AfD z historycznym wynikiem. Niemcy czeka polityczne tsunami?
Skrajna prawica odniosła historyczny sukces w niedzielnych wyborach w Turyngii i w Saksonii. W tym pierwszym kraju związkowym zajęła pierwsze miejsce, zdobyła - według exit poll - 30,5 procent głosów. W drugim - zaledwie o jeden punkt przegrała z chadecją (CDU uzyskała 31,5 proc. głosów, a AfD 30 proc.).
Jak oceniła w TOK FM Joanna Maria Stolarek, nie ma jednak szans, by Alternatywa dla Niemiec wzięła choć część władzy w tych landach. - Jak do tej pory inny partie mówią, że nie będą budować koalicji z prawicową partią - wyjaśniła w rozmowie z Filipem Kekuszem dyrektorka Fundacji im. Heinricha Bölla w Warszawie.
Ale w Turyngii radykałowie z AfD mają wystarczającą liczbę głosów, by blokować ustawy. Dlatego - jak podkreślił ekspertka - będzie się trzeba z tą partią liczyć.
- Lewicowy Sojusz Sahry Wagenknecht (BSW) już powiedział, że co prawda nie będzie wchodził w koalicję z AfD, ale jeżeli chodzi o niektóre decyzje, to trzeba będzie brać ich zdanie pod uwagę. Czyli innymi słowy mówią o współpracy na poziomie operacyjnym - wyjaśniła gościni "Pierwszego programu" w TOK FM.
"Sygnał alarmowy". Czerwona kartka dla SPD Scholza?
AfD po raz kolejny wyszła z wyborów w Saksonii silniejsza. Popularność partii rośnie od 2014 roku, i tak np. w 2019 roku zdobyła ona tam 27,5 proc. głosów. Dlaczego nie pojawiła się żadna inna siła, która byłaby w stanie zagospodarować elektorat sprzeciwu?
- To tak troszeczkę... jak tsunami. Niby wiadomo, że idzie, ale wszyscy czekają, aż dopiero się naprawdę pojawi – oceniła dyrektorka Fundacji im. Heinricha Bölla w Warszawie.
Sojusz z nimi to za dużo nawet dla części Konfederacji. 'Nie wiem, co odbiło tym europosłom'
W jej ocenie, jednym z powodów rosnącej popularności AfD jest fakt, że obecna koalicja rządząca kanclerza Olafa Scholza jest bardzo niestabilna. – Jest w ciągłym chaosie, kłótniach, przepychankach, kto ma rację czy czyja racja wypłynie na wierzch. To jest coś, co bardzo zmęczyło społeczeństwo niemieckie. Jego duża część ma wrażenie, że koalicja rządząca nie adresuje problemów tzw. zwykłego człowieka, zwłaszcza w regionach, którym nie powodzi się za dobrze - dodała. SPD Scholza w niedzielnych wyborach zostało praktycznie zmiażdżone. Socjaldemokraci w Turyngii dostali 7 proc., a w Saksonii 8,5 proc.
Gościni TOK FM podkreśliła, że w ankietach powyborczych wielu wyborców AfD wskazywało, że głosowanie na radykałów to pokazanie, iż nie popierają polityki prowadzonej przez obecny niemiecki rząd Scholza. - W ankietach było jeszcze jedno pytanie: 'Czy chcecie, żeby AfD weszło w skład rządu koalicyjnego w danym landzie'. I tu już większość powiedziała, że nie - dodała dyrektorka Fundacji im. Heinricha Bölla. To jej zdaniem pokazuje, że głosujący są świadomi m.in. tego, że AfD obserwuje Urząd Ochrony Konstytucji. - Nie można powiedzieć, że AfD wybierali neofaszyści. Wybierali ją ludzie sfrustrowani, ci, którzy nie zostali usłyszani przez partie rządzące, a to sygnał alarmowy - podsumowała w TOK FM.