Jak wygląda ubóstwo w USA? "Nieustanna tułaczka stała się normą"
"Jedna trzecia Amerykanów (...) żyje bez poczucia ekonomicznego bezpieczeństwa. Wielu z nich nie zalicza się oficjalnie do grona 'biednych', ale jak w takim razie nazwać próbę wychowania dwójki dzieci za 50 tysięcy dolarów rocznie w Miami lub Portland? Jak nazwać sytuację, w której nie kwalifikujesz się do bonu mieszkaniowego, ale nie możesz też dostać kredytu hipotecznego? Gdy czynsz pochłania połowę twojej pensji, a spłata kredytu studenckiego kolejną ćwiartkę?" - pyta Matthew Desmond, autor książki "Bieda w Ameryce".
Poniższy fragment pochodzi z książki pt. "Bieda w Ameryce" Matthew Desmonda, w tłumaczeniu Piotra Królaka, która ukazała się 26 sierpnia 2026 roku nakładem wydawnictwa Marginesy.
Niedawno spędziłem dzień na dziesiątym piętrze sądu w Newark, tam gdzie zapadają decyzje w sprawach opieki nad dziećmi. Spotkałem wówczas pięćdziesięciopięcioletniego ojca, który całą noc przepracował w portowym magazynie. Zwierzył mi się, że jego ciało jest ociężałe. Czasem, gdy brał podwójną zmianę, wciągał speedballa - kokainę zmieszaną z benzodiazepiną i morfiną, a czasem z heroiną - żeby nie zasnąć albo uśmierzyć ból. Ohydny skład tej mieszanki został wykryty w raportach toksykologicznych, przez co mężczyzna wyglądał na zawodowego ćpuna, a nie na tego, kim był w rzeczywistości: wycieńczonego przedstawiciela amerykańskiej pracującej biedoty. Urzędnicy uznali, że ojciec nie jest w stanie sam opiekować się trójką dzieci; matka, która cierpiała na poważną chorobę psychiczną i zażywała fencyklidynę, również się do tego nie nadawała. Ojciec więc zaryzykował: powierzył dwoje starszych dzieci swojej macosze, licząc, że władze pozwolą mu zatrzymać i wychować najmłodsze. Udało się. Przed salą sądową mężczyzna uściskał swojego obrońcę z urzędu, który uznał rezultat za prawdziwe zwycięstwo. Tak właśnie wygląda triumf na dziesiątym piętrze sądu w Newark: rezygnujesz z opieki nad dwójką swoich dzieci, by dostać szansę na wychowanie trzeciego - samotnie i w biedzie.
Formalnie daną osobę uważa się za biedną, jeżeli nie stać jej na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych, takich jak jedzenie czy mieszkanie. Twórczynią oficjalnego wskaźnika ubóstwa (Offi cial Poverty Measure, OPM) - czyli progu biedy - była Mollie Orshansky, urzędniczka Administracji Ubezpieczeń Społecznych (Social Security Administration, SSA). Orshansky doszła do wniosku, że skoro bieda to zasadniczo brak dochodów na pokrycie podstawowych wydatków, a nie ma nic bardziej podstawowego niż jedzenie, to rozmiar ubóstwa można oszacować na podstawie dwóch informacji: kosztu wyżywienia w danym roku oraz udziału, jaki ten koszt miał w budżecie rodziny. Ustaliła, że minimalne wydatki na żywność stanowią około jednej trzeciej budżetu amerykańskiej rodziny. Jeśli w 1965 roku czteroosobowa rodzina potrzebowała, powiedzmy, tysiąca dolarów rocznie na wyżywienie, to każdą rodzinę zarabiającą poniżej 3 tysięcy dolarów rocznie (czyli około 27 tysięcy dolarów na początku 2022 roku) uznawano za biedną, ponieważ przeznaczała ona ponad jedną trzecią swoich dochodów na jedzenie, rezygnując z innych podstawowych potrzeb. Orshansky opublikowała swoje ustalenia w styczniu 1965 roku i podsumowała: "Istnieje zatem w sumie 50 milionów osób - z czego 22 miliony to małe dzieci - które żyją w ponurym kręgu biedy lub co najmniej się do niego zbliżają". Liczba ta zszokowała zamożnych Amerykanów. (...)
