leczniczej. Przedsiębiorcy, którzy wykonują usługi z zakresu medycyny estetycznej nie podlegają co do zasady wpisowi do rejestru podmiotów wykonujących działalność leczniczą" - stwierdzają urzędnicy ministerstwa.
'Łysienie to choroba'
Kierach nie zgadza się z takim postawieniem sprawy. Zwraca uwagę, że według klasyfikacji ICD-10 (to Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób i problemów zdrowotnych stworzona przez Światową Organizację Zdrowia) łysienie znajduje się w katalogu "Choroby skóry i tkanki podskórnej".
- Łysienie jest uznane za chorobę, a tym samym leczenie lekami czy zabieg chirurgiczny to działanie służące przywracaniu lub poprawie zdrowia. Nie można więc zrównać chirurgii odtwórczej włosów do wstrzyknięcia wypełniacza. Zabieg trwa 6-8 godzin i pacjent ma otwartą ranę, która nieprawidłowo zaopatrzona może doprowadzić do wykrwawienia - przekonuje.
Zwraca też uwagę, że gdyby wyciągać dalsze wnioski z tego, co napisało Ministerstwo Zdrowia, także zabieg powiększania piersi oraz liposukcja to zabiegi stricte estetyczne. - Nie jest to leczenie choroby, więc można wnioskować, że i tych zabiegów nie muszą wykonywać lekarze. Argumentacja Ministerstwa Zdrowia nie jest trafiona - przekonuje trycholog.
Resort poproszony przez nas o komentarz w tej sprawie, wskazał jednak, że "wykonywanie przeszczepów włosów w Polsce odbywa się w ramach działalności leczniczej i wymaga przestrzegania przepisów". "Zabieg ten może być przeprowadzany wyłącznie przez osoby posiadające odpowiednie kwalifikacje oraz prawo do wykonywania zawodu lekarza, zgodnie z wymogami ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Przy czym, informacje te można zweryfikować na stronie internetowej prowadzonej przez Naczelną Izbę Lekarską" - można przeczytać w odpowiedzi.
Ministerstwo podkreśliło też, że "kliniki oferujące procedury przeszczepiania włosów muszą spełniać wymogi ustawy o działalności leczniczej, a także podlegać regulacjom sanitarno-epidemiologicznym określonym przez Główny Inspektorat Sanitarny". "Wszelkie narzędzia oraz urządzenia wykorzystywane podczas zabiegów przeszczepu włosów muszą spełniać wymagania wynikające z ustawy o wyrobach medycznych, a podmioty przeprowadzające te procedury zobowiązane są do przestrzegania przepisów dotyczących ochrony praw pacjenta oraz przetwarzania danych osobowych zgodnie z ustawą o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta oraz przepisami RODO" - wyliczył resort.
'Naloty na nieautoryzowane gabinety'
Artur Kierach zauważa, że problem nielegalnych kliniki przeszczepów włosów zaczyna widzieć także Międzynarodowe Stowarzyszenia Chirurgii Odtwórczej Włosów. Z analizy ich raportów wynika, że występuje on od Turcji po Amerykę Łacińską. - I tak np. w Tureckiej Republice Cypru Północnego w 2024 r. policja dokonała nalotu na nieautoryzowany gabinet, gdzie zastała pracowników bez wymaganych zezwoleń (w tym osoby podające się za lekarzy) wykonujących zabiegi transplantacji włosów. Ustalono, że rzekomi "specjaliści" byli cudzoziemcami bez prawa do pracy na Cyprze - opowiada.
Inny przykład? W Buenos Aires, w 2025 r. zamknięto gabinet, w którym wykonywano przeszczepy włosów z naruszeniem prawa. Podczas kontroli stwierdzono, że w ośrodku nie było lekarza - jedynie pielęgniarka i technik. Stosowano przeterminowane preparaty. Brakowało też wymaganej licencji sanitarnej. - Ministerstwo Zdrowia Argentyny natychmiast nakazało zamknięcie placówki. Sprawą zajęła się też prokuratura - zarządzono konfiskatę sprzętu i pociągnięto do odpowiedzialności karnej - opowiada Artur Kierach.
Wiele innych państw oraz instytucji także podejmuje środki zaradcze - od regulacji prawnych, przez nadzór urzędowy, po akcje policyjne. I tak np. Wielka Brytania wymaga, by kliniki oferujące przeszczep włosów zatrudniały lekarzy z ważną licencję lekarską. Także w USA przeszczep włosów traktowany jest jak każdy inny zabieg medyczny i może go wykonywać wyłącznie licencjonowany lekarz. Przy czym wszelkie odstępstwa są surowo karane. I tak np. w 2020 r. nowojorskiemu lekarzowi zawieszono prawo do wykonywania zawodu na trzy lata i zakazano wykonywania jakichkolwiek zabiegów z zakresu chirurgii plastycznej. Kara była wynikiem powierzania zabiegów transplantacji włosów osobom bez wykształcenia medycznego. - Dodatkowo w Wielkiej Brytanii ten, kto wykonuje zabieg bez uprawnień, może odpowiadać karnie, a placówki działające bez wymaganej rejestracji są przez władze zamykane. Poza tym obowiązują wytyczne reklamowe zabraniające wprowadzania pacjentów w błąd co do kwalifikacji personelu czy gwarancji efektów, co ma z kolei ograniczyć agresywny marketing czarnorynkowych klinik - wylicza Artur Kierach.
Dodatkowo sama ISHRS zainicjowała teraz globalną kampanię informacyjną "Fight The FIGHT" (skrót od Fight the Fraudulent, Illicit & Global Hair Transplants). Jej celem jest ostrzeganie konsumentów przed ryzykownymi ofertami i dostarczenie narzędzi do weryfikacji, czy dany lekarz i dana klinika są odpowiednio wykwalifikowani. Uruchomiono m.in. dedykowany portal edukacyjny z poradami, jak rozpoznać fałszywe kliniki, listą najczęstszych oszustw, historiami poszkodowanych pacjentów oraz zestawem pytań, które każdy pacjent powinien zadać przed zabiegiem. - W Polsce na podobne rozwiązania jak na razie się nie zanosi. Mimo że także tu pacjenci mają prawo wiedzieć, kto dokładnie przeprowadza ich operację - kwituje Artur Kierach.