,
Obserwuj
Polska

Seria wypadków na przejazdach kolejowych. "Duża część kierowców nie wie, co oznacza czerwone światło"

oprac. Marta Zdanowska
3 min. czytania
09.09.2026 18:30
Obserwuj nas na Google

- Mamy bardzo poważny problem z tym, że duża część kierowców kompletnie nie potrafi zachować się na przejeździe i nie wiedzą, że czerwone światło oznacza stój - mówił w TOK FM Karol Trammer redaktor naczelny dwumiesięcznika "Z biegiem szyn" po wypadku do którego doszło w środę koło Przysuchy w województwie mazowieckim. 

Wypadek na kolei
Wypadek na kolei
fot. Wojciech Olkusnik/East News
  • W środę doszło do tragicznego wypadku na kolei, zginęła jedna z pasażerek pociągu;
  • W związku z wypadkiem wstrzymany jest ruch kolejowy między Tomaszowem Mazowieckim a Radomiem.

Nie żyje pasażerka pociągu relacji Lublin-Szczecin, który wykoleił się po zderzeniu z ciężarówką. Do zdarzenia doszło w środę koło Przysuchy w województwie mazowieckim. Kilka osób jest ciężko rannych. Do tragicznego wypadku doszło na przejeździe kolejowym.

Seria groźnych wypadków na przejazdach kolejowych

Jak alarmował w "TOK360" Karol Trammer, redaktor naczelny dwumiesięcznika "Z biegiem szyn", wypadki na przejazdach to od dawna poważny problem na polskiej kolei.

- Mamy teraz pasmo wypadków na przejazdach kolejowych, właśnie wypadków powodowanych przez kierowców zawodowych, prowadzących ciężarówki. Tylko we wrześniu mieliśmy najpierw poważny wypadek w Gdańsku. Przy przystanku Gdańsk Lipce ciężarówka zablokowała przejazd i wjechał w nią pociąg Intercity. Potem w Suwałkach mieliśmy ciężarówkę, która wjechała pod pociąg towarowy jadący do granicy z Litwą. I dzisiaj to najtragiczniejsze zdarzenie, bo tutaj mamy śmierć pasażerki i nie ukrywam, że jestem zdenerwowany tą sytuacją - mówił w rozmowie z Filipem Kekuszem.

Ekspert przypomniał też bardzo poważny wypadek z lipca 2004 roku w Ołtarzewie na linii Warszawa-Sochaczew, w którym zginął maszynista. - Wtedy to było wydarzenie, po którym politycy i wysocy funkcjonariusze ministerstwa infrastruktury mówili, że teraz zabiorą się za ten problem - wskazał. 

Jak dodał, prace nad przepisami, które miały zabierać za takie zachowanie prawo jazdy, trwały w 2025 r. - Czyli była pewna świadomość, że trzeba z tym coś zrobić. Ale nie wiem, czy pod wpływem lobbingu przewoźników drogowych, którzy mają silny lobbing i posłów w ministerstwie infrastruktury to wyrzucono, czy po prostu uznano, że lepiej kierowców nie denerwować. Mimo że mamy bardzo poważny problem z tym, że duża część kierowców kompletnie nie potrafi zachować się na przejeździe i nie wiedzą, że czerwone światło oznacza stój - powiedział Trammer. 

Także po dzisiejszym zdarzeniu Donald Tusk zapowiedział, że chce pilnych prac nad radykalnym zaostrzeniem przepisów dla osób, które systematycznie wyjeżdżają na przejazdy kolejowe. - I ja się zastanawiam, co się stało z tamtymi deklaracjami z 2024 roku, czy znowu zaraz za dwa dni przejdziemy do porządku dziennego i zapomnimy o sprawie. A nie możemy zapomnieć - podkreślił. 

Redakcja poleca

Głos wołający na puszczy

Gość TOK FM zwrócił także uwagę, że do tego wypadku doszło w warunkach obowiązywania na kolei stopnia alarmowego Charlie, który został wprowadzony po to, żeby przejazdy koleją objąć szczególnym nadzorem. - I rzeczywiście zdarzają się kontrole na peronach, w budynkach dworcowych, jest strażnik ochrony kolei, policjant, żołnierz i główna ich aktywność to jest ganianie chłopczyków, miłośników kolei, którzy robią zdjęcia pociągom. Nie widziałem patroli na przejazdach kolejowo-drogowych, a ewidentnie to jest najpoważniejszy problem - mówił. 

A, jak podkreślił, skutki wypadku na przejeździe kolejowym - zniszczenie taboru, infrastruktury, zagrożenie życia oraz blokada linii kolejowej na kilka dni, są porównywalne z efektami sabotażu. - To dezorganizuje ruch kolejowy w dużej części kraju - wskazał. 

W reakcji na wypadek Związek Zawodowy Maszynistów Kolejowych w Polsce zapowiedział podjęcie akcji protestacyjnej. - Związek zawodowy maszynistów jest od dawna wołającym na puszczy, jeśli chodzi o bezpieczeństwo na kolei. I ja się nie dziwię, że maszyniści podejmują akcję protestacyjną, bo to nie jest tak, że oni dzisiaj to pierwszy raz zgłaszają. I mam nadzieję, że to spowoduje, że rzeczywiście tym razem nie zapomnimy o tym za 2 dni i będziemy czekać aż zdarzy się kolejny wypadek na przejeździe kolejowo-drogowym - podsumował Trammer. 

Źródło: TOK FM