,
Obserwuj
Świat

We Francji wrze, na ulicach zamieszki. "Nie jesteśmy źle wychowani, jesteśmy źle wysłuchani"

3 min. czytania
05.10.2026 16:37

Protest licealistów we Francji. - Nie wydaje mi się, żebyśmy mogli mówić o rozwoju kryminalnego aspektu tego protestu, wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, patrząc na to, co się dzieje, że to raczej licealiści zdają egzamin z dojrzałości, z demokracji - mówiła w TOK FM dr Agata Araszkiewicz, historyczka literatury i krytyczka sztuki. 

Protest licealistów we Francji
Protest licealistów we Francji
fot. Eric Baradat / Reuters / Forum
  • Kolejny dzień protestów licealistów we Francji; 
  • Czego się domagają? Jak się zachowują? I jaki jest społeczny odbiór? 
  • O tym wszystkim w TOK FM FM mówiła dr Agata Araszkiewicz, historyczka literatury i krytyczka sztuki. 

We Francji trwa gwałtowna fala protestów licealistów przeciwko pogarszającym się warunkom w szkołach. Uczniowie żądają dofinansowania ich placówek, skarżą się na zły stan szkół, zbyt dużą liczbę uczniów w klasie, przeciążenie nauczycieli. Chodzi szczególnie o szkoły w biedniejszych dzielnicach, w których widoczna jest nierówność na tle innych szkół.

Protesty przybrały poważniejszą skalę w minionym tygodniu, gdy pojawiły się akty przemocy i starcia z policją. Do tej pory zatrzymano 5 tys. osób. 24 placówki zostały podpalone lub doszło tam do zniszczeń. Rannych zostało 170 uczniów oraz 600 policjantów i żandarmów. Dziś około 500 szkół zostało zamkniętych lub częściowo zamkniętych, jak mówi minister edukacji z powodów bezpieczeństwa.

O protesty pytana była w TOK FM dr Agata Araszkiewicz, historyczka literatury i krytyczka sztuki. 

- Nie wydaje mi się, żebyśmy mogli mówić o rozwoju kryminalnego aspektu tego protestu, wręcz przeciwnie. Mam wrażenie, patrząc na to, co się dzieje, że to raczej licealiści zdają egzamin z dojrzałości, z demokracji. Potrafią nazwać problem, potrafią go wytłumaczyć i bardzo poważnie do tego podejść. Głosy licealistów to poważne, dojrzałe polityczne głosy - skomentowała. 

Przypomniała, że wszystko zaczęło się około 17 września na paryskim przedmieściu, na którym w jednej ze szkół zabrakło jednego nauczyciela w klasie maturalnej i nie było za niego zastępstwa. - Teraz większość liceów otwarcie przyłącza się do protestu, w tym najlepsze szkoły. Sami młodzi są dosyć dobrze zorganizowani, mają swoich rzeczników i swoich przedstawicieli. Wczoraj widziałam nawet slogan: "Nie jesteśmy źle wychowani, jesteśmy źle wysłuchani" - dodała w rozmowie z Anną Piekutowską. 

Zastrzegła, że to protest, który popiera całe społeczeństwo francuskie. - I tak np. nauczyciele bardzo często tworzyli kordon humanitarny, broniąc dzieci przed policją, bo pierwsza reakcja policji i rządu była: Stłumić, to są lokalne protesty, wybryki. Ale szybko się okazało, że to zupełnie niemożliwe. Wczoraj premier napisał w mediach społecznościowych, że jest gotowy do dialogu z pokorą - podkreśliła. Wskazała też w tym kontekście, że do protestu przyłączają się także inne grupy społeczne, w tym sędziowie. 

- To też protest przeciwko rosnącym nierównościom społecznym i pewnego rodzaju kryzysu tożsamościowego, w jakim znajduje się Francja - zastrzegła też. 

"Rządowi nie tak łatwo temat się upiecze"

Media w relacjach podkreślają, że protesty są dramatyczne, a sami protestujący agresywni. Wskazują na podpaloną szkołę w Nant czy np. 17-latka, który miał brutalnie pobić policjanta podczas zamieszek w Belfort. 

Jak zastrzegła dr Agata Araszkiewicz, doszło do eskalacji przemocy, również przemocy po obu stronach.

- Mamy też opowieści o policjantach którzy nadużywali przemocy, ścigając licealistę, który następnie był podtapiany, innemu złamano szczękę, bo granat wybuchł mu przed twarzą, jeszcze innej osobie, dziewczynie, wybito oko. Kule kauczukowe są już od kilku dni oficjalnie zakazane i policja nie może ich używać - dopowiedziała.

Zdaniem ekspertki "rządowi temat nie tak łatwo się upiecze". Nie tylko dlatego, przekonywała, że chodzi o dzieci i ich rodziców, czyli  społecznie silny głos, ale fakt, że 2026 r. to też rok wyborów prezydenckich we Francji. - A to oznacza, że wszystko stało się elementem walki politycznej - podsumowała w TOK FM. 

Źródło: TOK FM, PAP 

Redakcja poleca