Co dalej po aferze na Uniwersytecie Warszawskim? "Nikt nie przyznał, że wydarzyło się coś złego"
- Dziekan z Uniwersytetu Warszawskiego, po oskarżeniach przez pracowników i studentów, został zwolniony z uczelni;
- Jak ocenił w TOK FM Jan Rybicki, 'procedury pewnie mogłyby zadziałać lepiej'. 'Zabrakło przede wszystkim refleksu i woli, by sprawnie wyjaśnić to wewnątrz uniwersytetu' - mówił dziennikarz Gazeta.pl. Podkreślił, że konieczna okazała się akcja studentów, którzy przedstawili konkretne postulaty;
- 'Teraz przede wszystkim zależy nam na jak najszybszym przeprowadzeniu wyborów na nowego dziekana. Ale w grę wchodzi też zmiana procedur' - zapewniła w TOK FM Zofia Kowalczyk, studentka politologii na Uniwersytecie Warszawskim.
Dr hab. Daniel Przastek przestał być dziekanem Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego - uczelnia rozwiązała z nim umowę. Wcześniej Daniel Przastek stał się bohaterem reportażu w serwisie Gazeta.pl, w którym pracownicy Uniwersytetu Warszawskiego opisali, że dziekan dopuszczał się wobec nich nadużyć, w tym molestowania, upokarzania, przemocy fizycznej i psychicznej. Obowiązki dziekana będzie pełnić dotychczasowa prodziekan ds. nauki, dr hab. Katarzyna Kołodziejczyk.
- Dostałem ponad 30 różnych wiadomości od kolejnych osób w social mediach. Tak studenci, jak i pracownicy pisali o tym, że oni też doświadczyli podobnych zachowań. Nie dało się w żaden sposób udawać, że są to anonimy, pomówienia, że ktoś próbuje zaszkodzić dziekanowi - skomentował w TOK FM Jan Rybicki, dziennikarz Gazeta.pl.
Wskazał, że o sprawie dowiedział się, kiedy opisywał historię Macieja Pietrasika, przez lata współpracownika i podwładnego Daniela Przastka. - Maciej powiedział mi, że Daniel Przastek obnażał się przed nim dwukrotnie, dotykał w dwuznaczny sposób, łapał za tyłek, kładł rękę na kolanie. Rzucał pod jego adresem bardzo dużo seksualny zaczepek - wyliczył.
Zapewnił od razu, że szybko okazało się, że nie tylko Maciej Pietrasik padł ofiarą takich zachowań, po drugie - miały one miejsce przez wiele lat. - W moim tekście wypowiadał się np. student, który w 2014 był ofiarą wyzwisk Daniela Przastka i bardzo mało przyjemnego traktowania. Ale też widział np. jak Daniel Przastek trzymał rękę na kroczu jego kolegi podczas zakrapianej imprezy związanej z teatrem. Daniel Przastek poza tym, że jest dziekanem i politologiem, bardzo interesuje się teatrem; przez lata szefował kołu "Teatr i polityka" - dopowiedział w rozmowie z Anną Piekutowską.
"Zabrakło refleksu i woli"
Jeszcze zanim dziekan został zwolniony z uczelni, rektor UW Alojzy Nowak poinformował o powołaniu dodatkowej komisji rektorskiej, której celem miało być "zbadanie zasadności publicznie stawianych zarzutów dotyczących niewłaściwego traktowania pracowników przez dr. hab. Daniela Przastka". W komunikacie uczelni napisano wówczas, że "w sprawie dr. hab. Daniela Przastka trwa postępowanie wyjaśniające przed rzecznikiem dyscyplinarnym, w tym wysłuchanie świadków".
Jak przypomniał Jan Rybicki była to już druga komisja - po wcześniejszych tekstach "odpalona została procedura postępowania wyjaśniającego i dyscyplinarnego". Tyle, że jak zwrócił uwagę, jest ona bardzo czasochłonna, a od decyzji uniwersyteckich można się odwoływać w ministerstwie". Stąd, jak ocenił, wszystko mogło trwać nawet i pięć lat. - Procedury mogłyby lepiej zadziałać. Ale zabrakło przede wszystkim refleksu i woli, by sprawnie wyjaśnić to wewnątrz uniwersytetu - zastrzegł. Podkreślił przy tym, że konieczna okazała się akcja studentów, którzy przedstawili też konkretne postulaty.
"Nikt nie przyznał, że coś złego się wydarzyło"
Pod koniec miesiąca odbył się protest studentów w związku z doniesieniami o przemocy stosowanej przez Daniela Przastka. - Przede wszystkim zależy nam na jak najszybszym przeprowadzeniu wyborów na nowego dziekana. Ale w grę wchodzi też zmiana procedur. Należy zadać konkretne pytania i oczekiwać konkretnych odpowiedzi, w tym dlaczego procedury nie zadziałały? Jak w ogóle doszło do tego, że osoby, które zgłosiły nieprawidłowości, przez lata nie zostały odpowiednio wysłuchane? - wyliczyła Zofia Kowalczyk, studentka politologii na Uniwersytecie Warszawskim.
Dziennikarz Gazeta.pl zwrócił w tym kontekście uwagę, że jak na razie nie padły w tej sprawie przeprosiny. - Tak naprawdę nie wiemy, w jakim trybie dziekan został zwolniony. Nikt też nie przyznał, że coś się złego wydarzyło - podsumował w TOK FM.