W Rosji protesty przeciwko mobilizacji ogłoszonej przez Putina. Policja wkroczyła do akcji, są zatrzymania
W kilku miastach Rosji w środę zatrzymano uczestników protestów przeciwko ogłoszonej tego dnia przez prezydenta Władimira Putina częściowej mobilizacji - relacjonują media. Na Syberii, w Irkucku, na centralnym placu miasta zgromadziło się ok. 60 osób. Akcję rozpędzono, zatrzymano co najmniej 20 protestujących - podaje niezależna telewizja Dożd.
W Ułan Ude głównym mieście Buriacji, na akcję przeciwko mobilizacji wyszło kilkadziesiąt osób, którym policjanci kazali się rozejść. Protestujący wyszli też na ulice w Chabarowsku. Tam policjanci sprawdzają dokumenty uczestnikom manifestacji. Portal Meduza pisze również o demonstracji w Jakucku i Tomsku. W Moskwie akcja demonstracyjna przeciwko wysyłaniu rosyjskich mężczyzn do walk w Ukrainie planowana jest na godz. 19.00 (godz. 18.00 w Polsce).
Z Rosji uciekają mężczyźni, którzy nie chcą trafić na front
Reakcją na ogłoszenie przez Putina częściowej mobilizacji jest również masowe wykupywanie biletów lotniczych przez Rosjan.
Z kraju uciekają mężczyźni, którzy nie chcą trafić na front. - To już druga tego typu sytuacja od początku
- mówiła w TOK FM doktor Agnieszka Bryc z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. W przeliczeniu na złotówki, ceny biletów z Moskwy np. do Stambułu lub Dubaju, wahają się na poziomie 15-50 tys. złotych.
ma objąć 300 tys. osób. Ma ona objąć rezerwistów, czyli osoby, które odbyły służbę w wojsku. Przed wysłaniem na front mają oni przejść dodatkowe przeszkolenie "z uwzględnieniem doświadczenia specjalnej operacji wojskowej (wojny w Ukrainie)". "Mobilizacja zacznie się już dzisiaj, 21 września" - obwieścił Putin.
Prezydent Rosji zachodowi zagroził użyciem broni jądrowej - w przypadku "ataku na integralność terytorialnej Rosji". O podjęcie takich kroków, przekazał rosyjski prezydent, wnioskowało ministerstwo obrony.
'Rosja idzie va banque'. Ekspertka o 'referendach' i Moskwie, która 'desperacko potrzebuje sukcesu'