,
Obserwuj
Świat

Ekspertka ostro o strategii Tuska. "Ta obietnica jest niemożliwa do spełnienia"

5 min. czytania
21.10.2024 15:23
- Jako organizacje, które są na granicy, nigdy nie zaprzeczaliśmy, że ta sytuacja jest elementem geopolityki i ataków Rosji czy Białorusi - mów TOK FM Marianna Wartecka, członkini zarządu Fundacji "Ocalenie".
|
|
fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.pl

Marianna Wartecka jest członkinią zarządu Fundacji "Ocalenie", która od 2000 roku działa na rzecz migrantów i migrantek, uchodźców i uchodźczyń, a także dialogu międzykulturowego i budowania otwartości w społeczeństwie. Fundacja od ponad trzech lat pomaga też na polsko-białoruskiej granicy, a Marianna wielokrotnie brała udział w interwencjach pomocowych w lasach na Podlasiu, w związku z kryzysem humanitarnym na polsko-białoruskiej granicy. Rozmawiamy o projekcie "Strategii Migracyjnej" i zapowiedzi zawieszania prawa do azylu.

***

Marianna Wartecka: Zakładam, że osoba dobrze umocowana w strukturach unijnych, jaką jest premier Donald Tusk, sprawdziła wcześniej grunt dla swoich propozycji, zanim coś takiego znalazło się w "Strategii Migracyjnej". Nie jest to dziwne o tyle, że kierunki związane z ograniczaniem praw uchodźców i uchodźczyń, migrantów i migrantek w całej Unii Europejskiej - wzmagają się. W zasadzie agenda skrajnej prawicy związana z tematyką migracji, stała się agendą głównego nurtu. Nie potrzebujemy już mieć partii skrajnie prawicowych w rządach, by ta narracja była realizowana. A wiąże się to w praktyce z fundamentalnymi naruszeniami praw człowieka. Coraz częściej migranci i migrantki są traktowani tak jakby im prawa człowieka nie przysługiwały. A prawo do starania się o azyl - czyli o ochronę międzynarodową w danym kraju - jest prawem człowieka, które bezpośrednio wynika z prawa do życia. Wnioskują o azyl najczęściej dlatego, że ich życie w kraju pochodzenia jest zagrożone.

TOK FM: "Strategia Migracyjna" to dokument przygotowany przez rząd Donalda Tuska, nad którym prace trwały wiele miesięcy i który pojawił się kilka dni temu - jako projekt - na stronach rządowych. Jest w nim zapis m.in. o tym, co budzi sprzeciw środowisk działających na rzecz praw człowieka, czyli o tym, że prawo do azylu - jedno z praw człowieka - będzie mogło być czasowo i terytorialnie zawieszane. Co więcej, Bruksela przyznała Polsce rację w tym zakresie. Uznano, że prawo do azylu może być zawieszane, by powstrzymać ataki hybrydowe ze strony Rosji i Białorusi.

Ta sytuacja pokazuje trochę, jak łatwo można uznać, że jakieś prawo nie obowiązuje.

Najłatwiej jest odbierać prawa osobom najsłabszym i tym, które nie mają prawa głosu. Czy za tym pójdzie odbieranie kolejnych praw, kolejnym grupom? Historyczne doświadczenia wskazują, że może tak być. Bo jeśli do praw człowieka podejdziemy w taki sposób, że można je zawieszać lub ograniczać, wtedy gdy stają się niewygodne albo trudne w realizacji, to będzie to coś przerażającego. Prawa człowieka stanowią przecież dzisiaj fundament naszych społeczeństw w Europie i gwarancję bezpieczeństwa dla nas, jako osób, które mają szczęście w tej Europie żyć.

To, co płynie teraz z Europy, to przekaz, że prawo do azylu będzie można zawiesić i nie będzie sprzeciwu.

Dokładnie tak. A to oznacza, że teraz jedynymi organami europejskimi, które wciąż odnoszą się jednak do obowiązującego prawa, w tym do praw człowieka, są organy sądownicze - Trybunał sprawiedliwości Unii Europejskiej i Europejski Trybunał Praw Człowieka. Podam przykład - TSUE w czerwcu tego roku nałożył na Węgry karę 200 milionów euro właśnie za nieprzestrzeganie prawa do azylu i za faktyczną likwidację możliwości wnioskowania o ochronę międzynarodową. Trybunał również naliczył Węgrom milion euro dziennie za każdy dzień zwłoki w zapłaceniu kary głównej. Jednocześnie umożliwił potrącanie tej kary ze środków, które Węgry miałyby w ramach przysługujących im pieniędzy otrzymywać z Unii Europejskiej. Mówiąc wprost, europejskie trybunały, w tym ten w Strasburgu, stają się ostatnimi bastionami praworządności. I - jeśli systemowo prawa człowieka będą naruszane - to jednak, przynajmniej w swoich indywidualnych sprawach, cudzoziemcy będą mogli walczyć o swoje prawa właśnie przed europejskimi sądami.

