Sprawa 11-letniego Sebastiana. Gmina w końcu deklaruje pomoc
Przeczytaj historię 11-letniego Sebastiana
Historią Sebastiana żyje cała gmina. O sprawie rozmawia się na ulicy i w sklepie. Tej kwestii nie mogło zabraknąć także na sesji rady Strzyżewic. Ale burzliwej dyskusji nie było. Sołtysi i radni po cichu wymieniali się spostrzeżeniami. Głos zabrały tylko trzy osoby: zastępca wójta Kazimiera Cisińska, wójt Jan Dąbrowski i przewodniczący Rady Gminy, Eugeniusz Markiewicz. Wszyscy zgodnie podkreślali, że Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej działał zgodnie z prawem i zrobił wszystko co mógł, by rodzinie pomóc. - Nie chodzi tylko o pomoc finansową. Nasi pracownicy jeździli tam, rozmawiali i pokazywali, że trzeba posprzątać czy napalić w piecu - argumentowała pani wójt. I pytała. - Co by państwo powiedzieli, gdyby dziecko zostało w tej rodzinie, a teraz jest zima. Co byście powiedzieli, gdyby zamarzło?
Przewodniczący Rady Gminy dziękował sądowi i pomocy społecznej za szybką interwencję. - Swoimi działaniami sąd i opieka społeczna wyprzedzili nieszczęście tego dziecka - mówił Eugeniusz Markiewicz.
"Dziecku nie działa się krzywda"
Gdy władze gminy przekonywały, że w sprawie pomocy rodzinie Sebastiana zrobiły wszystko co mogły. Ale sąsiedzi, w rozmowie z reporterką TOK FM, mówili coś zupełnie innego. - Nie dostali odpowiedniej opieki, a duże mrozy były. Ktoś zawinił. Chyba opieka społeczna. Oni powinni byli częściej tam zaglądać. I pomagać - mówi w rozmowie z reporterką TOK FM Leszek Grudzień, sołtys wsi Bystrzyca Nowa. Dobrze zna rodzinę, bo sołtysem jest już 30 lat.
Radny Jacek Mikuła, na co dzień sąsiad rodziny Sebastiana, nie ma wątpliwości - dziecku w domu nie działa się krzywda. - Dbali o niego, jak potrafili. Mogę powiedzieć, że był szczęśliwy. Bywał u mojej córki. Zawsze się wypowiadał pozytywnie o swojej matce i ojcu - opowiada.
Dlaczego nikt nie pomógł?
- Ano właśnie, dlaczego nikt nie pomógł? - pytaniem na pytanie odpowiada Mikuła. I próbuje szukać odpowiedzi. - Może nikt się nie chciał mocno angażować? Może rodzina sama nie chciała przyznać się do biedy i nie chciała pomocy?
Dziś wsparcie deklarują wszyscy. Skrzyknęli się sąsiedzi: mają wstawiać okna, dadzą drzwi (bo dziś przez drzwi wejściowe "hula wiatr"). - Musimy pomóc podłączyć wodę. Tam jest wodociąg- każdy da po kawałku rury i będą mieć bieżącą wodę - zapewnia sołtys.
O wsparciu mówi też gmina. Wójt zapowiada, że od kwietnia będzie zatrudniał bezrobotnych do prac interwencyjnych. - Skieruję tam ludzi, żeby pomóc w remoncie tego domu - zapowiada. Ale jednocześnie dodaje, że rodzina też musi coś z siebie dać. - Pomogę tej rodzinie, jeśli ona zechce te wędkę wziąć. Ryby w żadnym wypadku nie będę dawał, bo nie mam takiego zwyczaju - mówi wójt Dąbrowski.
"Zrobimy wszystko, by był z nami"
W środę ponownie odwiedziliśmy dom chłopca w Bystrzycy Nowej. Był tylko tata. Pan Dariusz jest po amputacji nogi i musi leżeć. Do domu przychodzi pielęgniarka, żeby zmieniać opatrunki. Mamy chłopca nie było. Po raz kolejny pojechała do syna. - Sebastian musi wrócić. Bardzo go kochamy i zrobimy wszystko, by był z nami - zapewnia ojciec chłopca. 4 marca rodzice Sebastiana mają się stawić w sądzie , na rozprawie. - Nie wiem, jak dam sobie radę z dojazdem. Ale muszę tam być - mówi pan Dariusz.
Wcześniej, bo 2 marca, w lubelskim Domu Dziecka odbędzie się posiedzenie specjalnego zespołu. Będą przedstawiciele gminy, GOPS, szkoły oraz przedstawiciel wojewody. Mają się wspólnie zastanowić, czy rodzinie w miarę szybko da się pomóc.