Tak Ukraińcy chcą zmusić Putina do zawarcia pokoju. Dali sobie dziewięć miesięcy
Atak ukraińskich dronów na rafinerię w Sławiańsku nad Kubaniem zmusił Władmira Putina do przyznania się do porażki. O tym, jak na Rosję działają "sankcje dalekiego zasięgu" mówił w TOK FM prof. Walenty Bałuk z Centrum Europy Wschodniej.
Z tego artykułu dowiesz się:
- jakie znaczenie miał ukraiński atak na rosyjską rafinerię w Sławiańsku nad Kubaniem;
- jak duża część rosyjskiej infrastruktury energetycznej została uszkodzona przez ukraińskie drony;
- jaki to ma wpływ na rosyjskich żołnierzy walczących na froncie;
- dlaczego - według eksperta - Ukraina atakuje rosyjską infrastrukturę krytyczną.
W nocy z soboty na niedzielę ukraińskie drony dalekiego zasięgu uderzyły w rafinerię w Sławiańsku nad Kubaniem. Obiekt kluczowy dla rosyjskiego eksportu paliw przez Morze Czarne stanął w ogniu. Atak był elementem zintensyfikowanej w ostatnich miesiącach kampanii powietrznej przeciwko rosyjskim instalacjom wojskowym i obiektom energetycznym.
"Rosja ma poważne problemy"
Jak podkreślał w TOK FM prof. Walenty Baluk, Ukraina przygotowywała się na ten moment już od 2022 roku, czyli od początku pełnoskalowej rosyjskiej agresji. - Ukraina zaatakowała i uszkodziła 24 z 33 dużych rafinerii w Federacji Rosyjskiej, przetwarzających ponad milion ton ropy rocznie. A zatem to są właśnie te zdolności, które Ukraina budowała, które teraz wykorzystuje i które nazywa "sankcjami dalekiego zasięgu" - mówił w "Pierwszym Programie" dyrektor Centrum Europy Wschodniej i wykładowca na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej.
W niedzielę, po ataku w Sławiańsku nad Kubaniem, Władimir Putin przyznał publicznie, że kraj mierzy się niedoborami paliwa. "Dobrze wiecie, że utrzymują się problemy dla kierowców i przedsiębiorców (...) na stacjach benzynowych niestety nadal są kolejki" - powiedział prezydent Rosji na spotkaniu wyższych urzędników.
Prof. Bałuk wskazał, że takie słowa w ustach samego Putina oznaczają, że "Rosja ma rzeczywiście poważne problemy". - Paliwa brakuje nie tylko na okupowanym przez Federację Rosyjską Krymie, ale i w obwodach rosyjskich. Oczywiście na samym końcu tego łańcucha są rosyjskie jednostki bojowe znajdujące na linii frontu, ale i one już odczuwają brak paliwa. 58. armia znajdująca się na linii frontu otrzymuje paliwo z odległego Dagestanu, co pokazuje, że Ukrainie udało się, jeżeli nie przerwać, to przynajmniej zdestabilizować dostawy paliwa, ale także zaopatrzenia, w tym amunicji - powiedział gość Wojciecha Muzala w TOK FM.
40-dniowa operacja "ma zmusić Putina"
Zakłócenie logistyki rosyjskiej armii nie jest jedynym celem Ukraińców. - Z drugiej strony chcą pokazać obywatelom Rosji, że wojna jest nie tylko prowadzona przez Rosję na terytorium Ukrainy, ale dociera także na terytorium Rosji. Przeniesienie wojny na terytorium wroga ma uświadomić obywatelom Rosji, że wojna jest czymś złym i wymusić zawarcie pokoju. (...) Ukraiński generał Biłecki mówi o takim oknie możliwości trwającym od sześciu do dziewięciu miesięcy, w którym chcą zmusić wroga do zawarcia pokoju, czy zawieszenia broni. Stąd decyzja Wołodymyra Zełeńskiego o 40-dniowej operacji sił dronowych, które mają zmusić Putina do podpisania porozumienia - tłumaczył dyrektor Centrum Europy Wschodniej.
Zdaniem eksperta na naszych oczach ta "wojna zmienia swój charakter". - Na początku pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę mieliśmy do czynienia bardziej z wojną manewrową. Później po nieudanej ukraińskiej ofensywie z 2023 roku, nieudanych próbach przełamania linii frontu ze strony Rosji i przejęciu w pełni inicjatywy strategicznej, wojna sprowadziła się do formatu wojny pozycyjnej. Natomiast co najmniej od 2024 r., a już na pewno od 2025 r., mamy nową odsłonę tej wojny, która przekształca się w wojnę dronową. I tutaj Ukraina oczywiście jest wspierana przez Zachód, (...), ale i potencjalnie słabsza, dzięki wdrożeniu różnego rodzaju programów dronowych potrafiła wyrównać swoje szanse, a w niektórych aspektach nawet widzimy, że przewyższa Rosję, jeżeli chodzi o produkcję i wykorzystanie technologii dronowych - mówił prof. Walenty Bałuk w TOK FM.
Źródło: TOK FM, PAP