Bieda to ból - ból fizyczny. Zakrada się do bolących kręgosłupów opiekunek osób niesamodzielnych i dyplomowanych asystentek pielęgniarskich, które pochylają się, by dźwigać starych i chorych z łóżek i toalet; tkwi w stopach i kolanach pracowników sklepów, zmuszanych do stania, gdy przyjmują nasze zamówienia i kasują nasze zakupy; kryje się w wysypkach skórnych i migrenach sprzątaczek, które czyszczą nasze biurowce, domy i pokoje hotelowe środkami zawierającymi amoniak i triklosan.
W amerykańskich zakładach mięsnych co tydzień dochodzi do dwóch amputacji: piła taśmowa odcina komuś palec lub dłoń. Pracownicy kompletujący zamówienia w magazynach Amazona mają dostęp do automatów z darmowym Advilem i Tylenolem, środkami zawierającymi ibuprofen i paracetamol. Mieszkanie w slumsach sprzyja astmie, a alergeny pleśni i karaluchów przenikają do młodych płuc i dróg oddechowych; dzieciom żyjącym w takich warunkach grozi też zatrucie ołowiem, powodujące nieodwracalne uszkodzenia ich maleńkich mózgów i ośrodkowych układów nerwowych. Bieda to rak, który rozwija się w komórkach ludzi mieszkających w pobliżu zakładów petrochemicznych i spalarni odpadów. Mniej więcej co czwarte dziecko żyjące w ubóstwie ma nieleczoną próchnicę, która może doprowadzić do poważniejszych uszkodzeń zębów, powodując ostry ból, następnie zaś do rozprzestrzeniania infekcji na twarz, a nawet do mózgu. Ponieważ ubezpieczenie finansowane ze środków publicznych zwraca tylko ułamek kosztów leczenia stomatologicznego, wielu rodzin po prostu nie stać na regularne wizyty u dentysty. Dziesięć lat po uchwaleniu Aff ordable Care Act, ustawy o przystępnej opiece zdrowotnej, 30 milionów Amerykanów wciąż nie ma żadnego ubezpieczenia. (...)
Oprócz bólu bieda to także niestabilność. W ciągu ostatnich dwudziestu lat czynsze poszybowały w górę, podczas gdy dochody najemców spadły; a mimo to rząd federalny zapewnia pomoc mieszkaniową jedynie co czwartej rodzinie, która się do niej kwalifikuje. Większość rodzin żyjących poniżej progu ubóstwa wydaje obecnie co najmniej połowę dochodów na wynajmowane mieszkanie; co czwarta z nich przeznacza ponad 70 procent zarobków wyłącznie na czynsz i opłaty za media. Z powodu wszystkich tych czynników w Stanach Zjednoczonych powszechnym zjawiskiem wśród najemców o niskich dochodach jest eksmisja. Nieustanna tułaczka stała się normą. Każdego roku w Ameryce sporządza się ponad 3,6 miliona wniosków o eksmisję, które przykleja się do drzwi lub wręcza lokatorom, co jest sumą zbliżoną do liczby przejęć nieruchomości wszczętych w szczytowym momencie kryzysu finansowego w 2010 roku. Pracownicy firm przeprowadzkowych specjalizujących się w eksmisjach, w asyście uzbrojonych policjantów, szybko załatwiają sprawę na oczach eksmitowanej rodziny. Zabierają wszystko - zasłonę prysznicową, materace z podłogi, porcje mięsa z zamrażalnika i pieczywo z chlebaka - i albo zamykają to w magazynie (skąd dobytek zazwyczaj trafi a na wysypisko, jeśli nie ureguluje się opłat), albo układają z tego wielką stertę przy krawężniku. A ludzie muszą zaczynać od nowa, najlepiej, jak potrafią. (...)
