Dlaczego most w Baltimore się zawalił? Ekspert ma teorię
Ekspert dodał, że w Polsce mosty powinny być bezpieczne, ponieważ - zgodnie z obowiązującymi przepisami - wymagane jest uwzględnienie podczas projektowania uderzenia statku w podpory, jak również stosowanie odpowiednich, dodatkowych osłon.
Most w Baltimore legł w gruzach
Dr hab. Mikołaj Miśkiewicz jest profesorem Politechniki Gdańskiej, w Katedrze Wytrzymałości Materiałów. W swojej pracy zajmuje się m.in. badaniami wytrzymałości mostów i wiaduktów. Jak ocenił, katastrofa w Baltimore, choć przykuła uwagę całego świata, to na szczęście ewenement.
- Międzynarodowe, a także polskie przepisy obligują projektantów mostów, aby uwzględnili odpowiednią ochronię podpór mostu przed tego typu zdarzeniami. Wszystkie obiekty mostowe w Polsce, które znam posiadają dalby odbojowe, kierownice, izbice, itd., które ograniczają skutki uderzenia statku. To bardzo dziwne, że w Baltimore taka katastrofa się wydarzyła. Nie zadbano o odpowiednie zabezpieczenia – o ochronę podpór - uznał prof. Miśkiewicz.
Według eksperta budowa samego mostu miała co prawda znaczenie dla sposobu, w jaki momentalnie uległ zniszczeniu, ale nie dla samej katastrofy. - Schemat trzyprzęsłowej, ciągłej konstrukcji mostu spowodował, że uszkodzenie jednego filaru wywołało takie zachowanie, jakie można zobaczyć na licznych filmach dostępnych w internecie. Jednak absolutnie nie można powiedzieć, że taka konstrukcja nie jest bezpieczna. Nie ma też znaczenia, że powstał w latach 70-tych. De facto każdy obiekt mostowy należy zaprojektować w taki sposób, aby był w pewnym stopniu odporny na uderzenia statków. Podczas projektowania podpór mostów uwzględnia się schemat obliczeniowy, który ma odzwierciedlać uderzenie statku w podporę. W Baltimore prawdopodobnie zabrakło, używając mowy potocznej, odpowiednich zderzaków przed podporami - podkreślił ekspert.
Dlaczego most w Baltimore się zawalił?
Jak wskazują dostępne zdjęcia, konstrukcja była przy tym raczej dobrze utrzymana, więc jej stan techniczny prawdopodobnie nie przyczynił się do katastrofy. - Most był używany do momentu katastrofy. Na zdjęciach można zobaczyć, że był w raczej dobrym stanie i spełniał swoje funkcje. Dziennie, zgodnie z przeznaczaniem, przejeżdżało po nim kilka, a może nawet kilkanaście tysięcy samochodów. Z tego co można się domyślać, jedyną wadą obiektu był fakt, iż właściciel czy zarządca nie zabezpieczył mostu prawidłowo przed uderzeniami statków w podpory - zaznaczył prof. Miśkiewicz.
Ekspert podkreślił, że w Polsce jesteśmy pod tym względem bezpieczni. - Chronią nas przepisy. Oczywiście nie da się wszystkiego przewidzieć i stwierdzić, czy statek płynący z prędkością kilkunastu węzłów z całą pewnością danego mostu nie uszkodzi. Jednak obowiązują nas ściśle ustalone normatywy, dzięki którym ryzyko tego typu awarii jest naprawdę minimalne – na pewno znacznie mniejsze, niż w przypadku mostu w Baltimore – zapewnił ekspert.
Posłuchaj podcastu: