advert 0:
advert:
device 1:all
device 2:all
advert final:
,
Obserwuj
Świat

Turcja zaatakuje Izrael? "Państwo rozgrywające"

3 min. czytania
29.07.2024 12:54
Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan zasugerował, że Ankara może rozważyć użycie siły militarnej przeciwko Izraelowi. - Relacje Izraela z Iranem, Hezbollahem i Hamasem to naprawdę poważna gra, która wykracza daleko poza ambicje tureckie - oceniła w TOK FM prof. Joanna Modrzejewska-Leśniewska z SGH.
|
|
fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

Izraelski rząd upoważnił premiera Benjamina Netanjahu i ministra obrony Joawa Galanta do podjęcia decyzji o sposobie i czasie reakcji na atak na Wzgórza Golan. Do a taku rakietowego na boisko piłkarskie w miasteczku Madżdal Szams doszło w sobotę. Zginęło 12 osób, a ponad 30 zostało rannych. Ofiary śmiertelne to głównie dzieci.

Strona izraelska oskarżyła o dokonanie ostrzału Hezbollah. Organizacja zaprzeczyła, że stoi za atakiem na boisko.

Jak komentowała w TOK FM prof. Joanna Modrzejewska-Leśniewska, reakcja Izraela nie jest zaskakująca. Sednem sprawy jest konflikt między Izraelem a wspieranym przez Iran Hezbollahem. - Ostra reakcja Izraela na działania Hezbollahu to pokazówka wobec Iranu: 'My sobie nie pozwolimy na działanie waszych protegowanych. Będziemy reagować na wszystkie działania z waszej strony' - mówiła ekspertka z Zakład Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej Szkoły Głównej Handlowej.

To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>

Jak podkreśliła rozmówczyni Wojciecha Muzala, jesteśmy świadkami kolejnej odsłony bezpośrednich starć w regionie, tym razem jednak już nie z Hamasem, który przeprowadził krwawy atak na ludność cywilną Izraela 7 października 2023 r. - Hamas to jest mniejszy problem, bo to kilkanaście tysięcy bojowników. Z punktu widzenia Izraela znacznie groźniejszy jest Hezbollah, bo jest też znacznie liczniejszy. Niektórzy mówią nawet o 100 tys. bojownikach, a może ich być nawet więcej - oceniła.

"Turcja państwem rozgrywającym" 

Prezydent Recep Tayyip Erdogan oświadczył w niedzielę, że Turcja może teraz wkroczyć do Izraela, tak jak uczyniła to w Górskim Karabachu czy Libii, by pomóc Palestyńczykom. W odpowiedzi izraelski minister spraw zewnętrznych Israel Kac ocenił, że "Erdogan idzie w ślady Saddama Husajna".

Jak tłumaczyła prof. Joanna Modrzejewska-Leśniewska, to efekt animozji między Turcją i Izraelem, po drugie samego podejścia Turcji. - Pod rządami Erdogana bardzo wzrosła jej aktywność na arenie międzynarodowej, szczególnie w regionie. Turcja stara się teraz odgrywać rolę może nie szeryfa, ale państwa rozgrywającego - mówiła ekspertka.

Przypomniała, że tylko w ostatnim czasie Erdogan zaznaczał swoją obecność także w innych regionalnych konfliktach. Ankara wspierała, poprzez wysyłanie doradców wojskowych, jedną ze stron, zakończonej w 2020 r. wojny domowej w Libii. Poza tym Turcja jest bliskim sojusznikiem Azerbejdżanu, który w 2020 r. stoczył zwycięską wojnę z separatystycznym ormiańskim Górskim Karabachem i w 2023 r. ostatecznie przejął kontrolę nad tym terytorium. Inni eksperci podkreślają przy tym, że Erdogan jest od początku wojny w Strefie Gazy jednym z najgłośniejszych krytyków Izraela na arenie międzynarodowej.

Czy powinniśmy się obawiać, że Erdogan spełni swoje groźby? - Nie wydaje się, by Turcja poszła aż tak daleko, by uwikłać się w coś, co nie daje perspektyw zakończenia konfliktu. Tym bardziej, że relacje Izraela z Iranem, Hezbollahem i Hamasem to naprawdę poważna gra, która wykracza daleko poza ambicje tureckie - uważa ekspertka ze Szkoły Głównej Handlowej.