advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Wielkopolskie

Szkoła bez zadań domowych? W tej gminie to się sprawdziło. "Tak mi się zamarzyło"

Krzysztof Horwat
3 min. czytania
24.09.2023 08:00
Zaczęło się od pilotażu w jednej placówce. Dzisiaj w gminie Baranów w Wielkopolsce program "Szkoła bez zadań domowych" realizuje wszystkie pięć tamtejszych podstawówek. Uczniowie nie muszą nawet nosić ze sobą książek w tornistrze, bo mają dwa komplety podręczników - jeden w szkole, drugi w domu. Sęk w tym, że program działa, bo pieniądze na jego realizację samorząd dokłada z własnej kasy.
|
|
fot. Jakub Orzechowski / Agencja Wyborcza.pl

Zaczęło się pięć lat temu. - Tak mi się zamarzyło, jako włodarzowi i matce trójki uczniów, żeby dzieci mogły przychodzić do domu i rozmawiać z rodzicami, a nie myśleć o tym, że rodzice mają siedzieć z nimi nad lekcjami - mówi wójt gminy Baranów Bogumiła Lewandowska-Siwek.

Pomysł rezygnacji z zadań domowych podchwycił dyrektor Zespołu Szkół w Mroczeniu Andrzej Tyra. To tam wystartował pilotaż, który po dwóch latach przerodził się w program realizowany we wszystkich gminnych placówkach. Dotyczy klas od 4 do 8.

Żeby go wdrożyć, potrzebne były spore zmiany. Już na początku Andrzej Tyra zaproponował, by dodać po godzinie tygodniowo z języka polskiego, matematyki i języka obcego. Urząd gminy się zgodził. - Gdyby w Polsce chcieć zrezygnować z zadań domowych, należałoby albo zwiększyć liczbę godzin z tych wiodących przedmiotów, albo odchudzić podstawę programową, która jest zbyt opasła - mówi nam Andrzej Tyra. - U nas to się sprawdza, ale tylko przy dodatkowych godzinach z tych przedmiotów - dodaje.

Te dodatkowe godziny służą sprawdzeniu postępów, a także nadrobieniu ewentualnych zaległości. Z pozostałych przedmiotów nauczyciele też starają się nie zadawać do domu. - Nie oznacza to jednak, że uczeń nie ma obowiązku przeczytania lektury czy przygotowania się do lekcji - mówi Tyra.

Szkoła bez prac domowych. Politycy obiecują, nauczyciele stawiają ich do pionu. 'Nawet czyść rodziców nie chce'

- Nauczyciele się wyrabiają, choć nie jest to rzecz, która przychodzi łatwo. Wymaga zmiany stylu pracy - twierdzi dyrektor. Wdrożenie programu poprzedziły rozmowy, lekcje pokazowe i analizy. Cały proces zajął dwa lata. - Nie da się tego zrobić z miesiąca na miesiąc. Szkoła to instytucja, która wymaga spokoju, rozwagi, trzeba zrobić podsumowanie i przeprowadzić ankietę wśród uczniów i rodziców - tłumaczy Tyra. Sprawozdanie z wdrażania programu trafiło do dyrektorów pozostałych szkół, którzy później wprowadzili go u siebie.

Gmina inwestuje w edukację

Dodatkowe lekcje to jednak dodatkowy koszt dla gminy. - Subwencja oświatowa w małych miejscowościach nie pokrywa kosztów utrzymania szkół, nie mówiąc już o remontach czy innych inwestycjach - mówi Lewandowska-Siwek.

Na dodatkowe lekcje Baranów dorzuca z własnej kasy ponad 11 tys. zł rocznie tylko dla jednego oddziału. Jeśli w szkole jest po jednym oddziale w każdym roczniku, w klasach od 4 do 8, wychodzi ponad 55 tys. zł. Szkół w Baranowie jest pięć.

- To nie są duże pieniądze w stosunku do korzyści, jakie mają z tego dzieci - mówi wójt. Choć nie ukrywa, że na niektórych rzeczach gmina musiała zaoszczędzić. - Na przykład na Dni Baranowa zazwyczaj zapraszaliśmy duże gwiazdy. Teraz obchody są skromniejsze - wyjaśnia.

Bogumiła Lewandowska-Siwek przekonuje, że rezygnacja z zadań domowych to strzał w dziesiątkę. - Świadczą o tym coraz lepsze wyniki egzaminów - mówi. - Mamy też coraz więcej uczniów z sąsiedniego Kępna - dodaje.

- Plusy są takie, że dziecko ma więcej czasu. Może poświęcić je na rozwijanie swoich pasji - mówi Andrzej Tyra. - Zresztą dużo uczniów korzysta z zajęć pozalekcyjnych, lekcji języka, zajęć sportowych czy tańca - dodaje.

"Szkoła bez zadań domowych" to nie jedyny program realizowany w Baranowie. Tamtejsze szkoły wprowadziły też obowiązek noszenia mundurków i zakaz używania telefonów komórkowych.

Andrzej Tyra był też gościem "Pierwszego śniadania w TOK-u"