,
Obserwuj
Polska

Policja wymusza zeznania? "Psychologiczny nacisk potężniejszy niż najgorsza fizyczna tortura"

5 min. czytania
02.05.2025 17:32
- Taktyki oparte są na nacisku, a ich celem jest doprowadzenie do tego, żeby osoba przestała w pewnym momencie myśleć logicznie. To ciągłe zasypywanie podejrzanego pytaniami, oskarżeniami, informacjami; czasami przez wiele godzin pod rząd - mówi w TOK FM dr Karolina Dukała. Psycholożka sądowa przerywa milczenie i ujawnia, że profiler nie do końca robi to, co widzimy na filmach.
|
|
fot. Krzysztof Kaniewski/REPORTER/ EAST NEWS

 

  • Profilowanie odnosi się nie tylko do sprawcy zabójstwa, zapewnia w TOK FM dr Karolina Dukała, psycholożka sądowa. "Jest dużo szerszym pojęciem i w praktyce zdarza się, że dotyczy również osób zaginionych, samobójców czy np. podejrzanych" - wyliczyła.
  • Zwróciła też uwagę, że nierzadko stosuje się nadal bardzo intensywny typ przesłuchań, który w Stanach Zjednoczonych nosi nazwę: metoda Reida. W Polsce elementy tej metody bywają z kolei nazywane metodą FBI, wskazała;
  • "Chodzi za każdym razem o niedopuszczanie do tego, żeby dana osoba chociaż na chwilę mogła uciec myślami od sytuacji, w której się znajduje. Pod sam koniec przesłuchiwany jest tak skrajnie wyczerpany psychiczny, że może zgodzić się na wszystko. Żeby już tylko to się skończyło" - tłumaczyła.

 

W serialach kryminalnych - co do zasady - jest tak: w mieście pojawia się seryjny morderca, a do pracy zabierają się policyjni profilerzy. Analizują ślady znalezione na miejscu zbrodni i bardzo szybko wiedzą, kim jest zabójca. To samotny mężczyzna. W średnim wieku, syn dominującej matki, który mieszka na peryferiach. Z kotem albo z chomikiem.

Jak wskazała w TOK FM dr Karolina Dukała, rzeczywistość wygląda jednak inaczej niż w filmach. - Profiler nie dochodzi do takich spektakularnych wniosków, ale zawęża krąg osób podejrzanych. Na tyle, że organy ścigania mają ułatwione zadanie. Zwłaszcza kiedy myślimy o seryjnych sprawcach przestępstw - mówiła psycholożka sądowa.

Zapewniła, że bezpieczniej jest jednak przyjąć, że nie da się stworzyć szczegółowego portretu sprawcy na podstawie tego, co ten zostawia na miejscu zbrodni. - Dzieje się tak także dlatego, że sama definicja profilowania mówi, że to wychodzenie do tzw. krótkiej, dynamicznej charakterystyki psychologicznej. Ta w sposób zwięzły ujmuje najważniejsze cechy, ale nie zna sprawcy - dopowiedziała.

Zwróciła przy tym uwagę, że profilowanie odnosi się nie tylko do sprawcy zabójstwa. - Jest dużo szerszym pojęciem i w praktyce zdarza się, że dotyczy również osób zaginionych. Rolą psychologa jest w tym przypadku stworzenie portretu psychologicznego osoby zaginionej tak, by odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zaginęła. Może została porwana, może uciekła z domu, a może doszło do nieszczęśliwego wypadku, samobójstwa - wyliczyła.

Na tej samej zasadzie profilowaniu może być poddany samobójca (by udzielić odpowiedzi na pytanie, czy na pewno mamy do czynienia z samobójstwem), a także podejrzany. - To bardzo rzadka w Polsce sytuacja, ale zdarza się, że profiler musi na podstawie wszystkich dostępnych danych stworzyć jego profil psychologiczny tak, by dało się w sposób jak najbardziej efektywny przeprowadzić przesłuchanie - dopowiedziała w rozmowie z Jagną Kaczanowską.