Jesteś jedną z osób, które wiedzą, na czym polega pomaganie na polsko-białoruskiej granicy. Wielokrotnie byłaś w lesie, pomagałaś osobom w drodze. Gdy teraz słyszysz słowa władzy, że do Polski próbują się dostać bandyci, przestępcy, hordy niebezpiecznych ludzi, co wtedy myślisz?

Mnie na tej granicy żadna z osób migrujących nigdy nie zaatakowała. Nie słyszałam też o żadnej innej osobie udzielającej pomocy, która zostałaby zaatakowana, a obieg informacji między organizacjami jest dość dobry. Przy czym nie twierdzę, że takie zdarzenia nie mają miejsca w stosunku do funkcjonariuszy. Wiemy też oczywiście o prowokacjach i atakach, które zza zapory miały miejsce, wiemy o śmierci żołnierza. Natomiast nie jest to całościowy obraz tej sytuacji, to było jednostkowe zdarzenie. A my - jako organizacje, które są na granicy - nigdy nie zaprzeczaliśmy, że ta sytuacja jest elementem geopolityki i ataków Rosji czy Białorusi. I że zarówno Rosji jak i Białorusi zależy na destabilizowaniu sytuacji w Polsce. Ale to nie może być według nas, argument za tym, by komukolwiek odbierać jego podstawowe prawa jako człowieka, w tym prawo do szukania bezpiecznego miejsca do życia.

To porozmawiajmy teraz o "Strategii Migracyjnej", liczy niespełna 40 stron. Jak ją oceniasz?

Nieco ponad 30 stron, plus okładki, spis treści. Nie jest to więc zbyt rozbudowany dokument. Nie wiem, dlaczego czekaliśmy na niego aż dziewięć miesięcy. Trudno mi nazwać ten dokument "strategią". Bo wyobrażam sobie, że powinna tam być jakaś obszerna analiza stanu wyjściowego. Tam nie ma m.in. podstawowej informacji o tym, jakie akty prawne kształtują ład prawny w omawianych obszarach. Brakuje odniesień do badań czy analiz. I już w punkcie wyjścia nie oceniam tego dokumentu jako strategicznego. Nie zostały określone żadne mierzalne cele, które dzięki tej strategii miałyby zostać zrealizowane. Brakuje harmonogramu realizacji tej strategii czy programu jej ewaluacji. Dlatego dla mnie jest to dokument o charakterze politycznym, do tego o mocno populistycznym wydźwięku.

Apelujecie jako organizacje pozarządowe o okrągły stół w tej sprawie

Tak, wystosowaliśmy taki apel. Cała ta strategia - w naszej ocenie - gra na strachu przed migracjami. Nie tylko w obszarze związanym z ochroną międzynarodową i azylem, nie tylko w związku z sytuacją na polsko-białoruskiej granicy, ale zdecydowanie szerzej. Ten dokument pokazuje, że w wielu obszarach procedury są naruszane, prawo jest nieprzestrzegane, wnioski wizowe czy wnioski o pobyt są składane "dla pozoru" - ja oczywiście nie twierdzę, że patologie się nie zdarzają, bo oczywiście, że są. Zarówno nieuczciwi pracodawcy, jak i nieuczciwe uczelnie. Ale to nie może być przedstawiane jako pewien systemowy obraz sytuacji. Bo tak nie jest.

W tle jest strach? 

W tym obrazie brakuje miejsca dla zwykłych ludzi, którzy do Polski przyjechali, tu studiują albo pracują, zakładają rodziny i mają absolutne prawo do tego, aby ta strategia ich widziała, a tak nie jest. Strategia widzi wyłącznie ogromne problemy, zagrożenia i nieustannie próbuje dawać gwarancję, że nad wszystkimi tymi procesami rządzący odzyskają tzw. pełną kontrolę. A ta obietnica jest niemożliwa do spełnienia. Z całym szacunkiem do pozycji polskiego rządu w świecie, to polski rząd nie jest w stanie posiąść pełnej kontroli nad procesami migracyjnymi. Bo nikt nie jest w stanie posiąść takiej kontroli. Migracja to zjawisko globalne, kompleksowe, wieloaspektowe, które może budzić niepewność i strach, może się kojarzyć z wątpliwościami i pytaniami. I smutne jest to, że ta strategia w żaden sposób nie jest zaproszeniem do dialogu wielokulturowego. Jest to paternalistyczna strategia, która informuje nas o tym, że silny rząd zadba o to, abyśmy nie mieli się czego bać. A to - dla mnie - jest przykład takiego traktowania społeczeństwa, jakby było ono niepoważne.