"Szczyt sukcesu" czy porażka Polski w Wilnie? "Straciliśmy możliwość bycia rzecznikiem Ukrainy"
Podczas zakończonego szczytu NATO Ukraina nie uzyskała upragnionego zaproszenia do NATO. Szef Sojuszu Jens Stoltenberg zapewnił, że zaproszenie zostanie Ukrainie wysłane, gdy 'warunki ku temu zostaną spełnione'. Co ważne nie ustalono żadnych ram czasowych przyjęcia Ukrainy do Sojuszu.
Ukraińskie władzy miały duże oczekiwania związane z wileńskim szczytem. Prezydent Wołodymyr Zełenski przed rozpoczęciem obrad mówił, że oczekuje 'jasnego sygnału' ws. przyszłości swojego kraju w Sojuszu; przedstawienia kalendarza akcesji Ukrainy do NATO. Jak napisał na Twitterze, jeśli się tak nie stanie, 'będzie to absurdalne'. W drugim dniu obrad ukraińskie przywódca brzmiał już inaczej. - Wierzę, że NATO potrzebuje nas tak samo, jak my jego. Jestem pewien, że po wojnie Ukraina będzie w NATO - powiedział podczas wspólnej konferencji prasowej z sekretarzem generalnym NATO Jensem Stoltenbergiem.
- Do ostatniej chwili prezydent Zełenski licytował bardzo wysoko i chyba przelicytował. Stworzył za wysokie oczekiwania i to się musiało skończyć porażką - ocenił w "Poranku Radia TOK FM" Łukasz Lipiński. Zastępca redaktora naczelnego "Polityki" dodał, że oczekiwania podbijała polska delegacja, która prezentowała się jako mocny gracz, który będzie skutecznie lobbował na rzecz ukraińskich interesów.
- Przywódcy krajów takich jak Polska, twierdzili, że siedzą przy tym NATO-wskim stole i biorą udział w tych najważniejszych negocjacjach, że centrum ciężkości Sojuszu przesunęło się na wschód. A potem się okazało, że główne rozmowy toczyły się w gronie czterech państw: Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii. Potem jeszcze wmieszały się w to wszystko kraje G7 (czyli najbardziej rozwinięte kraje na świecie - red.) - argumentował gość TOK FM.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty 'taniej na zawsze'. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
"Nie wiem, na czym ten sukces miałby polegać"
Po zakończeniu szczytu przedstawiciele Polski ogłosili, że z Wilna wrócili z tarczą. - Z punktu widzenia Ukrainy, ale także Polski, szczyt NATO w Wilnie, to był szczyt sukcesu - ocenił w czwartek doradca prezydenta Andrzeja Dudy Paweł Sałek w rozmowie z Polskim Radiem 24.
Można się spodziewać, że podobną ocenę zaprezentuje sam prezydent Duda, który zwołał na czwartek posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego, aby omówić ustalenia z Wilna. Nie tylko przedstawiciele opozycji są rozczarowani tym, że Andrzej Duda nie uznał za stosowne zwołania RBN przed rozpoczęciem szczytu w Wilnie. - Prezydent potrzebuje opozycji wyłącznie do tego, żeby przez chwile pogrzać się w jej cieple, wtedy gdy ona już na nic nie ma wpływu. Bo jest po szczycie i wszystko jest pozamiatane - mówiła w "Poranku Radia TOK FM" Zuzanna Dąbrowska.
Publicystka "Rzeczpospolitej" nie dopatrzyła się polskich sukcesów podczas szczytu NATO. Przypomniała, że prezydent deklarował, że jedzie tam załatwiać rzeczy nie dla nas, a dla Ukrainy. - Ta narracja się nie utrzymała i teraz znowu jest mowa o tym, że my odnieśliśmy wielki sukces i bardzo dużo dostaliśmy. Nie wiem, nie umiem liczyć czołgów. Słychać, że rozmowy o tym, żeby w Polsce powstał zakład naprawczy niemieckich czołgów zostały zerwane. Nie wiadomo czy to prawda, nikt oficjalnie na razie się do tego nie odniósł - relacjonowała Dąbrowska.
- Wszystko to, co się na szczycie wydarzyło, pokazuje, że Polska straciła możliwość bycia rzecznikiem Ukrainy, także w NATO i wykorzystać swoją pozycję geograficzną, żeby więcej znaczyć. Nie udało nam się - podsumowała rozmówczyni Karoliny Lewickiej.
Ukraina 'musi otrząsnąć się z pewnego zawodu'. 'Dostają forum, żeby 'męczyć' NATO'