Posłuchaj:

"Psychologiczny nacisk potężniejszy niż najgorsza fizyczna tortura"

A jakie są główne problemy w pracy profilera? Zdaniem gościni TOK FM to tzw. fałszywe wspomnienia - sytuacje, kiedy dana osoba jest przekonana, że coś się jej przytrafiło, np. padła ofiarą przestępstwa, choć taka sytuacja nigdy nie miała miejsca.

- Nie bez powodu psychologowie używają frazy, że pamięć ma charakter rekonstrukcyjny albo nawet, o zgrozo, generatywny. To oznacza, że wiele wspomnień, które mamy, nie jest dokładnym zapisem tego, co się przydarzyło, tylko rekonstrukcją. Innymi słowy: w naszej pamięci przechowywane są elementy danego wspomnienia, a reszta jest uzupełniana na bieżąco - tak tłumaczyła ten fenomen. Zastrzegła przy tym, że wręcz niemożliwe jest odróżnienie wspomnień fałszywych od tych prawdziwych. Można, jak dodała, jedynie spróbować patrzeć na szerszy kontekst.

- Ale świadkowie mogą się mylić także dlatego, że mogą pojawiać się też różnego rodzaju zniekształcenia. I tak np. świadek może być pewien, że widział sprawcę w czerwonej czapeczce i zielonej bluzie, ale okazuje się, że tak naprawdę to była granatowa bluza i żółta czapeczka. A tak w ogóle gość był innej rasy, niż się świadkowi wydawało - dr Karolina Dukała wskazała kolejny przykład.

Bywa, jak dodała, że profilerzy mają też do czynienia z fałszywym przyznaniem się do winy, które jest z kolei efektem nieprawidłowych przesłuchań. - W efekcie osoba nie dość, że przyzna się do przestępstwa, którego nie popełniła, to czasem może nawet w to uwierzyć. To są już w ogóle szalone sytuacje - oceniła. Na potwierdzenie wskazała na historię Paula Ingrama z USA, który przyznał się do wielokrotnego zgwałcenia swojej córki i bycia szefem kultu satalistycznego. Jak się potem okazało, przypomniała, kult satalistyczny nigdy nie istniał, a jego córka najprawdopodobniej nigdy nie została zgwałcona, a na pewno nie przez niego. - Psychologiczny nacisk potrafi być nieraz potężniejszy niż najgorsza fizyczna tortura -zastrzegła.

"Metoda FBI" 

W ocenie gościni TOK FM najbardziej niepokojący jest jednak fakt, że nierzadko stosuje się bardzo intensywny typ przesłuchań, który w Stanach Zjednoczonych nosi nazwę: metoda Reida. W Polsce elementy tej metody bywają z kolei nazywane metodą FBI.

- Taktyki oparte są na nacisku, a ich celem jest doprowadzenie do tego, żeby osoba przestała w pewnym momencie myśleć logicznie. To ciągłe zasypywanie podejrzanego pytaniami, oskarżeniami, informacjami; czasami przez wiele godzin pod rząd. Chodzi za każdym razem o niedopuszczanie do tego, żeby chociaż na chwilę mogła ona uciec myślami o sytuacji, w której się znajduje. Pod sam koniec przesłuchiwany jest tak skrajnie wyczerpany psychiczny, że może zgodzić się na wszystko. Żeby już tylko to się skończyło - tłumaczyła.

- Metoda FBI jest nadal jest stosowana? - dopytywała prowadząca.

- Oczywiście. Była najczęściej używaną metodą w Stanach Zjednoczonych jeszcze do 2021 roku. Poza tym, najwięcej było z niej szkoleń policjantów również poza granicami USA - odpowiedziała.

Zastrzegła jednak, że była ona też mocno krytykowana w środowisku psychologów i organizacji zajmujących się prawami człowieka. Dlatego teraz jedna z największych firm świadczących usługi szkoleniowe w Stanach Zjednoczonych uczy innego sposobu przesłuchiwania. - Sama metoda Reida jest z kolei poddawana zmianom, które być może sprawią, że będzie mniej inwazyjna - zastrzegła.

Póki co wciąż bywa stosowana - także w Polsce, choć nie w całości, zapewniła. - A to głównie dlatego, że jednym z jej elementów jest prezentowanie fałszywych dowodów. A te u nas są zakazane - skwitowała w TOK FM.