Pojechała do lasu, by pomóc cudzoziemcom. Właśnie dostała wyrok. "Absurdalne"
Jest 8 sierpnia 2024 roku. Podlaskie Ochotnicze Pogotowie Humanitarne - czyli jedna z organizacji skupiających ludzi, którzy pomagają cudzoziemcom w lasach - dostaje wezwanie na interwencję. Z sygnału, który dociera do wolontariuszy, wynika, że chodzi o grupę pięciu osób.
W grupie, która postanawia pomóc cudzoziemcom, jest m.in. Eliza Kowalczyk. Wolontariusze jadą jej samochodem, wjeżdżają do lasu. To teren należący do Skarbu Państwa - Nadleśnictwo Białowieża. Pani Eliza zostawia samochód i z plecakiem na plecach idzie dalej pieszo - do osób w drodze, które potrzebują pomocy, w tym wsparcia medycznego. Kobieta jest ratowniczką, przeszła profesjonalny kurs kwalifikowanej pomocy przedmedycznej.
- Cztery osoby, które poprosiły nas wtedy o pomoc, chciały ochrony międzynarodowej. To ja zadzwoniłam po Straż Graniczną. Jedna z tych osób, młodziutka dziewczyna, miała pocięte dłonie - od drutu żyletkowego, który znajduje się na granicy - wspomina w rozmowie z nami pani Eliza. - Mogłam odkazić i zabezpieczyć jej ręce, ale dalszą interwencję - np. chirurgiczną - mógłby podjąć lekarz. Poprosiłam więc pograniczników o zabezpieczenie tych osób, przyjęcie od nich wniosków o ochronę i przewiezienie ich na placówkę Straży Granicznej - dodaje.
Aktywistka przekonuje, że od strażników pomocy nie dostała. - Panowie zajęli się wyłącznie moim samochodem i tym, że wjechałam na drogę leśną. Zresztą w trakcie interwencji przejeżdżały tamtędy także inne samochody, ale czynności podjęto tylko wobec mnie - relacjonuje dalej aktywistka. Ostatecznie, jak przyznaje, pogranicznicy zajęli się również migrantami potrzebującymi pomocy.
Wyrok sądu za wjazd do lasu
Po nieco ponad dwóch miesiącach od interwencji pani Eliza dostała z sądu wyrok. Sąd Rejonowy w Bielsku Podlaskim - Wydział Zamiejscowy Karny w Hajnówce uznał ją winną tego, że "nie będąc do tego uprawnioną, bez zgody i wiedzy właściciela lasu, wjechała samochodem do nienależącego do niej lasu, stanowiącego własność Skarbu Państwa, zarządzanego przez Nadleśnictwo Białowieża Leśnictwo Grudki, a następnie pozostawiła pojazd w miejscu do tego nieprzeznaczonym".
- To jest tym bardziej absurdalne, że ja bywałam w tym lesie, w tym miejscu i w innym wcześniej i wtedy nikt nie miał do mnie o to pretensji - dziwi się rozmówczyni TOK FM.
Sąd wymierzył jej karę grzywny w wysokości 200 zł, ma również zapłacić koszty sądowe w wysokości 100 zł. - Oczywiście składam sprzeciw od tego wyroku. Mamy nagranie z telefonu komórkowego. Wiemy, jak cała interwencja wyglądała - wspomina pani Eliza.
Murem za aktywistką staje także Podlaskie Ochotnicze Pogotowie Humanitarne. "Nie ma naszej zgody na represje wobec osób udzielających pomocy. Nie pozwolimy zastraszyć ludzi niosących pomoc" - czytamy na stronie organizacji na Facebooku.