Polska powinna wycofać ten artykuł Kodeksu karnego? "To absurd"
Zgodnie z decyzją sądu działacz opozycji z czasów PRL, związany obecnie z "Gazetą Polską" Adam Borowski ma odbyć karę pół roku więzienia po tym, jak nie przeprosił posła KO Romana Giertycha za jego zniesławienie. - Wykorzystywanie artykułu 212 Kodeksu karnego w tego typu postępowaniach to absolutne nadużycie - oceniła w TOK FM była zastępczyni RPO Hanna Machińska.
- Warszawski sąd rejonowy zarządził wykonanie kary sześciu miesięcy więzienia wobec Adama Borowskiego w sprawie zniesławienia Romana Giertycha;
- Była zastępczyni RPO Hanna Machińska oceniała w TOK FM, że wykorzystanie art. 212 Kodeksu karnego, "w tego typu postępowaniach jest absolutnym nadużyciem";
- "To jest straszne, że jesteśmy na etapie, w którym mówimy o ostatecznym rozwiązaniu, czyli ułaskawieniu" - powiedziała nawiązując do zapowiedzi kancelarii prezydenta.
We wtorek warszawski sąd rejonowy zdecydował w sprawie wykonania kary pozbawienia wolności wobec opozycjonisty z czasów PRL Adama Borowskiego za znieważenie prawnika i posła KO Romana Giertycha. To orzeczenie wykonawcze jest kolejną odsłoną sprawy toczącej się wobec Borowskiego, obecnie szefa warszawskiego klubu "Gazety Polskiej", w związku z jego wypowiedzią w TV Republika z 2020 roku. W kontekście sprawy spółki Polnord powiedział wówczas, że Giertych jest adwokatem, który "współpracuje z przestępcami i zapewniał nie tylko tarczę prawną, ale dawał swoich znajomych, żeby byli 'słupami'". Poskutkowało to prywatnym aktem oskarżenia za zniesławienie wobec Borowskiego sformułowanym przez Giertycha.
Jak donosił portal oko.press, w listopadzie 2023 r., sąd w tej sprawie warunkowo umorzył postępowanie przeciwko Borowskiemu, na rok próby. "Borowski nie wykonał przeprosin, na co miał aż rok. (...) Dlatego sąd na nowo podjął sprawę. 24 kwietnia 2025 r. sąd wydał drugi wyrok, w którym skazał już Borowskiego na pół roku więzienia" - pisał portal. Kara była w zawieszeniu, ale nadal nie był wykonywany obowiązek przeprosin.
Z kolei we wtorek, jak poinformowało m.in. Radio Wnet, "sąd uznał, że Borowski nie wykonał nałożonego obowiązku przeprosin, dlatego zdecydował o zarządzeniu wykonania kary sześciu miesięcy pozbawienia wolności". Decyzja nie jest jeszcze prawomocna, obrona zapowiada zaskarżenie. Sam Borowski powiedział w Radiu Wnet: "Nie przeproszę. Mogę iść do więzienia".
Jacek Żakowski pytał w "Poranku TOK FM" byłą zastępczynię rzecznika praw obywatelskich Hannę Machińską, "czy czeka nas wysyp więźniów politycznych". Wspomniał przy tym też o sprawie lidera Obywateli RP Pawła Kasprzaka oraz o dwóch oskarżonych uczestniczkach Ostatniego Pokolenia Julii P. i Mariannie J. Kasprzak został skazany na 15 dni aresztu za udział w blokadzie ulicy podczas protestu klimatycznego Ostatniego Pokolenia. Natomiast 3 kwietnia ma zapaść wyrok w sprawie aktywistek, które oblały farbą pomnik Syrenki Warszawskiej. Grożą im kary grzywny, ograniczenia lub pozbawienia wolności.
"Nie powinien być to tak opresyjny system"
Machińska wskazała, że "pan Borowski jest osobą bardzo chorą i to element, który powinien być wzięty pod uwagę przez sąd". - Wykorzystywanie artykułu 212 Kodeksu karnego w tego typu postępowaniach jest absolutnym nadużyciem. Organy międzynarodowe apelowały do Polski, żeby znieść ten artykuł, bo to jest knebel, który jest stosowany przeciwko działaczom - mówiła. Jej zdaniem "to absurd".
Art. 212 Kodeksu karnego dotyczy przestępstwa zniesławienia. Przewiduje odpowiedzialność karną za pomawianie osoby, grupy lub instytucji o takie postępowanie lub właściwości, które mogą ją poniżyć w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu. W zależności od formy (np. w mediach) grozi za to grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności.
Szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki przekazał, że prezydent Karol Nawrocki, powołując się na przepisy konstytucji dotyczące prawa łaski, zażądał od Prokuratora Generalnego Waldemara Żurka akt sprawy Borowskiego.
Zdaniem Machińskiej "to jest straszne, że jesteśmy na etapie, w którym mówimy o ostatecznym rozwiązaniu, czyli ułaskawieniu". - To skazanie nie powinno mieć miejsca. Ktoś powie "no dobrze, ale nie chciał przeprosić". Ja myślę, że są inne drogi do tego, żeby się porozumieć. W żadnym razie nie powinien być to tak opresyjny system - uważa była zastępczyni RPO.
Na pytanie, co obywatele mogą zrobić w związku z tym, odparła: "Możemy pisać, protestować, władza musi liczyć się z naszym głosem". - Nie może być tak, że wracamy do niedobrej przeszłości - powiedziała Hanna Machińska.
Gościni TOK FM pytana, co powiedziałaby sędziom, którzy zdecydują w sprawie dwóch aktywistek, zaznaczyła, że "stosowanie najbardziej dotkliwych środków jest absolutnie nie na miejscu". - Musimy wziąć pod uwagę pobudki społeczne, które kierowały tymi ludźmi, rację publiczną. To był dramatyczny głos, aczkolwiek dla mnie ten głos przekracza jakieś miary - mówiła.
Podkreśliła też przy tym, że głos społeczeństwa musi się liczyć. - Jesteśmy w państwie demokratycznym. Mam nadzieję, że sędziowie te racje wyważą i orzeczenie będzie sprawiedliwe. Tylko tyle możemy powiedzieć, bo nie możemy naciskać na niezależny sąd - podsumowała w TOK FM.
Źródło: TOK FM, PAP