advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

Co Orban knuje z Chinami? "Hardcorowa wersja" może zaskoczyć świat

2 min. czytania
22.02.2024 13:13
Chiny coraz pewniej czują się na Węgrzech. Wszystko to dzieje się za zgodą i aprobatą Viktora Orbana. Dlaczego premier Węgier na to pozwala? - To po prostu budowanie chińskiego przyczółku w Europie, a Węgrzy ścigają się w tej sprawie z Serbami - mówił w TOK FM dr Dominik Hejj.
|
|
fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Chiny i Węgry miały podpisać porozumienie w zakresie bezpieczeństwa. Nie ujawniono jednak szczegółów tego sojuszu. Według agencji Reuters decyzja 'symbolizuje zwycięstwo dyplomatyczne' Chin w Unii Europejskiej. Jak zauważa, do tego 'niezwykłego ruchu' dochodzi w czasie, gdy 'będące sprzymierzeńcem Rosji Węgry działają na rzecz zmniejszenia swojej zależności od Zachodu'. - Węgry uważają, że Chiny nie stanowią zagrożenia dla bezpieczeństwa Europy, wbrew temu, co uważa o nich NATO - ocenił w 'Połączeniu' TOK FM dr Dominik Hejj z Instytutu Europy Środkowej oraz portalu kropka.hu.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Gość Jakuba Janiszewskiego przypomniał, że Chiny coraz bardziej intensyfikują swoją obecność w kraju Viktora Orbana. - Firma Huawei buduje tam strategiczne sieci 5G, chińska technologia stoi za terminalem przeładunkowym przy wschodniej granicy kraju. Na Węgrzech to żaden problem. Tam ciągle wiążące jest hasło, że właśnie na Węgrzech mają się spotkać Wschód z Zachodem - opowiadał dalej ekspert.

Tym bardziej że sam Orban otwarcie twierdzi, że Chiny przejęły kontrolę nad światem. - I pewnie on sam chciałby uczestniczyć w tej zwycięskiej drużynie, a nie silić się na walkę z Chinami, którą i tak potem przegra.(...) To po prostu budowanie chińskiego przyczółku w Europie, a Węgrzy ścigają się w tej sprawie z Serbami - wskazał Hejj.

Sojusz Orbana z Chinami. Co będzie dalej?

Ekspert przyznał, że w twierdzeniu, iż Węgry są w pewnym sensie koniem trojańskim w UE, jest wiele prawdy. - Mijają właśnie dwa lata od rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Rosji w Ukrainie. Orban od początku twierdził, że zachowa strategiczny spokój i będzie neutralny. Twierdzi, że chce przeciwdziałać podziałowi świata na dwie części. Aczkolwiek przez te dwa lata Unia Europejska pokazała się jako monolit i znalazła sposoby na Orbana - mówił Hejj.

Dlatego strategia premiera Węgier nie przynosi rezultatu. Jednak jego podejście do całej sprawy może też świadczyć o czymś dużo bardziej groźnym. - Pewnie Orban ugrałby więcej, gdyby współpracował z Zachodem. Chyba że, premier Węgier naprawdę wierzy, że zmieni się struktura świata. W wersji hardcore'owej on odłączy się geopolitycznie od tej części świata i zasili obóz tych, którzy mogą wygrać, czyli Rosji i Chin. Choć pewnie ciekawe jest, co na to Donald Trump jeśli wygra wybory u USA - wskazał ekspert.

Dodał także, że w węgierskiej mentalności od lat pokutuje to, iż finalnie trafiają oni do obozu przegranych. Dlatego tak bardzo tamtejszym politykom, a w szczególności Fideszowi Orbana, zależy na ogłaszaniu kolejnych zwycięstw i sukcesów.