,
Obserwuj
Świat

Strażnik oskarżony o znęcanie się nad migrantami. Tłumaczył, że ma zły dzień

PS
2 min. czytania
08.08.2025 14:33
Do sądu trafił akt oskarżenia w sprawie strażnika granicznego, który rok temu miał w Puszczy Białowieskiej skatować pałką teleskopową dwóch uchodźców z Etiopii. Przełożonym tłumaczył, że miał zły dzień. Teraz grożą mu trzy lata więzienia.
|
|
fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Wyborcza.pl

 

  • Sąd zajmie się strażnikiem granicznym, który miał w Puszczy Białowieskiej pobić pałką teleskopową dwóch uchodźców z Etiopii;
  • Wydaje się, że takie sytuacje to raczej reguła niż incydent - stwierdziła w rozmowie z reporterem TOK FM Jakubem Medkiem Aleksandra Gulińska z Grupy Granica:
  • "Po czterech latach kryzysu my jako aktywiści jesteśmy już przyzwyczajeni do bezkarności służb na granicy" - powiedziała.

 

O sprawie śledczych poinformowali służący na granicy żołnierze, którzy byli świadkami pobicia. Historię jako pierwszy opisał dziennikarz obywatelski Piotr Czaban z kanału "Czaban robi raban". Do zdarzenia doszło rok temu, krótko po tym, jak premier Donald Tusk powiedział pracującym na granicy służbom, że mają prawo używać wszelkich dostępnych metod. Dowodem w sprawie są protokoły z obdukcji Etiopczyków, których państwo polskie uznało za uchodźców i przyznało im prawo do ochrony międzynarodowej. Strażnikowi grąży trzy lata pozbawienia wolności.

Tą sytuacją nie jest zaskoczona Aleksandra Gulińska z Grupy Granica. - W świetle tego, co opowiadają nam ludzie, a takich wywiadów mamy ponad sto, mam poczucie, że ta sytuacja nie jest jednostkowa - powiedziała w rozmowie z reportem TOK FM Jakubem Medkiem.

"Spryskanie gazem, zniszczenie mienia, pobicia"

W zbieranych przez aktywistów relacjach widać powtarzający się schemat działania polskich służb. - Jest to spryskanie gazem, czasami skucie plastikowymi kajdankami, konfiskata albo zniszczenie mienia, oczywiście rozebranie do naga celem sprawdzenia, czy dana osoba nie ma jakichś niebezpiecznych przedmiotów. Czasami są to także pobicia - opisała Gulińska. Dochodzi do nich przy użyciu pięści, nóg, a zdarza się też - jak w udokumentowanym przez prokuraturę przypadku - pałkami teleskopowymi, których służby nie mają oficjalnie na wyposażeniu.

- Po czterech latach kryzysu my jako aktywiści jesteśmy już tak bardzo przyzwyczajeni do bezkarności służb na granicy, że cieszymy się nawet z tak malutkich sukcesów jak to, że jakaś sprawa ujrzała światło dzienne i państwo polskie zaczyna widzieć doświadczenie migrantów, ich krzywdę - przyznała Gulińska.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że prokuratura w Siedlcach, która zajmuje się przypadkami łamania praw migrantów przez służby, przygotowuje kilka kolejnych aktów oskarżenia. Większość spraw jednak, z powodu braku dowodów, została umorzona.