,
Obserwuj
Świat

Bieda w Ameryce. Ponad 2 mln nie mają w domach wody ani kanalizacji. "Szok dla Europejczyka"

oprac. Marta Zdanowska
3 min. czytania
10.09.2026 07:10
Obserwuj nas na Google

- Amerykańska bieda jest widoczna. Myślę, że to jest kulturowy szok dla Europejczyka, który przybywa do Stanów Zjednoczonych, że tam nie trzeba daleko szukać, żeby tę biedę zauważyć. Wystarczy wyjść na ulicę jednego z najdroższych do zamieszkania miast na świecie, czyli San Francisco i bardzo szybko można znaleźć się wśród bezdomnych koczujących na ulicy - mówił w TOK FM Andrzej Kohut z Ośrodka Studiów Wschodnich.

Osoba w kryzysie bezdomności w Nowym Jorku
Osoba w kryzysie bezdomności w Nowym Jorku
fot. Aleksandra Szmigiel/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak duży jest problem ubóstwa w Ameryce?
  • Skąd bierze się bieda w jednym z najbogatszych krajów świata?

"Gdyby amerykańscy biedni założyli własne państwo, liczyłoby ono więcej mieszkańców niż Australia czy Wenezuela. Niemal co dziewiąty Amerykanin, w tym, co ósme dziecko, zmaga się z niedostatkiem. A w Stanach Zjednoczonych żyje ponad 38 milionów ludzi, których nie stać na zaspokojenie podstawowych potrzeb" - napisał Matthew Desmond w swojej książce "Bieda w Ameryce".

Autor przedstawił wiele wstrząsających danych. "Ponad milion uczniów naszych szkół publicznych jest bezdomnych, mieszkają w motelach, samochodach, schroniskach i opuszczonych budynkach. Ponad 2 miliony Amerykanów nie ma w domach bieżącej wody ani kanalizacji” - wskazał.

Redakcja poleca

O specyfice amerykańskiej biedy mówił w programie “Zapytam inaczej” w TOK FM Andrzej Kohut.

- Amerykańska bieda jest widoczna. Myślę, że to jest taki kulturowy szok dla Europejczyka, który przybywa do Stanów Zjednoczonych, że tam nie trzeba daleko szukać, żeby tę biedę zauważyć. Wystarczy wyjść na ulicę jednego z najdroższych do zamieszkania miast na świecie, czyli San Francisco i bardzo szybko można znaleźć się wśród bezdomnych koczujących na ulicy - relacjonował główny specjalista Zespołu Bezpieczeństwa i Obronności Ośrodka Studiów Wschodnich.

Zwrócił także uwagę, że w San Francisco na mieszkanie często nie stać nawet osób, które pracują. Jak mówił, sam zetknął się ze zjawiskiem mieszkania w motelach.

- Może się zdarzyć tak, ja sam tego doświadczyłem na własnej skórze, że człowiek zatrzymuje się w przypadkowym motelu i mimo tego, że parking jest pełen, to czuje się jakby mieszkał w motelu zupełnie sam albo z bardzo niewielką grupą innych turystów. I zaczyna się zastanawiać, kim są inni mieszkańcy. Po pewnym czasie dostrzega, że to tak naprawdę ludzie, którzy znaleźli w miejscu jakąś przystań na czas poszukiwania innego adresu, którzy normalnie funkcjonują: gotują, piorą, mieszkają tam właściwie jak na stałe, mimo że to tylko motel - opowiadał rozmówca Anny Piekutowskiej.

Bieda w Ameryce

Dlaczego w jednym z najbogatszych państw świata bieda wciąż jest tak powszechna? Jak tłumaczył ekspert, choć pomoc socjalna w USA jest mniejsza niż w Europie Zachodniej, to nie jest czymś nieistniejącym.

- Wręcz przeciwnie. To są bardzo rozbudowane programy - dożywiania, wspierania osób, które mają problem z wynajęciem swojego mieszkania. Programów jest sporo, ale problem jest w konstrukcji. Amerykańskie państwo, trochę ze względu na to, jaka jest w ogóle mentalność Amerykanów, jest bardzo podejrzliwe wobec tych, którzy z tej pomocy mają skorzystać. Obawia się, że ta pomoc będzie nadużywana, trafi do kogoś, komu się nie należy - wyjaśniał Kohut.

W związku z tym państwo stara się sprawdzać na różne sposoby, czy rzeczywiście pomoc dociera tam, gdzie powinna. - To zresztą jest coś, co Donald Trump jeszcze w ostatnim czasie zaostrzył, bo wprowadził wymóg pracy, jeśli chodzi o pomoc socjalną czy państwowe wsparcie dla opieki zdrowotnej. To generuje dużo nowej papierkowej roboty dla tych, którzy o tę pomoc się ubiegają. Muszą udowodnić, że rzeczywiście podejmują pracę w określonym wymiarze godzin, który uprawnia ich do tej pomocy - wskazał.

Redakcja poleca

A to - jak podkreślił gość TOK FM - "niestety oznacza, że ci ludzie, którzy i tak już zmagają się z różnymi problemami, muszą jeszcze dodatkowo poświęcać wiele czasu na nieustanne udowadnianie tej amerykańskiej biurokracji, że ta pomoc rzeczywiście im się należy". - I w efekcie okazuje się, że mimo tego, iż programy pomocowe istnieją, to jednak do wielu ludzi, którzy teoretycznie mogliby z nich nie korzystać, nie trafiają. Ponieważ albo oni, albo urzędnik po drugiej strony popełnili błąd: nie donieśli jakiegoś papierka, nie wypełnili jakiegoś formularza, o którym nawet nie zdążyli usłyszeć - zaznaczył Kohut.

- Z drugiej strony - i tu znowu kłania się amerykańska mentalność, nie wszyscy z tej pomocy chcą korzystać. Bo w amerykańskiej kulturze, skonstruowanej na tym micie amerykańskiego snu, zaradności, dochodzenia do tego własną ciężką pracą, pobieranie pomocy od państwa jest czymś stygmatyzującym - podsumował gość Anny Piekutowskiej.

Źródło: TOK FM