,
Obserwuj
Świat

Wpadka administracji Trumpa. Dokumenty o szczycie na Alasce w drukarce hotelowej

PAP
2 min. czytania
17.08.2025 07:08
W drukarce jednego z hoteli w Anchorage na Alasce znaleziono dokumenty państwowe zawierające szczegóły w sprawie szczytu liderów USA i Rosji, Donalda Trumpa i Władimira Putina - poinformował w sobotę serwis NPR. Wynika z nich m.in., że Trump miał przekazać Putinowi prezent.
|
|
fot. Julia Demaree Nikhinson / AP Photo
  • W drukarce hotelowej na Alasce znaleziono dokumenty państwowe zawierające szczegóły w sprawie szczytu Trump-Putin;
  • Wynika z nich m.in., że Trump miał przekazać Putinowi prezent;
  • "To kolejny dowód niechlujstwa i niekompetencji administracji" - skomentował Jon Michaels, profesor prawa z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles.

 

Osiem stron dokumentów z oznaczeniami Departamentu Stanu USA znaleziono w piątek rano w hotelu, oddalonym o ok. 20 minut od bazy wojskowej, w której spotkali się przywódcy. Dokumenty najprawdopodobniej zostały sporządzone przez pracowników USA i przypadkowo pozostawione w jednej z ogólnodostępnych drukarek hotelowych.

 

Zawierały one dokładne informacje o miejscu i czasie spotkań na szczycie, a także numery telefonów amerykańskich pracowników rządowych. Zamieszczono na nim też np. fonetyczny zapis nazwisk Rosjan, uczestniczących w szczycie. Zaznaczono, że nazwisko rosyjskiego lidera należy wymawiać jako: "POO-tihn". Z analizy danych wynika też, że Trump miał przekazać Putinowi prezent - statuetkę biurkową z bielikiem amerykańskim.

Według National Public Radio (NPR) dokumenty znalazło trzech gości hotelu, którzy nie chcieli ujawnić swojej tożsamości. NPR opublikował zdjęcia dokumentów, przesłane przez jednego z gości.

'Protokół ferajny'. Putin przyjęty z honorami? 'Wszedł tylnym wejściem, przywitany bombowcem'

 

"Kolejny dowód niechlujstwa i niekompetencji"

Biały Dom ani Departament Stanu nie odpowiedziały na prośbę o komentarz w sprawie znalezionych dokumentów - przekazało amerykańskie radio publiczne.

- Uważam, że to kolejny dowód niechlujstwa i niekompetencji administracji. Po prostu nie zostawia się dokumentów w drukarkach. To takie proste - powiedział Jon Michaels, profesor prawa z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles.

Serwis podkreślił, że jest to najnowszy przykład z serii naruszeń bezpieczeństwa popełnionych przez urzędników administracji Trumpa. Na początku tego tygodnia członkowie czatu grupowego organów ścigania, w której uczestniczyli funkcjonariusze Służby Imigracyjnej i Celnej (ICE), dodali przypadkową osobę do rozmowy na temat trwających poszukiwań skazanego za usiłowanie zabójstwa. NPR przypomniał też w tym kontekście tzw. aferę Signalgate, gdy omyłkowo zaproszono na grupowy czat, gdzie omawiano planowane uderzenia w Jemenie, redaktora naczelnego magazynu "Atlantic" Jeffreya Goldberga.