Wpadka administracji Trumpa. Dokumenty o szczycie na Alasce w drukarce hotelowej
- W drukarce hotelowej na Alasce znaleziono dokumenty państwowe zawierające szczegóły w sprawie szczytu Trump-Putin;
- Wynika z nich m.in., że Trump miał przekazać Putinowi prezent;
- "To kolejny dowód niechlujstwa i niekompetencji administracji" - skomentował Jon Michaels, profesor prawa z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles.
Osiem stron dokumentów z oznaczeniami Departamentu Stanu USA znaleziono w piątek rano w hotelu, oddalonym o ok. 20 minut od bazy wojskowej, w której spotkali się przywódcy. Dokumenty najprawdopodobniej zostały sporządzone przez pracowników USA i przypadkowo pozostawione w jednej z ogólnodostępnych drukarek hotelowych.
Zawierały one dokładne informacje o miejscu i czasie spotkań na szczycie, a także numery telefonów amerykańskich pracowników rządowych. Zamieszczono na nim też np. fonetyczny zapis nazwisk Rosjan, uczestniczących w szczycie. Zaznaczono, że nazwisko rosyjskiego lidera należy wymawiać jako: "POO-tihn". Z analizy danych wynika też, że Trump miał przekazać Putinowi prezent - statuetkę biurkową z bielikiem amerykańskim.
Według National Public Radio (NPR) dokumenty znalazło trzech gości hotelu, którzy nie chcieli ujawnić swojej tożsamości. NPR opublikował zdjęcia dokumentów, przesłane przez jednego z gości.
'Protokół ferajny'. Putin przyjęty z honorami? 'Wszedł tylnym wejściem, przywitany bombowcem'
"Kolejny dowód niechlujstwa i niekompetencji"
Biały Dom ani Departament Stanu nie odpowiedziały na prośbę o komentarz w sprawie znalezionych dokumentów - przekazało amerykańskie radio publiczne.
- Uważam, że to kolejny dowód niechlujstwa i niekompetencji administracji. Po prostu nie zostawia się dokumentów w drukarkach. To takie proste - powiedział Jon Michaels, profesor prawa z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles.
Serwis podkreślił, że jest to najnowszy przykład z serii naruszeń bezpieczeństwa popełnionych przez urzędników administracji Trumpa. Na początku tego tygodnia członkowie czatu grupowego organów ścigania, w której uczestniczyli funkcjonariusze Służby Imigracyjnej i Celnej (ICE), dodali przypadkową osobę do rozmowy na temat trwających poszukiwań skazanego za usiłowanie zabójstwa. NPR przypomniał też w tym kontekście tzw. aferę Signalgate, gdy omyłkowo zaproszono na grupowy czat, gdzie omawiano planowane uderzenia w Jemenie, redaktora naczelnego magazynu "Atlantic" Jeffreya Goldberga.