Wałęsa zagłosuje tam, gdzie go los rzuci
Tylko dowód osobisty? Nic nie płacę? - udawał zdziwienie Wałęsa. - Chociaż raz się udało za darmo coś dostać - śmiał się gdy urzędnik przybijał na wydrukowanym zaświadczeniu pieczątki. Nie będę mógł wrócić do Gdańska i żeby spełnić obowiązek patriotyczny, biorę i zagłosuję gdzieś po drodze, gdzie mnie los rzuci - tłumaczył Wałęsa. I zachęcał: - Tyle lat walczyliśmy, więc nie można dziś lekceważyć wyborów, trzeba uczestniczyć, by poprawiać, umacniać i ulepszać. Tak by nasze dzieci i wnuki nie miały do nas pretensji, że źle rządziliśmy i że źle wybraliśmy albo, że nie chodziliśmy na wybory.
- Dzieci i wnuki nas obciążą za wszystkie mankamenty, które się wydarzą w tym czasie - dodał były prezydent.
Procedura jest prosta - zachęcają urzędnicy - to jest kwestia tylko wydruku, aby odebrać dla siebie wystarczy mieć swój dowód, a gdy na przykład mąż chce odebrać zaświadczenie żonie wystarczy upoważnienie z podaniem numeru PESEL. Gdańszczanie już odebrali prawie 10 tys. zaświadczeń: to już niemal dwa razy więcej niż wydaliśmy w pierwszej turze - cieszą się urzędnicy. Idziemy na rekord. Zaświadczenia można odbierać do piątku, do momentu zamknięcia urzędu.
Procedura wydania zaświadczenia Lechowi Wałęsie trwała niewiele ponad minutę - czasu starczyło na zaledwie jeden żart: - To można podrobić, kolorowe ksero wystarczy wydrukujemy kilka tysięcy i wrzucimy na Kaczyńskiego - śmiał się były prezydent. - I on podpadnie, że podrobił - dodał.