Bieda to ciągły strach, że będzie jeszcze gorzej. Jedna trzecia Amerykanów - kierowców autobusów, farmerów, nauczycieli, kasjerów, kucharzy, pielęgniarek, ochroniarzy, pracowników socjalnych - żyje bez poczucia ekonomicznego bezpieczeństwa. Wielu z nich nie zalicza się oficjalnie do grona "biednych", ale jak w takim razie nazwać próbę wychowania dwójki dzieci za 50 tysięcy dolarów rocznie w Miami lub Portland? Jak nazwać sytuację, w której nie kwalifikujesz się do bonu mieszkaniowego, ale nie możesz też dostać kredytu hipotecznego? Gdy czynsz pochłania połowę twojej pensji, a spłata kredytu studenckiego kolejną ćwiartkę? Kiedy jednego miesiąca spadasz poniżej progu ubóstwa, a w następnym wznosisz się nieco ponad, ale ani przez chwilę nie czujesz się stabilnie? W naszej rzeczywistości istnieje mnóstwo biedy także powyżej progu ubóstwa.
I mnóstwo biedy daleko, daleko poniżej tego progu. W naszym kraju wolności można spaść na samo dno i dołączyć do szeregów lumpenproletariatu (dosłownie "obszarpanego proletariatu"). Według najnowszych danych krajowych co osiemnasty mieszkaniec Stanów Zjednoczonych żyje w "głębokim ubóstwie", czyli na najniższym poziomie niedostatku. Weźmy próg ubóstwa i obniżmy go jeszcze o połowę - wszystkich, którzy znajdą się poniżej, uważa się za pogrążonych w głębokim ubóstwie. W 2020 roku ten próg wynosił 6380 dolarów rocznie dla osoby samotnej i 13 100 dolarów dla czteroosobowej rodziny. W takich warunkach przetrwało wówczas prawie 18 milionów ludzi w Ameryce. Stany Zjednoczone pozwalają, by głębokie ubóstwo znosił znacznie większy odsetek dzieci - ponad 5 milionów - niż w jakimkolwiek innym porównywalnym kraju.
Ekonomiści oszacowali, że w USA potrzeba około 4 dolarów dziennie, by móc sobie pozwolić na absolutne minimum niezbędne do życia, co jest kwotą mającą odpowiadać progowi ubóstwa ustalonemu przez Bank Światowy na poziomie 1,90 dolara dziennie, używanemu do identyfikacji najbiedniejszych ludzi w krajach o niższych kosztach utrzymania, takich jak Indie czy Bangladesz. Biorąc pod uwagę ten próg, laureat Nagrody Nobla Angus Deaton poinformował w 2018 roku, że 5,3 miliona Amerykanów jest "niezaprzeczalnie biednych według światowych standardów" i utrzymuje się za 4 dolary dziennie lub mniej.
"Istnieją miliony Amerykanów - pisał - którzy z powodu ubóstwa materialnego i złego stanu zdrowia cierpią tak samo dotkliwie lub nawet bardziej niż biedni w Afryce czy Azji". W latach po zniesieniu gwarantowanych świadczeń pieniężnych w Stanach Zjednoczonych nastąpił szokujący wzrost skrajnego ubóstwa, który idzie w parze z innymi ponurymi wskaźnikami. W okresie 1995– 2018 liczba gospodarstw domowych otrzymujących świadczenia z programu uzupełniającej pomocy żywnościowej (Supplemental Nutrition Assistance Program, SNAP), czyli kartki żywnościowe, a jednocześnie niezgłaszających żadnych dochodów pieniężnych wzrosła z około 289 tysięcy do 1,2 miliona, co przekłada się na mniej więcej co pięćdziesiątego Amerykanina. Liczba bezdomnych dzieci, według danych ze szkół publicznych, zwiększyła się z 794 617 w 2007 roku do 1,3 miliona w 2018 roku. Pojawia się coraz więcej dowodów na to, że Ameryka skrywa najgłębszą nędzę - rodzaj skrajnego ubóstwa, o którym niegdyś sądzono, że istnieje tylko w odległych krainach bosych stóp i spuchniętych brzuchów.
Posłuchaj: