,
Obserwuj
Świat

Głosowanie za granicą. O północy mija termin na rejestrację, a system e-wybory się wiesza

4 min. czytania
10.10.2023 13:32
Polonia alarmuje: wiesza się system e-wybory, za pośrednictwem którego Polacy za granicą zapisują się do komisji, w których chcą głosować. Problemy były już w poniedziałek, gdy na stronie wyskakiwał błąd - podobnie jest też dzisiaj. A o północy mija termin na rejstrację.
|
|
fot. ) Marcin Stepien / Agencja Wyborcza.pl/ zdjęcie ilustracyjne

Polonia ma coraz mniej czasu na dopisanie się do głosowania w konkretnej komisji. Można to zrobić przez przygotowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych system ewybory. Niestety, w systemie co jakiś czas pojawia się "błąd". A w ostatnim dniu przewidzianym na rejestrację zainteresowanie jest ogromne.

Screen e strony ewybory
Screen e strony ewybory
źródło: Kamil Arendt, Polak mieszkający w Londynie

Do wczoraj do systemu zapisało się ponad 550 tysięcy Polaków, którzy chcą wziąć udział w wyborach 15 października poza granicami kraju. - Próbując wejść na stronę ewybory zauważyłem, że od czasu do czasu pojawia się błąd. Na szczęście w moim przypadku, po odświeżeniu strony, ten błąd zniknął. Ale obawiamy się, że tego typu problemy mogą dzisiaj być częstsze. Dlatego zachęcamy, by nie zostawiać rejestracji na ostatnią chwilę - mówi Kamil Arendt z Polonii Express w Londynie (będzie członkiem jednej z komisji wyborczych).

Wiele osób zostawiło rejestrację na ostatni dzień, czyli 10 października. - Szacuje się, że około 15 procent, a nawet więcej wyborców rejestruje się w ostatniej chwili. Są obawy, że aplikacja może przestać działać, a nie wiadomo do końca, co w sytuacji, gdy ktoś będzie chciał się zarejestrować, a nie zdąży, bo system będzie mu się wieszał. Wiemy, że można wysłać maila, ale dokładnie co w nim powinno się znaleźć - to pozostaje niewiadomą - mówi Arendt. - Na pewno, jeśli system nie będzie działał, będą osoby, które po prostu się poddadzą i będzie to dla nas wszystkich wielka strata - dodaje rozmówca TOK FM.

Zbyt dużo chętnych

Kolejny problem to pytanie, czy komisjom za granicą uda się policzyć wszystkie głosy. Jak pisaliśmy wcześniej, komisje - zgodnie z założeniem ustawodawcy - będą mieć na to tylko 24 godziny. Polonia kilka miesięcy temu przeprowadziła eksperyment, by sprawdzić, jaką liczbę głosów da się w takim czasie przeliczyć. Wyszło, że najbezpieczniejsza liczba to ok. 2 tysięcy. A już są komisje, w których liczba zapisanych wyborców zbliża się do 3 tysięcy, a w niektórych i więcej. Takie komisje są m.in. w holenderskiej Bredzie czy w Hadze, w norweskim Bergen, Drammen i w Oslo, ale też w Stavanger, gdzie już zapisało się ponad 3,5 tysiąca wyborców. Bardzo dużo chętnych jest w niemieckim: Darmstadt, Düsseldorfie, Essen i w Bielefeld. Podobnie w angielskim Aberdeen, Bristolu, Edynburgu, Ilford i Nottingham. Przy większości komisji wyświetla się już komunikat, że komisja może być obciążona, mogą być kolejki po karty do głosowania. Pojawia się też rada, by wybrać inną komisję. Problem w tym, że najczęściej nie ma gdzie, a jeśli jest, to wiele kilometrów od miejsca zamieszkania danej osoby.

Pomoże technologia?

By choć trochę pomóc zagranicznym komisjom wyborczym w liczeniu głosów, Kamil Arendt opracował specjalny program do zliczania danych z kart wyborczych. - Opracowałem narzędzie, z którego komisje mogą korzystać, mogą wprowadzać do niego uwagi, jest ono open source. Musiałem się tym zająć, bo bez takich narzędzi nie zdążymy w tych komisjach, które będą miały powyżej dwóch tysięcy głosów. Taka jest sytuacja. To jest trochę państwo podziemne, ale musimy się ratować sami, by zdążyć - mówi Arendt.

Opracował specjalne formularze w Excellu, z odpowiednimi regułami, zgodnymi z wytycznymi PKW. Chodzi o wpisywanie danych z kart do głosowania bezpośrednio do systemu, a nie liczenie "na piechotę". System przewiduje możliwość robienia tego na dwóch laptopach jednocześnie, by mieć pewność, że nie dojdzie do pomyłki. - Z naszych wyliczeń wynika, że będziemy mieć ok. 14 sekund na każdą kartę do głosowania. Dlatego myślałem nad systemem, jak to zrobić, by każdą kartę komisja mogła zobaczyć tylko raz i by była ona już policzona. Po pierwsze, widzimy kartę tylko raz, dwa - mamy weryfikację wyników i możemy ufać temu, co zliczyliśmy. Aplikacja - mówiąc wprost - jest po to, by na szybko dało się wprowadzić dane z karty i by system to zliczał - tłumaczy Kamil Arendt.

Jak dodaje, to komisje wyborcze decydują, jak zliczają głosy. Mogą to robić tradycyjnie, ale wtedy - w jego ocenie - nie zdążą, a mogą skorzystać z tego bezpłatnie udostępnianego narzędzia. - Zgłaszają się do mnie osoby z różnych miejsc, z całego świata. W tej chwili aplikacja jest już testowana w Niemczech, w Szwecji, we Francji, w Kanadzie, w Szkocji - jest już łańcuszek takich miejsc. To jest aplikacja, a do niej dołączone jest szkolenie wideo, które też zrobiłem - wyjaśnia nasz rozmówca.

W tym roku utworzono 417 komisji za granicą - to znacznie więcej niż poprzednio, gdy było ich 320. Ale nawet przy takim zwiększeniu liczby komisji a jednoczesnym wprowadzeniu zasady konieczności policzenia głosów w 24 godziny - to może być niewystarczające.

W sprawie wyborów za granicą głos zabrał też Rzecznik Praw Obywatelskich. Chodzi o wytyczne PKW, że komisje wyborcze nie mogą w pierwszej kolejności policzyć głosów do sejmu i senatu (tu mają 24 godziny), a dopiero potem - głosów referendalnych (bez limitu czasu).

"Przy referendum ogólnokrajowym nie stosuje się przepisu, nakazującego uznać wyniki głosowania w obwodach zagranicznych za niebyłe, z powodu nieuzyskania wyników przez komisję w ciągu 24 godzin. Tej okoliczności nie uwzględnia uchwała Państwowej Komisji Wyborczej z 3 października 2023 r. ws. wytycznych dla obwodowych komisji wyborczych za granicą (...). Tymczasem nie ma przeszkód ustawowych, dla których wyniki głosowania w referendum nie mogłyby być ustalane i protokołowane już po ustaleniu i zaprotokołowaniu wyników w wyborach" - Rzecznik Praw Obywatelskich

. I pisze wprost, że zmniejszyłoby to ryzyko nieuzyskania wyników wyborów w obwodzie zagranicznym w ciągu 24 godzin od zakończenia głosowania. RPO, prof. Marcin Wiącek zwrócił się do przewodniczącego PKW Sylwestra Marciniaka o przyjęcie uwag w tej sprawie i o stanowisko.