Rosja i Białoruś zapowiedziały ćwiczenia, Polska odpowie manewrami. "Jedyna perspektywa to wojna"
- Wiceszef MON Cezary Tomczyk poinformował, że Polska w 'adekwatny sposób' odpowie na organizowane przez Rosję i Białoruś ćwiczenia Zapad-2025, które mają odbyć się we wrześniu;
- W ocenie rozmówcy politologa prof. Włodzimierza Marciniaka, wrześniowe manewry wywołują niepokój wśród sąsiadów Rosji m.in. dlatego, że poprzednia ich edycja była preludium do pełnoskalowej inwazji;
- "Poza tym można już zaryzykować stwierdzenie, że pokojowa misja Trumpa została ostatecznie przez Rosję odrzucona w dosyć niegrzecznej formie, bo została całkowicie zlekceważona. A to oznacza, że w zasadzie jedyna perspektywa, jaka istnieje w tej chwili, to wojna" - mówił też w TOK FM.
Wiceszef MON Cezary Tomczyk ogłosił przygotowania do manewrów wojskowych - w odpowiedzi na rosyjsko-białoruskie ćwiczenia Zapad-2025, które odbędą się we wrześniu. Jak podał na antenie TVN24, polskie manewry będą proporcjonalne do sił rosyjsko-białoruskich i odbędą się przy udziale wojsk NATO.
Według nieoficjalnych informacji siły Moskwy i Mińska mają ćwiczyć scenariusze zajęcia Łotwy i Litwy oraz dotarcia do Kaliningradu, bez wkraczania na terytorium Polski.
"Jedyna perspektywa to wojna"
W ocenie prof. Włodzimierza Marciniaka - politologa, sowietologa i byłego ambasadora Polski w Federacji Rosyjskiej - wrześniowe manewry wywołują niepokój wśród sąsiadów Rosji przede wszystkim z dwóch powodów.
Po pierwsze - jak mówił gość TOK FM - wielu ekspertów uważa, że poprzednia ich edycja była preludium do pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. - Choć formalnie ćwiczenia Zapad-2021 zostały zakończone, to faktycznie trwały do lutego 2022 roku, kiedy wojska rosyjskie z poligonów na terenie Białorusi wyruszyły w kierunku Kijowa i Czernichowa - dopowiedział.
Po drugie, jak wskazał, równie istotny jest moment, w którym Rosjanie zapowiadają przeprowadzenie wrześniowych manewrów. - On jest bardzo ważny w politycznym planie, bo można już zaryzykować stwierdzenie, że pokojowa misja Trumpa została ostatecznie przez Rosję odrzucona w dosyć niegrzecznej formie, bo została zlekceważona. A to oznacza, że w zasadzie jedyna perspektywa, jaka istnieje w tej chwili, to wojna. Nie bardzo sobie można wyobrazić inną, bo któż by się mógł podjąć ponownie misji pokojowej, jak nie prezydent Stanów Zjednoczonych. Innymi słowy: Rosjanie są w pełni zdecydowani na doprowadzenie do poważnego konfliktu zbrojnego - dodał.
Dopytywany, czy chodzi o wojnę z państwami NATO, czy zaognienie sytuacji w Ukrainie, odpowiedział krótko: "To zależy od ich możliwości". Zwrócił przy tym uwagę, że wszystko wskazuje na to, iż Putinowi "odpowiada to, że jest agresorem i tak też jest postrzegany".
- Jeśli Putin podjął decyzję, że wojnę kontynuuje, to przynajmniej w perspektywie pół roku można założyć, że nastąpi jakaś intensyfikacja działań zbrojnych na Ukrainie - dodał. Choć zastrzegł też, że nie można wykluczyć, że Zapad-2025 mogą być tylko ćwiczeniami i akcją psychologiczną.
Letnia ofensywa Rosjan? "Postępy liczone w kilometrach"
Tymczasem w nocy z niedzieli na poniedziałek rosyjskie wojska zaatakowały Ukrainę dziewięcioma rakietami i 355 dronami różnego typu. Jak przekazały Siły Powietrzne Ukrainy, ukraińska obrona przeciwlotnicza zestrzeliła wszystkie rakiety i 233 bezzałogowców.
Zdaniem byłego ambasadora można powiedzieć, że "w jakimś sensie" letnia ofensywa, zapowiadana od dawna, już się zaczęła. - Na razie z niewielkimi rezultatami, bo postępy armii rosyjskiej liczone są w kilometrach, więc nie są duże. Tymczasem z zapowiedzi strony rosyjskiej, jeszcze z grudnia zeszłego roku, wynikało, że do końca tego roku armia rosyjska zajmie cztery kolejne obwody ukraińskie - skwitował w TOK FM.
Po co Putinowi strefa buforowa na granicy z Ukrainą? 'To będzie wielka tragedia'