Awantura w Poznaniu. "Radny wtargnął na środek boiska i krzyczał"
Boisko na poznańskim Lechu znajduje się przy szkole, w samym sercu osiedla, tuż pod oknami bloków - zarówno tych wysokich, jak i tych niższych. Z okien kilkupiętrowych budynków leżących kilkanaście metrów od placu do gier można dokładnie śledzić to, co dzieje się na boisku. - Wszelkie dźwięki niosą się między blokami bardzo wyraźnie - mówi TOK FM pani Bogusława, która nie jest zadowolona z bliskości boiska i oczekiwałaby jakichś działań w tym zakresie.
- Jest tak głośno, że w ciągu dnia, aby obejrzeć dziennik w telewizji, muszę zamykać okna. Najgorsze są przekleństwa i za to powinny być kary. Za każde przekleństwo - złotówka do skarbonki. Wtedy się nauczą - dodaje wieloletnia mieszkanka osiedla.
Pani Milena, którą spotkałem, gdy spacerowała z małym dzieckiem w wózku, potwierdza, że niekiedy bywa nieco głośniej. Problem, jak mówi, pojawia się tylko za dnia. - My z mężem pracujemy zdalnie i faktycznie słyszymy, że na boisku toczy się życie. Ale lepiej, żeby młodzież mogła się wyszumieć tu niż gdzie indziej. Każdy z nas kiedyś był dzieckiem i nastolatkiem. Każdy z nas czasem krzyknął, takie są prawa młodości - dodaje poznanianka.
Nycz czuje się lepszy od Jędraszewskiego? 'Muszę go rozczarować'
Niedzielna awantura, radny przerwał mecz
W niedzielę na boisku doszło do incydentu, którego źródłem miał być właśnie nadmierny hałas. Na orliku trwał charytatywny turniej, który miał być świętem sportu i finałem zbiórki pieniędzy dla pani Gertrudy. Kobieta - po śmierci syna - postanowiła zostać rodziną zastępczą dla dwóch swoich wnuków. W turnieju brały udział partyjne młodzieżówki. Sportowy piknik przerwał jednak osiedlowy radny Jakub Baranowski.
- Pan po prostu wtargnął na środek boiska i krzyczał, że mamy przerwać te mecze i cały piknik. Nie słuchał naszych argumentów. Mówił, że nie można tu organizować wydarzeń generujących takie duże hałasy - opowiada organizator zawodów Arkadiusz Chorobik.
Młodzi ludzie nie zeszli z boiska. Podkreślali, że wydarzenie było zgłoszone zarządcy obiektu. - Mało tego - my bardzo pilnowaliśmy, żeby nie używano żadnych przekleństw. W końcu musimy dawać przykład - mówi miejski radny Andrzej Prendke, który był na turnieju.
Mimo to sytuacja stała się niezręczna. Z jednej strony charytatywna zbiórka, a z drugiej hałasy dobiegające z boiska i niezadowolenie osiedlowego radnego. - Mężczyzna zaznaczał, że on jest najważniejszy, że on może przerwać spotkanie, bo jest radnym osiedla Chartowo. Wszyscy wtedy zareagowali śmiechem - relacjonuje Chorobik, przewodniczący Młodych Nowoczesnych w Wielkopolsce.
Lawina zdarzeń po nagraniu w sieci
Młodzi politycy, którzy brali udział w turnieju, nagrali całe zdarzenie. Film trafił do sieci, sprawa nabrała rozgłosu. Finalnie główny aktor całego zamieszania - radny Jakub Baranowski - przeprosił za swoje zachowanie, a na konto zbiórki dla pani Gertrudy wpłacił trzy tysiące złotych. Podkreślił jednak, że oczekuje rozmów z miastem i zarządcą obiektu w sprawie hałasów dobiegających z boiska.
- Boisko już stoi, więc go nie zamkniemy, ale oczekujemy zmian w regulaminie i mniejszego obciążenia placu. Z orlika korzystają przyjezdni, a nie nasi mieszkańcy. My wszystkich zapraszamy, ale nie może się to odbywać kosztem ludzi z bloków położonych najbliżej orlika - wskazuje radny Baranowski.
- Petycję ze skargą na hałasy dobiegające z boiska podpisało ponad 100 osób - dodaje jeden z mieszkańców osiedla Lecha i przypomina w rozmowie z TOK FM, że temat ciągnie się od 2016 roku. - Niestety miasto w większości ignoruje nasze prośby, skargi i żądania - twierdzi.
Najnowszą skargą w tej sprawie ma się zająć wydział oświaty urzędu miasta, który planuje spotkanie z mieszkańcami osiedla.