Lekarze na odwyku. Nawet kilkuset rocznie
Pijana lekarka w szpitalu w Tarnowskich Górach odbierała poród. Miała promil alkoholu w wydychanym powietrzu. To informacja z końca maja. Ale takich historii jest więcej. Wychodzą na jaw głównie wtedy, gdy alkohol wyczują pacjenci.
Jeden z uzależnionych lekarzy (nie chce się przedstawiać z nazwiska) powiedział nam, że zanim jego sprawa ujrzała światło dzienne bywał w pracy pijany. Ale nikt oficjalnie nie reagował. Były tylko nieoficjalne rozmowy, między wierszami, głównie z kolegami, którzy go kryli. Miał problemy w domu i próbował rozwiązywać je przy kieliszku. Dziś jest już po terapii. Pracuje z pacjentami. - Nie piję, ale wcale nie jest łatwo. Bo to choroba zaleczona, ale trzeba się umieć pilnować - mówi.
Nie ma badań dotyczących picia wśród lekarzy. Ale są dane dotyczące picia Polaków: pijemy mało, ale często. Przez ostatnie trzy lata ponad dwukrotnie wzrosła liczba Polaków sięgających po alkohol 2-3 razy w tygodniu
Pełnomocnicy od uzależnień
W izbach lekarskich od ponad dwóch lat działają pełnomocnicy do spraw zdrowia lekarzy. Zajmują się m.in. uzależnieniem od alkoholu. W izbie lekarskiej w Lublinie pełnomocnikiem jest psychiatra dr Maria Dura. Jak mówi, problem picia dotyczy lekarzy w takim samym zakresie jak innych grup społecznych. Choć, nie kryją terapeuci, z lekarzami bywa trudniej.
- Lekarze mają bardzo długo poczucie, że kontrolują swój problem alkoholowy - podkreśla psycholog, dr Małgorzata Sitarczyk. Terapeuta od uzależnień Aleksander Czop dodaje, że takie podejście często bardzo utrudnia terapię. Lekarzowi, który trafia do specjalisty najczęściej zależy głównie na tym, by przestać pić. - Traktują uzależnienie na poziomie objawowym, a nie na poziomie chęci głębszej zmiany. Jak z takim lekarzem rozmawiam, że aby abstynencja była dosyć trwała powinien zmienić swoje życie, najczęściej słyszę "nie" - mówi Czop.
Nikogo nie można zmusić do podjęcia leczenia. Ale można sugerować i zachęcać. Rocznie pełnomocnik z lubelskiej izby lekarskiej zachęca do terapii kilkunastu lekarzy. - Dany lekarz ma na podjęcie leczenia określony czas i informuję go, że będą sprawdzać czy się leczy. Jeśli leczenia nie podejmie, może być pozbawiony prawa wykonywania zawodu. I takie przypadki się zdarzają - przyznaje dr Dura. W Lublinie na terapię trafia więc rocznie kilkanaście osób. W Poznaniu i kilku innych izbach jest podobnie. Z kolei w Katowicach nawet ponad dwadzieścia rocznie. W skali kraju są 24 izby lekarskie, więc problem jest poważny.
Skąd pełnomocnik wie?
Pełnomocnicy o problemie danego pana doktora czy pani doktor dowiadują się często dopiero wtedy, gdy sprawę nagłaśniają media: bo lekarz był pijany na dyżurze, pod wpływem alkoholu przyjmował pacjentów w przychodni albo jeździł w karetce. - Jeśli tak się stanie, lekarz jest kierowany do mnie i ja przeprowadzam z nim rozmowę - mówi dr Dura.
Bywa też tak, że do pełnomocników zgłaszają się rodziny uzależnionych. - Zdarza się, że dostaję również pytania drogą mailową od samych lekarzy. Pytają, czego mogą z mojej strony oczekiwać - mówi dr Dorota Rzepniewska, pełnomocnik do spraw zdrowia lekarzy w śląskiej izbie lekarskiej.
Pełnomocnicy przyznają, że wciąż zbyt rzadko o uzależnieniach dowiadują się od kierowników klinik, ordynatorów czy dyrektorów szpitali. Dr Rzepniewska miała ostatnio cztery takie sygnały. To ważne, by takie informacje trafiały jak najszybciej, bo wtedy pełnomocnik szybko może podjąć działania i starać się pomóc uzależnionemu medykowi. - Zarządzający mają olbrzymi problem z ludźmi, którzy są uzależnieni - przyznaje dr Dura.
Widzą i nie reagują?
- Dużym błędem, moim zdaniem, ze strony przełożonych było tuszowanie zdarzeń, które miały miejsce. Tuszowano zamiast wyciągać wnioski - mówi dr Janusz Hołysz, okręgowy rzecznik odpowiedzialności zawodowej lekarzy w Lublinie. Jego zdaniem, ważne by widzieć problem i starać się lekarzowi pomóc. Tymczasem, jak ustaliło TOK FM, szefowie szpitali czasami problemu nie zauważają, bo mają zbyt mało specjalistów. Wiedzą, że jeśli zaczną działać, to uzależnionego lekarza będą musieli zawiesić czy nawet zwolnić z pracy. I pojawia się pytanie, kto go zastąpi. - Dlatego wychodzą z założenia, że lepiej przymknąć oko - mówi anonimowo pracownik jednego z dużych szpitali.
Często bywa tak, że po nagłośnionym w mediach incydencie z alkoholem lekarz jest zwalniany z pracy. Bo dyrektor uważa, że musi wtedy podjąć radykalną decyzję. - I lekarzowi świat wali się na głowę - mówią psycholodzy. Dodają, że zwolnienie z pracy nie jest sposobem na rozwiązanie problemu. Tym bardziej, że potem trudno jest pracę odzyskać.
Dać szansę czy nie dać?
Dyr. Marian Przylepa ze Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie dał szansę chirurgowi, który został prawomocnie skazany za jazdę po alkoholu. Chirurg pracuje, a pacjenci są zadowoleni. - Nie można pogłębiać stresu takiego lekarza używając tej karzącej ręki. Należy dawać ludziom szansę - mówi Przylepa.
Innego zdania jest Jacek Malmon, prezes przychodni "Hipoteczna 4". Też dał pewnemu lekarzowi szansę i przyjął go do pracy, ale potem żałował, bo pan doktor nie wyciągnął z tej szansy żadnej nauki. - W 99 procentach przypadków pewnie bym się nie zdobył po raz kolejny na taką decyzję - przyznaje Malmon.
Jak wynika z danych pełnomocników izb lekarskich, najczęściej problem z alkoholem mają mężczyźni, w średnim wieku. - Są to osoby bardzo zapracowane, które zaczęły traktować alkohol jako odskocznię od ciężkiej, stresującej pracy. Początkowo piły okazjonalnie, a później straciły kontrolę nad piciem i się uzależniły - mówi dr Maria Dura.