,
Obserwuj
Wielkopolskie

Nie chcą, by Czarnek dzielił pieniądze z unijnego programu. "Nie można narażać funduszy"

3 min. czytania
13.06.2023 17:05
Ministerstwo Edukacji i Nauki oraz jego szef Przemysław Czarnek powinni być wyłączeni z podziału unijnych pieniędzy - przekonują organizacje pozarządowe. Chodzi o program "Fundusze europejskie dla rozwoju społecznego", w którym środki - na rzecz innych podmiotów - ma dzielić m.in. właśnie resort edukacji.
|
|
fot. Bartosz Bańka / Agencja Wyborcza.pl

Program 'Fundusze europejskie dla rozwoju społecznego' na lata 2021-2027 (tzw. program FERS) ma stanowić wsparcie w zakresie m.in. podnoszenia jakości edukacji i rozwoju kompetencji oraz integracji społecznej. Chodzi o kwotę ok. 22 miliardów złotych. Za realizację programu - jak czytamy na jego stronie - odpowiada kilka instytucji dysponujących określonym zakresem odpowiedzialności, zadań i kompetencji (pełną listę można znaleźć tu). Wśród nich jest Ministerstwo Edukacji i Nauki, które ma pełnić funkcję instytucji pośredniczącej i partnera w projektach finansowanych z FERS.

Nad wydawaniem pieniędzy z tego programu - podobnie jak w przypadku wszystkich innych programów unijnych - czuwa Komitet Monitorujący do spraw FERS. To niezależny organ opiniodawczo-doradczy, który ma monitorować wdrażanie i realizację programu. W Komitecie zasiada m.in. poznanianka Iwona Janicka, miejska aktywistka, działaczka społeczna, przedstawicielka Ogólnopolskiej Federacji Organizacji Pozarządowych. W Komitecie Monitorującym reprezentuje Stowarzyszenie Kongres Kobiet.

Jak mówi TOK FM Janicka, przedstawiciele części skupionych w komitecie organizacji pozarządowych nie chcą, by resort Czarnka pełnił rolę wspomnianej instytucji pośredniczącej. Domagają się jego zawieszenia. Przygotowują w tej sprawie apel do ministra funduszy i polityki regionalnej Grzegorza Pudy, ale też do Rzecznika Praw Obywatelskich, a nawet do wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej Very Jourovej oraz do komisarza do spraw równości UE Helleny Dalli.

Apel jest już prawie gotowy - gdy zostanie upubliczniony, będzie się mógł pod nim podpisać każdy. Jego autorzy podkreślają, że minister Przemysław Czarnek w swoich wypowiedziach i działaniach narusza m.in. unijną Kartę Praw Podstawowych czy zasadę niedyskryminacji.

W swojej argumentacji społecznicy nawiązują m.in. do kwestii wolności badań naukowych. Minister zapowiedział obcięcie finansowania niektórym instytutom naukowym (choćby temu, w którym pracuje prof. Barbara Engelking), bo nie podobają mu się prowadzone tam badania. - To nie jest prywatna kieszeń pana ministra, tylko to są nasze pieniądze publiczne. A jeśli one mają być wydatkowane z funduszy Unii Europejskiej, to w grę musi wchodzić respektowanie Karty Praw Podstawowych, traktatów unijnych czy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Musimy o tym przypominać - mówi Iwona Janicka, społeczniczka z Poznania.

- Nasz apel do ministra Pudy dotyczy tego, by zawiesił Ministerstwo Edukacji i Nauki w roli instytucji pośredniczącej, ale też partnera i beneficjenta tych projektów. Chodzi nam o to, by nie narażać funduszy unijnych na ryzyko niekwalifikowalności, czyli po prostu nierozliczenia ich w przyszłości. Bo Komisja Europejska nie zgodzi się na wydawanie pieniędzy przez instytucję, która narusza choćby Kartę Praw Podstawowych - mówi nam dalej Janicka.

Lubelskie. Nie będzie unijnych pieniędzy dla samorządów anty-LGBT. Jest decyzja w tej sprawie

- Jeśli w tej chwili resort edukacji i minister narusza art. 21 związany z niedyskryminacją, narusza art. 14 związany z wolnością nauki, jeśli są naruszane artykuły związane z prawami dziecka - a chodzi choćby o możliwość wyrażania swoich poglądów na terenie szkoły - to oznacza, że ten podmiot nie może korzystać z pieniędzy unijnych już teraz. Tym bardziej, jeśli jest to instytucja pośrednicząca i beneficjent, czyli wprost jest wpisany w ramach wielu naborów jako podmiot korzystający z funduszy UE - dodaje nasza rozmówczyni.

W jej ocenie, jeśli minister podzieli pieniądze, a Komisja Europejska będzie sprawdzać ich wydatkowanie, jest bardzo prawdopodobne, że środki trzeba będzie zwrócić. - Mówiąc wprost, możemy mieć do czynienia z sytuacją, że te pieniądze mogą być nierozliczone potem przez Komisję. I o tym piszemy w naszym apelu - mówi nam społeczniczka z Wielkopolski (jest również w Komitecie Monitorującym dla tego regionu).

W apelu społecznicy wspominają także o świadomym używaniu przez ministra Czarnka zwrotu 'ideologia LGBT' czy o jawnym wykluczaniu z dostępu do środków publicznych organizacji działających na rzecz osób LGBT+, którym minister zarzucał 'seksualizację dzieci'. Autorzy apelu piszą też, że trudno się spodziewać, że MEiN - jako instytucja pośrednicząca - nagle zmieni narrację i będzie faktycznie stać na straży wartości unijnych, takich jak wolność, równość czy niedyskryminacja.

Nasz rozmówczyni podaje, że jeśli minister funduszy regionalnych przychyliłby się do wniosku organizacji i zawiesił MEiN, unijna gotówka będzie czekać - do momentu podjęcia przez ministerstwo tzw. działań naprawczych. Ich realizację mieliby ponownie oceniać członkowie Komitetu Monitorującego.