,
Obserwuj
Świat

A co jeśli Putin tylko testuje Trumpa? "Nie chcemy okupacji Olsztyna i Buczy pod Warszawą"

4 min. czytania
29.03.2025 19:16
- Nie ma dyplomatycznych rozgrywek, subtelnych negocjacji, kto straci a kto zyska finansowo. Wojna w Ukrainie pokazała, że dopuszczenie do okupacji przez Rosjan kończy się masakrą ludności jakiegoś małego, miłego miasteczka. To nie interwencja w stylu irackim czy afgańskim - tak o stawce rozmów pokojowych mówił w TOK FM płk rez. dr Piotr Łukasiewicz, charge d'affaires polskiej ambasady w Kijowie.
|
|
fot. ELIJAH NOUVELAGE / ELIJAH NOUVELAGE/AFP/East News
  • Do nocnych ataków, przekazał prezydent Ukrainy, siły rosyjskie wykorzystały ponad 170 dronów. Pod ostrzałem były obwody: kijowski, sumski, charkowski i chmielnicki. "Ataki dronów pokazują, że Rosja kpi z wysiłków na rzecz pokoju" - skomentował Wołodymyr Zełenski;
  • Jak ocenił w TOK FM płk rez. dr Piotr Łukasiewicz "proces dyplomatyczny trwa" - tyle, że technika jest teraz bardziej dyskretna i mniej spektakularna;
  • Dodał, że stawką jest bezpieczeństwo tej części kontynentu, w tym przede wszystkim niedopuszczenie do okupacji przez Rosjan, bo "ta kończy się masakrą ludności jakiegoś małego, miłego miasteczka". "Nie chcemy okupacji Olsztyna, nie chcemy Buczy pod Warszawą" - podkreślił charge d'affaires polskiej ambasady w Kijowie.

"Ataki dronów na Ukrainę świadczą o tym, że Rosja kpi z wysiłków na rzecz pokoju, przeciąga wojnę i dopuszcza się tego terroru, gdyż nadal nie odczuwa prawdziwej presji" - oświadczył w sobotę prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Odniósł się w ten sposób do informacji o uderzeniach na miasto Dniepr, gdzie zginęły cztery osoby, a rannych zostało 21 osób. Przypomniał, że do nocnych ataków siły rosyjskie wykorzystały ponad 170 dronów.

Zełenski ocenił przy tym, że działania na rzecz pokoju muszą być poparte krokami, które pozbawią Rosję środków na kontynuowanie wojny. - Nasi partnerzy wiedzą, co może pomóc, jaki rodzaj presji należy wywrzeć, i zależy to od Ameryki, od Europy, od każdego na świecie, kto chce skutecznej dyplomacji - oświadczył.

Jak zwrócił uwagę w TOK FM płk rez. dr Piotr Łukasiewicz to, co dzieje się teraz na linii USA-Ukraina-Rosja świadczy przede wszystkim o zmianie "technologii dyplomatycznej". Ta - co do zasady - tłumaczył, polega teraz na odejściu od "twardych ogłoszeń".

- Jeśli będziemy żyli w nastroju, że dyplomacja to jest jedno spotkanie w Białym Domu albo jedno ogłoszenie, że Amerykanie kończą wsparcie wywiadowcze i wojskowe dla Ukrainy, to rzeczywiście możemy szybko wskakiwać w dramat. Biegać. Krzyczeć: "Olaboga, świat się kończy". Tymczasem proces dyplomatyczny trwa. Tyle, że technika dyplomacji jest teraz bardziej dyskretna i mniej spektakularna - mówił charge d'affaires polskiej ambasady w Kijowie, były ambasador RP w Afganistanie.

Zastrzegł, że jedynie czasem do opinii publicznej docierają informacje o efektach tych rozmów, w tym o umowie o minerałach ziem rzadkich czy np. współwłaścicielstwie elektrowni atomowych. - One świadczą o tym, że trwają intensywne kontakty nie tylko dyplomacji ukraińskiej i amerykańskiej, ale wszystkich dyplomacji w to zaangażowanych. Ich celem jest utrzymanie zainteresowania i świadomości ważności tego, co dzieje się między Rosją a Ukrainą - dopowiedział.

"Nie chcemy okupacji Olsztyna, nie chcemy Buczy pod Warszawą"

W ocenie gościa TOK FM inne jest jednak podejście dyplomatyczne, jeśli chodzi o wypowiedzi dla mediów. Choć, jak od razu dodał, nie ma "radykalnej" zmiany dotyczącej nagłej zapaści pomocy dla Ukrainy". - Nie ma przestawienia wajchy o 180 stopni i odejścia od dotychczasowych celów - dopowiedział.

Zwrócił przy tym uwagę, że amerykańskie zainteresowanie powinno trwać i należy je pogłębiać, a to tym bardziej, że jak do tej pory żadne z oczekiwań prezydenta Rosji się nie sprawdziło. - Gdybyśmy rozmawiali w pierwszym czy np. w drugim dniu pełnoskalowej wojny, to dawało się słyszeć, że Europa się rozpadnie, że wszyscy się rozpierzchną i będą iść jak po sznurku, bo słabe Niemcy, słaba Francja, słaba Polska. Nie rozpadło się. Teraz, jeżeli Putin liczy na to, że Europa klęknie albo się położy, to też raczej widzimy efekt odwrotny: Europa się konsoliduje - przekonywał w rozmowie z Tomaszem Stawiszyńskim.

W tym kontekście wskazał m.in. na wzrost wydatków na zbrojenia czy np. ostatnią wizytę sekretarza generalnego NATO w Polsce. - On nie przyjeżdża do nas dlatego, że na pewno bardzo lubi Polskę, bo to piękny kraj jest, ale dlatego, że jest to dobre miejsce, żeby powiedzieć o ważności wydatków na zbrojenia. Prawie 5 proc. PKB robi wrażenie. Czasami koledzy NATO-wscy mówią o nas, że jesteśmy posterboy, przykład tego, jak jak należy zareagować na agresję Rosji - podkreślił.

Płk rez. dr Piotr Łukasiewicz ocenił, że w tym przypadku celem jest bezpieczeństwo tej części kontynentu, w tym przede wszystkim niedopuszczenie do okupacji przez Rosjan, bo "ta kończy się masakrą ludności jakiegoś małego, miłego miasteczka".

- Nie chcemy okupacji Olsztyna, nie chcemy Buczy pod Warszawą - to jest ta stawka i nie ma innej. Nie ma dyplomatycznych rozgrywek, subtelnych negocjacji, kto straci, a kto zyska finansowo. Wojna w Ukrainie pokazała, że to nie interwencja w stylu irackim czy afgańskim. Choć Rosjanie mocno się wzorowali na tych szybkich, ładnych, miłych misjach pokojowych - skwitował w TOK FM.