"Rosja idzie va banque". Ekspertka o "referendach" i Moskwie, która "desperacko potrzebuje sukcesu"

Pomysł "referendów" na wschodzie Ukrainy ma przynieść sukces, którego Kreml - zdaniem dr Marii Domańskiej "desperacko potrzebuje". Jak oceniła w TOK FM ekspertka z OSW, głosowania mają poprawić notowania władzy w oczach Rosjan. Ale dać też Kremlowi konkretną broń w walce z Kijowem. - Jeżeli Rosja stwierdzi, że włącza tereny do Federacji Rosyjskiej, to automatycznie obejmuje je parasolem nuklearnym. Czyli jakikolwiek atak ukraiński może być uznany za powód do użycia broni nuklearnej - wyjaśniła dr Domańska.
Zobacz wideo

Rosjanie przegrywają na polu walki, więc zagrali kartą pseudoreferendów w Donbasie i na zajętych terenach obwodów chersońskiego, zaporoskiego i w Melitopolu. Strona ukraińska ostro krytykuje pomysł. - Rosjanie mogą robić, co chcą. To niczego nie zmieni - stwierdził szef MSZ Ukrainy Dmytro Kułeba, pytany w Nowym Jorku o "referenda". Z kolei rzecznik kancelarii prezydenta Ukrainy - Serhij Nykyforow ostrzegał, że "jakiekolwiek referenda w sprawie przyłączenia do Rosji okupowanych terytoriów ukraińskich wykluczą wszelkie nadzieje na rozmowy pomiędzy Kijowem a Moskwą".

Zdaniem szefa NATO pseudoreferenda stanowią "kolejną eskalację w putinowskiej wojnie". Zdaniem Jensa Stoltenberga "świat musi zareagować na to rażące pogwałcenie prawa międzynarodowego".

Głosowania mają się zacząć już 23 września, a zakończyć we wtorek 27 września.

Zdaniem dr Marii Domańskiej nie ma przypadku w tym, że w błyskawicznym tempie mają być zorganizowane głosowania nad przyłączeniem Donbasu i okupowanych obwodów do Rosji. - Wydaje się, że Kreml uznał, że należy tworzyć fakty dokonane. Po udanej ofensywie ukraińskiej na Charkowszczyźnie przekonano się, że nie będzie raczej możliwe pokonanie Ukrainy na polu walki. A Kreml desperacko potrzebuje jakiegoś sukcesu - mówiła ekspertka z Ośrodka Studiów Wschodnich w rozmowie z Adamem Ozgą.

Gościni TOK FM podkreśliła, że po sukcesach ukraińskiej kontrofensywy i odbiciu z rąk rosyjskich kilkuset miejscowości, widać było, że rosyjska propaganda "coraz gorzej działa". - Coraz mniej Rosjan ogląda telewizję. W środowiskach radykalnie nacjonalistycznych narastają bardzo wyraźne głosy krytyki wobec Kremla za brak sukcesów. I mam wrażenie, że Kreml uznał, że czas gra przeciwko niemu: im więcej czasu będzie upływało, tym więcej będzie sukcesów ukraińskich, tym więcej porażek Kremla. Decyzja w sprawie pseudoreferendów to ucieczka do przodu - oceniła.

Pseudoreferendum i co dalej?

Oczywiście wynik planowanych głosowań jest już znany. Bo nie po to Rosja i jej sojusznicy z separatystycznych republik w Donbasie zdecydowali się na "referenda", żeby nie ogłosić sukcesu i aprobaty ludności dla przyłączenia do Federacji Rosyjskiej.

- Oni są w stanie zrobić wszystko, nawet całkowicie wirtualny spektakl. Przekładali do tej pory te głosowania (zapowiedzi dotyczące tzw. referendów pojawiały się regularnie od kilku miesięcy - red.) m.in. z powodu oporu lokalnej ludności. Są w stanie oznajmić z samego rana, że przeprowadzono referenda nawet bez żadnych działań. Liczą, że rosyjskie audytorium to kupi i uzna, że jest sukces - mówiła ekspertka z OSW w audycji TOK360.

Co de facto będzie oznaczało ogłoszenie, że pseudoreferenda zakończyły się wygraną zwolenników przyłączenia do Rosji? - Jeżeli Rosja jednostronnie stwierdzi, że włącza te tereny do Federacji Rosyjskiej, to automatycznie obejmuje je parasolem nuklearnym. Czyli jakikolwiek atak ukraiński, celem odbicia zajętych terenów może być - w teorii - uznany za powód do użycia broni nuklearnej - wyjaśniła dr Domańska.

- Ale niedawno były przecież ataki na Krym, który Rosja postrzega jako swoje terytorium i nie było mowy o broni jądrowej - przypomniał dziennikarz TOK FM.  - Trudno wchodzić w logikę decydentów kremlowskich . Teraz ewidentnie chodzi o to, że Kreml chce się na tych terenach "zakorzenić", zamknąć dyskusję na temat ich przyszłości i - tocząc wojnę psychologiczną - odstraszyć Ukraińców od prób kontrofensywy - argumentowała ekspertka. I podkreśliła, że ostatnio w rosyjskiej propagandzie - po dłuższej przerwie - odżyły groźby użycia broni nuklearnej.

- Kreml będzie więc się starał zastraszyć, grozić, że zrzuci np. taktyczną bombę jądrową na terytorium Ukrainy. Myślę, że szantaż działa dopóty, dopóki ktokolwiek na niego reaguje i zmienia swoje postępowanie. Jeśli nie będzie reakcji, to Rosja zobaczy, że szantaż jest pusty. Ale że będą grozić wszelkimi środkami odwetowymi za atak na te przyłączone do Federacji Rosyjskiej terytoria, to jestem pewna. Myślę, że Rosja idzie va banque - podkreśliła.

Gościni TOK FM jest przekonana, że w obliczu kontrofensywy Ukrainy, rosyjski reżim potrzebuje sukcesu. - I to jest ewidentnie próba sprzedania - przede wszystkim na arenie wewnętrznej - aneksji jako sukcesu i zamknięcie tematu wojny. To ma być sygnał, że sytuacja jest absolutnie normalna, spokojna, a my dalej wstajemy z kolan - ocenił rozmówczyni Adama Ozgi.

DOSTĘP PREMIUM