Okrucieństwo w zamkniętych ośrodkach. To miejsce "gorsze niż więzienie"
Pochodzącemu z Afganistanu panu Tamerowi (imię zmienione - red.), jego żonie oraz trójce małoletnich dzieci, należy się odszkodowanie w wysokości 100 tys. złotych za niesłuszny, trzymiesięczny pobyt w ośrodku strzeżonym w Białej Podlaskiej - uznał Sąd Apelacyjny w Białymstoku (w orzeczeniu 20 sierpnia). Jak wykazano, rodzina powinna zostać wypuszczona z ośrodka już po miesiącu, gdy zweryfikowano, że są to osoby, które musiały uciekać ze swojego kraju. Tak się jednak nie stało.
Opiekę psychologiczną rodzinie zapewnia Maria Książak - psycholożka z Fundacji Międzynarodowa Inicjatywa Humanitarna. Jak podkreśliła w TOK FM, pobyt w ośrodku, który jest "gorszy niż więzienie" dokonał "spustoszenia" w psychice jej członków - szczególnie żony pana Tramera, która wskutek traumy straciła ciążę, a także ich dzieci.
- Ośrodek strzeżony to miejsce otoczone drutem kolczastym, gdzie osoby osadzone są pozbawione nie tylko wolności, ale i godności. Bardzo dobrze znam ich sytuację - to, co przeszli, jak to przeżyli i przeżywają do dziś. (...) Cieszę się, że otrzymali chociaż tę symboliczną sumę - mówiła gościni weekendowego wydania "Poranka Radia TOK FM".
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj z oferty "taniej na zawsze". Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Małoletni bez opieki w detencji. "Sytuacja masowa"
Psycholożka - w rozmowie z Wojciechem Muzalem - podkreśliła, że podobne odszkodowanie powinno dostać wielu innych cudzoziemców, którzy od 2021 roku znaleźli się na granicy polsko-białoruskiej - szczególnie że wiele nieprawidłowości dotyczy małoletnich.
Tak wyrzucili ich z Polski. 'Szarpanina, płacz dzieci. Mamy wiadomości'
- To jest sytuacja bardzo masowa, gdzie umieszcza się w detencji [przymusowe przetrzymywanie - red.] małoletnich bez opieki, często źle identyfikowanych. W Polsce identyfikuje się ich najczęściej za pomocą zdjęcia rentgenowskiego nadgarstka, które jest niewłaściwie opisywane przez lekarzy. Podawane jest na przykład, że wiek kostny oceniany jest na 18 lat, a później okazuje się, że ta osoba tak naprawdę miała lat 15 lub 16. A w tym czasie już przesiedziała ileś miesięcy w ośrodku więziennym wraz z dorosłymi - tłumaczyła Maria Książak.
Cudzoziemcy traktowani jak "kryminaliści". "Te osoby oczekują od Zachodu solidarności"
Poważne wątpliwości ekspertki budzi także sposób orzekania o umieszczaniu cudzoziemców w ośrodkach. - Detencja orzekana jest często w posiedzeniach, które trwają kilka minut, na których najczęściej nie ma adwokata. Przed tym osoba jest zmuszana do podpisania sporządzonego w języku polskim oświadczenia, że jest zdrowa i nie będzie miała żadnych pretensji do Straży Granicznej. To przyczynek do tego, że sąd mówi potem: "Mamy oświadczenie, że są zdrowi, nic im nie jest, nie będą się odwoływać, są zadowoleni" i w związku z tym dalej stosują detencję - opisywała Ksiażak w rozmowie z Wojciechem Muzalem.
Niepokojące doniesienia z granicy. 'Takiego zaszczuwania nie przeżyłem'
Gościni TOK FM ma nadzieję, że wyrok białostockiego sądu to zwiastun zmian. - Sądy powinny przede wszystkim sądzić nie tylko sprawiedliwie, ale też wnikliwie, każdą sytuację indywidualną i nie poddawać się presji. (...) Te osoby oczekują od Zachodu solidarności, praw człowieka i tego, że jeżeli poproszą jasno o status uchodźcy, to będą traktowani z godnością. Natomiast najczęściej, już od pierwszej minuty, są traktowani jak kryminaliści, ponieważ mówi im się, że przekroczyli naszą zieloną granicę w sposób nielegalny. A prawda jest taka, że nie mają innej możliwości złożenia wniosku o ochronę międzynarodową - zaznaczyła Maria Książak w TOK FM.