"Do naszych rodzin zaczęli przychodzić oficerowie KGB". Opozycjoniści traktowani "jak za Stalina"
Rada Koordynacyjna powstała w pierwszej odsłonie w 2020 roku jako reakcja sił demokratycznych na sfałszowanie wyborów prezydenckich na Białorusi. Zasiada w niej 115 osób wybranych przez zwolenników opozycji; osiem z nich przebywa w białoruskich więzieniach. W nadchodzących wyborach do trzeciego składu Rady wyłonionych zostanie 80 deputowanych na dwuletnią kadencję.
Wybory do opozycyjnego parlamentu Białorusi
Paweł Łatuszka był gościem "A teraz na poważnie". W rozmowie z Mikołajem Lizutem były minister kultury Białorusi mówił o nadchodzących wyborach do Rady Koordynacyjnej. Polityk starał się przybliżyć słuchaczom TOK FM, jak wygląda życie białoruskich opozycjonistów. - Zorganizowanie wyborów na terenie Białorusi jest nierealne, dlatego wykorzystujemy możliwości internetu - mówił Łatuszka. Dodał, że opozycja u naszych wschodnich sąsiadów planuje mieć trzy niezależne i demokratyczne instytucje, które chce szczególnie wspierać. Poza prezydentką Świetłaną Cichanouską i rządem na uchodźstwie zamierzają utworzyć właśnie "parlament reprezentujący choćby część białoruskiego społeczeństwa".
POSŁUCHAJ AUDYCJI:
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Łatuszka przekazał, że w wyborach bierze udział 257 kandydatów, którzy z miejsca otrzymali zarzuty od reżimu Aleksandra Łukaszenki. - Kiedy startowaliśmy z tą kampanią, rozumieliśmy, jakie są ryzyka dla nas - powiedział były minister. Przypomniał również, że w ubiegłym tygodniu białoruski dyktator otwarcie groził swoim przeciwnikom politycznym. - Powiedział publicznie, że mamy tam (na Białorusi - red.) swoje rodziny. I właśnie do najbliższych członków naszej listy zaczęli przychodzić oficerowie KGB. Kilka osób już jest aresztowanych, kilka trafiło do szpitali. To jest po prostu masakra - stwierdził Łatuszka. - Tak było za czasów Stalina - dodał.
Putin na Białorusi. Leci 'negocjowań' z Łukaszenką
'Jeżeli będziemy siedzieć i patrzeć to stracimy kraj'
Łatuszka zaznaczył, że mimo represji on sam, jak i inni opozycjoniści, nie zamierzają poddawać się w walce o niepodległość Białorusi. - Będę walczył, dopóki nie zmieni się sytuacja. Mamy tysiące więźniów politycznych, którzy cierpią. Siedmiu zostało już zamordowanych w więzieniu. Każdego dnia zatrzymuje się na Białorusi 10-20 osób. Nie mogę sobie pozwolić odpuścić - powiedział gość Mikołaja Lizuta. Zaznaczył, że jego osobistym celem jest "pociągnięcie Łukaszenki do odpowiedzialności przed trybunałem w Hadze za zbrodnie przeciwko ludzkości". Jako przykłady wskazał deportację ukraińskich dzieci czy udostępnienie terytorium Białorusi do rozpoczęcia wojny.
Były minister zaznaczył, że kluczem do obalenia reżimu jest międzynarodowa współpraca. - Nam potrzebna jest strategia naszych sąsiadów i Unii Europejskiej - powiedział Łatuszka. - Ważne jest, by wydawać wizy, otwierać stypendia i staże dla Białorusinów, powinna być możliwość wyjazdu do Europy i wtedy zmiany nastąpią - podkreślał polityk. W jego opinii zwiększanie integralności Białorusi i krajów Zachodu może realnie wpłynąć na obalenie reżimu Łukaszenki. - Jeżeli będziemy siedzieć i patrzeć, no to stracimy kraj. Właśnie teraz jest strategiczny moment, że na naszych oczach może zniknąć - mówił Łatuszka, podkreślając, jak ważne są działania białoruskich opozycjonistów i wspieranie jego kraju.
Tajemnicza bizneswoman, z którą mieszkał Szmydt, zniknęła. 'GW' ujawnia szczegóły