Lekarze biją na alarm i mówią o zjawisku lawinowym. "Z tej choroby się nie wyrasta"
- Otyłe dziecko to przede wszystkim dziecko chore. Z otyłości się nie wyrasta - ostrzega dr Danuta Kurylak z Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy. Już co dziesiąte dziecko poniżej czwartego roku życia zmaga się z nadmierną masą ciała, a brak reakcji rodziców oznacza dla niego przyszłość pełną groźnych chorób.
Statystyki są nieubłagane - tempo przyrostu liczby dzieci z nadwagą w naszym kraju należy do najwyższych w Europie, a lekarze mówią już o zjawisku lawinowym.
Tylko do Poradni Chorób Metabolicznych przy Wojewódzkim Szpitalu Dziecięcym w Bydgoszczy trafia tysiąc pacjentów rocznie. - U nas tempo przerastania liczby dzieci, które mają nadwagę i otyłość jest jednym z najwyższych w Europie - alarmuje dr Danuta Kurylak, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy oraz lekarz poradni metabolicznej. - Główną przyczyną jest przede wszystkim stosowanie wysoko przetworzonych produktów odżywczych, mała aktywność ruchowa, czyli przesiadywanie przed telewizorem, a może bardziej przed komputerem czy telefonem komórkowym i mała ilość snu - wymienia.
30 procent dzieci 7-9 lat ma nadwagę lub otyłość
Nasza rozmówczyni podkreśla, że problem zaczyna się znacznie wcześniej, niż mogłoby się wydawać. Pierwsze błędy popełniane są już na etapie życia płodowego i niemowlęcego, gdy dzieci przyzwyczajane są do wysokich dawek cukru podawanych w słodzonych sokach.
Skutki widać gołym okiem w statystykach: w grupie dzieci do czwartego roku życia nadwagę ma już co dziesiąte dziecko. U starszych dzieci problem dotyczy 30 proc. populacji, a wśród młodzieży powyżej 15. roku życia co piąta osoba zmaga się z nadmierną masą ciała.
- W powszechnym odbiorze nadwaga i otyłość to jest dyskomfort dla pacjenta związany z wyglądem. A nie o to chodzi, bo otyłość to jest po prostu choroba - tłumaczy dr Kurylak. - Choroba, która niesie za sobą ryzyko pojawienia się kolejnych poważnych chorób, które często zagrażają życiu, takich jak cukrzyca, miażdżyca, nadciśnienie, zawały serca i udary mózgu. Częstość chorób nowotworowych w grupie pacjentów z otyłością jest czterokrotnie wyższa niż u pacjentów z prawidłową masą ciała - ostrzega nasza rozmówczyni.
Niska samoocena i depresja
Ekspertka zwraca uwagę na fakt, że otyłość u dziecka to proces, który demoluje organizm na wielu poziomach jednocześnie. Oprócz wspomnianego ryzyka metabolicznego młodzi ludzie muszą mierzyć się z ogromnym obciążeniem kręgosłupa, deformacjami stawów kolanowych oraz dotkliwymi skutkami psychicznymi. Niska samoocena i wykluczenie rówieśnicze często prowadzą do rozwoju depresji.
Tymczasem w społeczeństwie wciąż pokutuje szkodliwy mit, że z otyłości "się wyrasta", a pulchne dziecko to dziecko zdrowe. - To jest fałszywy pogląd. Nadmiar masy ciała nikomu zdrowia nie przyniesie, wręcz przeciwnie. Osoba, która kiedykolwiek przebyła incydent nadwagi czy otyłości, po prostu ma więcej komórek tłuszczowych i w momencie, kiedy "popuści" sobie dietę, to one się wypełniają tłuszczem - tłumaczy dr Kurylak.
- Otyłe dziecko, nieleczone, to jest przede wszystkim dziecko chore. Z otyłości się nie wyrasta, bo dziecko ma nieprawidłowe nawyki żywieniowe i dotyczące snu. Potem, w dorosłe życie zabieramy cały ten bagaż i po prostu narażamy się na śmiertelne choroby - wyjaśnia.
Z nadwagą i otyłością można skutecznie walczyć
Skuteczna walka z chorobą wymaga zaangażowania nie tylko lekarza, ale całego zespołu specjalistów: dietetyka, psychologa i rehabilitanta. Kluczem do sukcesu nie jest jednak "głodzenie" dziecka, lecz zmiana stylu życia całej rodziny.
Na taki krok zdecydowała się pani Agnieszka, której 14-letni syn Franciszek miał problemy z nadmiarowymi kilogramami. - Najpierw skonsultowaliśmy się ze specjalistą w zakresie metabolizmów. Byliśmy na badaniach w szpitalu, które wykluczyły pewne skłonności genetyczne predyspozycje w tym kierunku - opowiada. - Po badaniach wiedzieliśmy już, że problem leży w życiu codziennym, tzn. zbyt mało ruchu, zbyt dużo kalorii - dodaje.
Z pomocą przyszli dietetycy, do których zaleceń dopasowała się cała rodzina - zarówno rodzice, jak i młodszy brat Franciszka. - Musieliśmy w sposób taki uczciwy, szczery, przyjrzeć się temu, co my jemy. Mimo że wydawało nam się, że jemy zdrowo, że w naszym menu jest dużo warzyw i owoców, to pojawiały się też rozmaite przekąski, nad którymi tak naprawdę nie panowaliśmy. Dopiero, jak wszystko spisywaliśmy, zdaliśmy sobie sprawę z tego, ile tego jest - przyznaje nasza rozmówczyni. - Z diety skorzystaliśmy wszyscy, żeby Franka wesprzeć w zmianie nawyków - dodaje.
"Dieta to nie jest cierpienie"
Dla nastolatka zmiana na talerzu nie była bardzo uciążliwa. - Panuje taki dziwny przesąd, że dieta to jest cierpienie, że to jest 24 godziny na dobę sałata i tylko tyle, a to nieprawda - przekonuje Franciszek. - Dieta nie polega na tym, żeby wmuszać w siebie coś, czego się nie lubi, bo to zdrowe. Chodzi o to, żeby ustalić taki jadłospis, który będzie smaczny i jednocześnie zbilansowany - dodaje z pewnością siebie.
Franciszek zaczął też regularnie ćwiczyć. - Na przestrzeni lat ten ruch się zmieniał. Najpierw były spacery, jazda konna i basen. Teraz poszło to bardziej w ćwiczenia na siłowni - opowiada pani Agnieszka. - Poszukujemy takiego ruchu, który będzie dla Franka atrakcyjny, żeby nie musiał się do niego zmuszać - dodaje.
- Ruch to jest coś, co weszło u mnie w krew, coś naturalnego - wtrąca chłopiec. - W tygodniu jest czas na basen, ćwiczenia i po prostu trzeba się zmobilizować - dodaje.
Proces zmiany jest trudny i wymaga ogromnej motywacji. Sukces jest jednak możliwy, co pokazuje historia Franciszka, któremu udało się zredukować masę ciała, a dobre nawyki zostały z rodziną już na stałe. - Brzuch stał się mniejszy, spodnie zaczęły mi spadać. Zacząłem mieścić się w ubrania, które kiedyś były "na styk" - cieszy się 14-latek. - Widać to. Zacząłem to zauważać - dodaje.
Każda próba powrotu do prawidłowej wagi jest inwestycją w długość i jakość życia dziecka.
Żródło: Tokfm.pl/ Fot. BURGER/PHANIE/ East News