,
Obserwuj
Ludzie

Nowe informacje o Saule. Kim jest tajemniczy Iwan, który doradzał Oldze Malinkiewicz?

6 min. czytania
13.02.2026 06:12

Zawsze płacił gotówką, a pod ręką miał spakowaną walizkę - tak Olga Malinkiewicz, założycielka Saule, wspominała Iwana Czuryłowicza. O dziwnych okolicznościach ich pierwszego spotkania, raporcie detektywów i "umowie rabunkowej" - posłuchacie w trzecim odcinku "Techstorii" poświęconym Saule.

Olga Malinkiewicz
Olga Malinkiewicz
fot. Krzysztof Zatycki / Agencja Wyborcza.pl
  • Historia Saule nie jest czarno-biała. Nie ma w niej jednoznacznie pozytywnych lub negatywnych bohaterów;
  • Nad polskim start-upem, który dzięki technologii perowskitowej miał zrewolucjonizować zieloną energetykę, pochyliły się Joanna Sosnowska z Wyborczej Biz oraz Sylwia Czubkowska w podkaście "Techstorie";
  • Jak doszło do tego, że między współzałożycielką firmy, naukowczynią Olgą Malinkiewicz, a inwestorami trwa konflikt głośny na całą Polskę, a Saule jest o krok od upadku? O tym posłuchacie w trzech odcinkach "Techstorii".

Nagłe przewroty, walka o kontrolę, milionowe długi, umowy blokujące innych inwestorów - oto opowieść o aferze Saule. W trzecim odcinku poświęconym tej firmie Sylwia Czubkowska i Joanna Sosnowska (redaktorka gospodarcza Wyborczej Biz) próbują się dowiedzieć, dlaczego Olga Malinkiewicz wypowiedziała inwestorom wojnę totalną. Okazuje się, że duży wpływ na tę decyzję mogła mieć jedna - dotąd przebywająca w cieniu - osoba.

Jak doszło do wojny totalnej o Saule?

Przypomnijmy krótko - Saule to  polski start-up, który miał dokonać zielonej rewolucji w energetyce. Chodziło o produkcję cienkich jak kartka papieru, elastycznych paneli fotowoltaicznych, pokrytych warstwą perowskitową (perowskity pochłaniają, po czym oddają światło). Firma została założona w 2014 roku przez fizyczkę Olgę Malinkiewicz oraz Piotra Krycha i Artura Kupczunasa.

Po obiecujących początkach - w 2024 roku była już zadłużona po uszy. Dwóm inwestorom - DC24 i firmie Columbus Energy - naukowczyni pracująca nad technologią Olga Malinkiewicz była wówczas winna - wraz z odsetkami - ok. 90 mln zł. Z firmy odeszli już pozostali współzałożyciele - Piotr Krych i Artur Kupczunas. Tymczasem Saule wciąż wymagało ogromnych nakładów, a inwestorów nie było już na nie stać.

Powstała umowa "ratunkowa", o której dokładnie opowiadają autorki w nowym odcinku "Techstorii" (nie będziemy jej więc streszczać - odsyłamy do podcastu - ok. 17. minuty). Jednak gdy Olga Malinkiewicz miała ją podpisać, nie pojawiła się na spotkaniu z notariuszem. Zamiast tego niespodziewanie zaproponowała DC24 i Columbusowi wykupienie pożyczek, odsetek od nich oraz udziałów Columbusa w Saule. Jak wytłumaczyły prowadzące "Techstorie", chciała, aby te firmy po prostu "zniknęły" z Saule i jej życia. Oferta obejmowała zapłatę 80 mln za długi, a za udziały Columbusa proponowała symboliczną złotówkę.

- Według tej ogólnej propozycji DC24 miałby być w całości spłacony, ale Columbus, który zainwestował w Saule 10 mln euro, miałby za swoje udziały otrzymać 1 zł. Nic dziwnego, że dla Piotra Kurczewskiego (prezesa DC24, pożyczkodawcy na rzecz Saule) i Dawida Zielińskiego (prezesa Columbus Energy, inwestora w Saule) nie była to przekonująca oferta - stwierdziła Joanna Sosnowska.

Propozycja Malinkiewicz została odrzucona. Po tym założycielka Saule złożyła w prokuraturze zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez członków zarządu Columbus Energy oraz rad nadzorczych spółek z grupy Saule. Sprawa dotyczyła działania na szkodę spółek Saule Technologies i Saule. Z kolei Malinkiewicz została wezwana do spłaty zobowiązań i do zaprzestania naruszania dóbr osobistych Kurczewskiego. Została też odwołana z zarządu Saule.

