Wiemy, co rząd planuje przy granicy. Na konsultacje dał trzy dni
Strefa buforowa na polsko-białoruskiej granicy funkcjonuje od połowy czerwca, a jej działanie było już raz przedłużone. Tak też ma być i teraz, a jej obowiązywanie ma być rozciągnięte na kolejne 90 dni. Wiemy to, ponieważ organizacje pozarządowe dostały do konsultacji projekt rozporządzenia w tej sprawie i jedynie trzy dni na przesłanie swoich uwag.
Trzy dni na konsultacje. "Nie ma reakcji"
Jak mówi w TOK FM Marcin Sośniak z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, nikt w rządzie nie słucha argumentów, że strefa jest niekonstytucyjna. - Niestety, nie ma reakcji. Nawet nie wiemy, jakie jest w tym zakresie stanowisko rządu. W uzasadnieniu do nowej wersji rozporządzenia nie ma odniesienia się do zarzutu niekonstytucyjności takiego rozwiązania, a przypominam, że na niekonstytucyjność zwracał uwagę m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich. My mamy swoje argumenty, które powtarzamy, natomiast rząd nadal ich nie słucha i po raz kolejny strefę przedłuża - mówi Marcin Sośniak.
Rzecznik Praw Obywatelskich rzeczywiście wielokrotnie zwracał uwagę, że tak duże ograniczenie wolności i praw nie powinno być wprowadzane na mocy rozporządzenia. A tak się właśnie dzieje. Do strefy - przynajmniej formalnie - nie mogą wchodzić aktywiści i wolontariusze, którzy od trzech lat pomagali cudzoziemcom w lasach na pograniczu. Nieśli i dalej niosą pomoc ludziom z Iraku, Erytrei, Somalii czy Konga. W nieoficjalnych rozmowach przyznają, że - mimo zakazu - jeśli mają wezwanie, to do strefy wchodzą. Uznają przede wszystkim - tak jak wielu prawników - że wprowadzenie strefy jest niezgodne z konstytucją.
'To tak, jakby nie chciano z nami rozmawiać'
Wniosek o uwagi do projektu rozporządzenia w sprawie przedłużenia strefy dotarł też do Stowarzyszenia Homo Faber z Lublina, które od lat pomaga migrantom i migrantkom. Jak mówi w TOK FM Piotr Skrzypczak z Homo Faber, nie można mówić o realnych konsultacjach społecznych, gdy daje się NGO-som trzy dni na przesłanie opinii. Tym bardziej że - jak podkreśla - ponad dziesięć lat temu opracowano siedem zasad konsultacji społecznych. - Jedną z tych zasad jest działanie w dobrej wierze. Czyli powinniśmy robić konsultacje wtedy, gdy rzeczywiście chcemy dowiedzieć się, co ludzie o danym problemie milczą, gdy chcemy ich wysłuchać, a nie robimy je dlatego, że trzeba - mówi Skprzypczak.
Inne zasady konsultacji z dokumentu opracowanego przez organizacje pozarządowe, ale również z udziałem ministerstw, to m.in. powszechność, przejrzystość oraz poszanowanie dobra ogólnego i interesu publicznego. - Danie nam tak krótkiego terminu wygląda wprost tak, jakby nikt nie chciał rozmawiać. Poza tym dobrze jest dostosować formę i treść tych konsultacji, tak żeby ludzie zrozumieli, o co chodzi, by pytania były właściwie zadane, bo organizacje nie są ekspertami od treści obronnych. Więc jest to łamanie własnych zasad - dodaje Skrzypczak.
W uzasadnieniu tak krótkiego terminu ministerstwo napisało, że wynika ono "z potrzeby pilnego wejścia w życie projektowanych przepisów w związku z utrzymującą się trudną sytuacją na granicy polsko-białoruskiej i koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa w strefie nadgranicznej".
"Nadal zero danych. Brak konsultacji. Zarządzanie strachem i mobilizacja pod flagą" - pisze na Facebooku Anna Dąbrowska, prezeska Homo Faber.
W strefie wciąż są cudzoziemcy
Zgodę na wchodzenie do strefy - i to też niecałej - mają tylko Lekarze bez Granic. Problemów, z którymi zgłaszają się do nich cudzoziemcy z lasu, jest wiele. - Pacjenci mają bardzo dużo głębokich ran, które są związane z przekraczaniem concertiny (drutu granicznego - przyp. red.). Zimą mamy dużo przypadków hipotermii, a latem - odwodnienia. To są te przypadki, gdy osoby z powodu upałów piją wodę z bagien czy z rzeki i zakażają się nią, mają wymioty, zatrucia. Mamy też bardzo dużo przypadków tzw. stopy okopowej (opuchnięte, często odmrożone stopy, wystawione na wiele godzin na zimno i wilgoć - przyp. red.). Wiele jest też urazów związanych z agresją, czyli pobicia, siniaki, pogryzienia przez psy. To ponad połowa naszych pacjentów - opowiadała w TOK FM Joanna Ładomirska z Lekarzy bez Granic.
W lasach Podlasia cały czas są ludzie, którym pomagają m.in. aktywiści z Grupy Granica i członkowie Podlaskiego Ochotniczego Pogotowia Humanitarnego. Jak opowiadał w TOK FM jeden z operatorów numeru alarmowego POPH Marek Męczyński niejednokrotnie są to błagania o pomoc. Niestety, ciągle są również ofiary śmiertelne.