,
Obserwuj
Świat

"Szajbnięci" naukowcy na wilku się nie zatrzymają. "Chcą umamucić słonie"

3 min. czytania
09.04.2025 18:17
Amerykańska firma stworzyła wilki o cechach gatunku, który wymarł ponad 10 000 lat temu, ale chce modyfikować też inne najbliższe istniejące gatunki. - Ma na tapecie ptaka dodo i np. tygrysa tasmańskiego, a docelowo chce zmienić pewną liczbę genów w słoniu, żeby go umamucić - wskazała w TOK FM biolożka i genetyczka prof. Ewa Bartnik.
|
|
fot. / Associated Press/East News

 

  • Naukowcy twierdzą, że stworzyli wilki o cechach gatunku wymarłego ponad 10 tysięcy lat temu;
  • Jak mówiła w TOK FM prof. Ewa Bartnik, to jednak 'nie jest tak, że z DNA sprzed 10 tys. lat uzyskali wilka, bo tak się nie da'. 'Oni zsekwencjonowali DNA' - tłumaczyła biolożka i genetyczka;
  • W jej ocenie, to 'piękna robota', bo przełamuje różne bariery techniczne, ale 'niekonieczne ma sens'.

 

Amerykańska firma biotechnologiczna Colossal Biosciences ogłosiła, że za pomocą narzędzi inżynierii genetycznej stworzyła wilki, które mają posiadać cechy prehistorycznego, wymarłego ponad 10 tysięcy lat temu gatunku, wilka strasznego - przekazała agencja Associated Press. Trzy szczenięta w wieku od trzech do sześciu miesięcy przebywają obecnie w "bezpiecznym miejscu", którego lokalizacji nie ujawniono. Według dziennika "New York Times" są wśród nich dwa samce - Romulus i Remus - oraz samica o imieniu Khaleesi.

Jak mówiła w TOK FM prof. Ewa Bartnik, choć większość komentarzy w mediach jest z gatunku: "wreszcie wskrzeszono po raz pierwszy gatunek, który nie istnieje od 10 tys. lat", to jednak "niczego nie wskrzeszono". - To nie jest tak, że oni z DNA sprzed 10 tys. lat uzyskali wilka, bo tak się nie da. Oni zsekwencjonowali DNA (to jest jeszcze ciągle nieopublikowane) i stwierdzili, jakie są różnice między wilkiem, tym obecnym szarym, a wilkiem strasznym - tłumaczyła biolożka, genetyczka z Instytutu Genetyki i Biotechnologii na Uniwersytecie Warszawskim i członkini Komitetu Genetyki Człowieka i Patologii Molekularnej PAN.

 

"Piękna robota, ale bez sensu"

 

Gościni TOK FM przyznała, że nie wie, czy to, co robi firma biotechnologiczna, ma jakikolwiek sens, choć na pewno to "piękna robota", bo przełamuje różne bariery techniczne. Jak dodała, samo klonowanie nie jest nowe - owca Dolly urodziła się w 1996 roku. Mimo to nadal nie jest proste. A już robienie modyfikacji nie jednego genu, tylko bardzo wielu genów na komórkach też wymaga olbrzymiej technicznej i naukowej wiedzy. - To są bardzo dobrzy naukowcy. To znaczy może trochę szajbnięci, bo idea wskrzeszania zmarłych gatunków, czy nawet przywracania czegoś podobnego, nie jest bez kontrowersji - dopowiedziała w rozmowie z Adamem Ozgą.

Inna rzecz, jak dodała, że nie do końca popiera działania firmy także z innych względów. - Ogólnie nie lubię, jak się maltretuje psy. A to jest tak, że komórka jajowa była od wilka, ale matką zastępczą była duża suka. Przy czym wilczki wydobywa się cesarskim cięciem. Jakoś niekoniecznie mi się to podoba - podkreśliła.

 

Inna zastosowania? 

 

Wiadomo też, że amerykańska firma chce modyfikować też inne najbliższe istniejące gatunki. Jak wskazała prof. Ewa Bartnik "ma jeszcze na tapecie ptaka dodo i np. tygrysa tasmańskiego", a docelowo "chce zmienić pewną liczbę genów w słoniu, żeby go umamucić". To, w jej ocenie, rodzi kolejne problemy.

- One wyginęły tak dawno temu, że tych warunków nie odtworzymy. Po drugie: każde z tych zwierząt musi być zrobione w laboratorium, przynajmniej w pierwszych etapach, więc to nie będzie stado umamuconych słoni czy stado uwilkorowanych wilków. Tylko pojedyncze osobniki, więc tu też nie bardzo widzę sens - wskazała biolożka.

Zastrzegła jednak, że może mieć to wpływ na inne dziedziny, w tym np. żeby "brać ludzkie zarodki, wczesne, i je modyfikować, żeby nie miały schizofrenii i chorób serca". Inne zastosowania? Może terapia genowa, wskazała. - Przy bardziej złożonych chorobach może będzie można poprawiać komórki, nie tylko jedną rzecz w nich zmieniać. Tyle że to sprawi, że terapia genowa będzie jeszcze droższa, a i tak już jest niedostępna dla większości ludzi - podsumowała w TOK FM.