Co sprawiło, że Olga Malinkiewicz wkroczyła na wojenną ścieżkę? W rozmowie z Sylwią Czubkowską i Joanną Sosnowską założycielka Saule wspominała, że nie podpisała umowy ratunkowej po rozmowie z "mądrymi ludźmi". Okazało się, że konkretnie chodziło o jedną osobę.

Telefon do Kanału Zero. "Kim jest dla ciebie, Olga, pan Iwan Czuryłowicz?"

Joanna Sosnowska przypomniała "ikoniczny" telefon do studia Kanału Zero, gdy gościła tam Malinkiewicz. Podczas rozmowy Krzysztofa Stanowskiego z naukowczynią zadzwonił Dawid Zieliński. I powiedział: "albo Olga będzie współpracować dziś z państwem polskim, albo z panem Iwanem Czuryłowiczem. Albo będzie współpracować z polskimi przedsiębiorcami i Skarbem Państwa, albo ze Wschodem. Albo będzie współpracować z ludźmi, którzy dali jej 120 mln zł i 130/150 mln z Unii Europejskiej, albo ze służbami wschodnimi". I dalej: "Chciałbym zapytać o jedną rzecz: kim jest dla ciebie, Olga, pan Iwan Czuryłowicz, oprócz tego, że jest kochankiem?".

Dawid Zieliński - według dziennikarki Wyborczej Biz - nie wypadł dobrze podczas tej rozmowy. - Te słowa o Czuryłowiczu w tym momencie, tak zaserwowane, brzmiały absurdalnie, jak klasyczny womenshaiming, czyli wyciąganie kobiecie jakichś prywatnych spraw w zawodowym kontekście - oceniła Sosnowska. I choć Zieliński potem wielokrotnie się kajał za ton, jakiego używał, to i tak w oczach opinii publicznej zapisał się jako ten, który imputował związki ze służbami i dziwne relacje osobiste naukowczyni walczącej o swoją firmę i wynalazki.

Kim jest Iwan/Jan Czuryłowicz?

Olga Malinkiewicz później tłumaczyła, że Iwan - zwany też Janem - to były doradca w Parlamencie Europejskim, pracujący obecnie w Brukseli na rzecz sektora prywatnego. To właśnie on miał "otworzyć oczy" Malinkiewicz na to, że plan naprawczy nie będzie jej służyć. Według naukowczyni Iwan/Jan miał mieć "mocny kręgosłup moralny". Malinkiewicz wskazywała, że Czuryłowicz ma ogromną wiedzę i traktowała go jako doradcę.

Iwan Czuryłowicz to Białorusin, obecnie z polskim paszportem. W młodości związany ze środowiskiem białoruskiej opozycji. Gdy jako student zbierał materiały, które miały wskazywać na fałszowanie wyników referendum z 1996 roku, został aresztowany i de facto zmuszony do wyjazdu do Polski, gdzie otrzymał azyl polityczny. Po kilku latach wyjechał do Brukseli, gdzie w 2004 roku zaczął pracować w Parlamencie Europejskim - jako doradca wiceprzewodniczącego PE Janusza Onyszkiewicza, byłego ministra obrony narodowej.

Czuryłowicz, gdy wrócił do Polski, dzięki znajomościom w polityce trafił do biznesu. Dostał pracę w Polskiej Grupie Energetycznej, a następnie w Enei. Później wyjechał na Ukrainę, gdzie m.in. pracował w firmach energetycznych i był doradcą ds. zagranicznych w sztabie Majdanu. - Kolegom mówił, że jest zatrudniony w Ukrainie w amerykańskim programie pomocowym. Jego żoną - już byłą - była Oksana Shulyar, wysoko postawiona ukraińska dyplomatka, w tym czasie radczyni polityczna, a potem zastępczyni szefa misji w Ambasadzie Ukrainy w Stanach Zjednoczonych - wyjaśniła Sylwia Czubkowska.

Jak podają prowadzące "Techstorie", osoby, które znały Czuryłowicza, wspominają go jako "wyjątkowo dobrze ubranego, pewnego siebie, nonszalanckiego, ambitnego, trochę tajemniczego".

