Awaria w Lublinie: zmniejszyła się liczba budynków bez ogrzewania
Ciepłownicy cały czas pracują, by awarię usunąć. Ale już wiadomo, że naprawa może potrwać nawet do późnych godzin nocnych. - Zanotowaliśmy pęknięcie przewodu ciepłowniczego w ulicy Popiełuszki. Szybko zadziałaliśmy. Odcięliśmy dostawę ciepła i ciepłej wody - mówi Piotr Milczek, kierownik sieci Lubelskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej.
Na razie w domach jest w miarę ciepło, bo bloki są ocieplone, ale z każdą godziną może być gorzej. - Zaczęło brakować ciepłej wody, kaloryfery przestały grzać. Wystarczy parę godzin i budynek się wyziębi - martwi się pan Grzegorz, mieszkaniec ulicy Puławskiej. Jak dodaje, na klatkach nie pojawiła się żadna informacja, co się dzieje. - To kwestia organizacji pracy spółdzielni, która nie działa jak powinna - mówi.
Część mieszkańców na razie nawet nie zauważyła, że kaloryfery są zimne. - Jakoś jeszcze tego nie czuć w mieszkaniu - mówi pani Zofia. W pobliżu jest m.in. przedszkole nr 10. - Nie narzekamy. Jest ciepło - informuje nauczycielka, Zofia Mazur. Tłumaczy, że jeśliby nagle się wyziębiło, przedszkole zdecyduje, co zrobić z dziećmi. Niewykluczone, że rodzice będą musieli je zabrać. Na razie nie ma jednak takiej potrzeby.
Ciepłownicy przyznają, że awaria jest poważna, a jej naprawa trochę potrwa. - Do godzin wieczornych lub późnowieczornych dnia dzisiejszego. Na razie nie wiemy jaki jest powód awarii, bo jeszcze nie dokopaliśmy się do miejsca awarii - dodaje Piotr Milczek