Czuryłowicz doradzał Malinkiewicz

Iwan Czuryłowicz poznał się z Olgą Malinkiewicz w 2016 roku, na gali rozdania nagród na Zamku Królewskim w Warszawie. Oboje zostali laureatami nagrody TVP Polonia "Za zasługi dla Polski i Polaków poza granicami kraju". Szybko się zaprzyjaźnili, a Malinkiewicz chciała, by poznali go jej wspólnicy w Saule: Krych i Kupczunas. Według niej "panowie się jednak nie polubili", a Jan zwrócił jej uwagę, że "ma za dużo zaufania do wspólników".

Z kolei Piotr Krych opowiedział w rozmowie z "Techstoriami", że Malinkiewicz chciała wprowadzić Czuryłowicza na stanowisko dyrektora finansowego, choć ten nie miał odpowiednich kompetencji. - Iwan zaproponował jej, że będzie wiceprezesem spółki i w ciągu tygodnia udowodni, że my z Arturem ukradliśmy 1 mln zł. I jak udowodni, to chce tylko 10 proc., ale dalej pozostanie prezesem - wspominał Krych. I dodał, że na spotkaniu Czuryłowicz wykazał się brakiem wiedzy o zarządzaniu i finansach.

Redakcja poleca

Detektywi na tropie Czuryłowicza

Z resztą, jak wskazała Sylwia Czubkowska, sama Malinkiewicz zaczęła nabierać dystansu do Czuryłowicza. - Stwierdziła, że niepokoją ją niektóre zachowania, choćby takie, że zawsze płaci gotówką, nigdy kartą, że zawsze ma pod ręką spakowaną walizkę. Nieszczególnie chce rozmawiać o swojej przeszłości - wyjaśniła dziennikarka. Dlatego też wspólnicy Saule postanowili prześwietlić Białorusina.

W ten sposób w 2017 r. powstał - specjalnie przygotowany przez wynajętych przez zarząd Saule detektywów - raport na temat życia Iwana Czuryłowicza. Jedna z rzeczy, która szczególnie zwraca uwagę, to przyznanie nagrody TVP Polonia w 2016 r. "Samo przyznanie nagrody TVP Polonia w 2016 r. Czuryłowiczowi jest o tyle ciekawe, że wszystkie osoby z nagrodami rzeczywiście działały poza granicami kraju, zwłaszcza na wschodzie, a jedynie Malinkiewicz, mimo samej nazwy nagrody, mało pasowała do tego towarzystwa. To pozwala podejrzewać, że może chodziło o wykreowanie sytuacji, pozwalającej pojawić się Czuryłowiczowi przy Malinkiewicz".

A sam Czuryłowicz, zapytany przez Sosnowską i Czubkowską, co sądzi o tym, że ludzie, których kiedyś poznał, czuli się wobec niego tak niepewnie, że zamówili taki raport, odparł: "Dzieciaki. Chcieli się bawić w bajki ze szpiegami".

Czuryłowicz jak "Google dla Malinkiewicz"

I chociaż po zapoznaniu się z raportem Olga Malinkiewicz miała zdecydować o zerwaniu znajomości z Czuryłowiczem, to teraz twierdzi, że "raport jest naciągany, jak guma w majtkach na uszy" i że nie szukałaby w nim za bardzo sensacji. Na spotkaniu z "Techstoriami" sam Czuryłowicz zapewniał, że nie ma żadnych bieżących interesów związanych z Saule, a te z przeszłości były wyłącznie grzecznościowe wobec Malinkiewicz.

Podkreśla, że od kwietnia 2025 roku nigdy jego rola nie wykraczała poza wsparcie dla Malinkiewicz z poziomu eksperta od ekonomii i finansów. - "Jestem jak Google. Olga mnie pytała o kolejne ekonomiczne, finansowe, biznesowe kwestie, a ja jej dawałem swoją opinię i podawałem dane. A decyzje musiała już podejmować sama" - cytowała Czubkowska słowa Czuryłowicza.

Czuryłowicz o umowie "ratunkowej" mówił "rabunkowa", komentując, że była to próba wrogiego przejęcia Saule. Na spotkaniu z "Techstoriami" stwierdził, że wojenna ścieżka, na którą weszła naukowczyni, była słuszna, bo "alternatywą dla Olgi Malinkiewicz byłoby niewolnictwo i dalsze upokarzanie".

Saule dalej jest w dramatycznej sytuacji, a konflikt wcale nie zmierza do rozwiązania. Tymczasem Malinkiewicz myśli o tym, by przenieść swoją działalność za granicę. - Pytanie, czy ktoś będzie faktycznie chciał z nią teraz wchodzić w biznes - zastanawiała się Sylwia Czubkowska w ostatnim odcinku "Techstorii".

Źródło: TOK FM