Rada Pokoju nie dla Polski, ale są plusy. "Rozgrywka dobrze poprowadzona"
- Jeśli potrzebujemy Trumpa, żeby premier się dogadał z prezydentem, a prezydent z premierem to bardzo dużo mówi o stanie naszej wewnętrznej sytuacji - mówił w TOK FM Konstanty Gebert, współpracownik "Kultury Liberalnej".
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego według komentatorów "Poranka TOK FM" Polska nie powinna przystępować do Rady Pokoju?
- Jaki wpływ miało zaproszenie Karola Nawrockiego do Rady na jego relacje z premierem?
Donald Trump zainaugurował w szwajcarskim Davos powołaną przez siebie Radę Pokoju. Państwa członkowskie mają być wybierane przez Trumpa na trzyletnie kadencje, chyba że zapłacą ponad 1 mld dolarów w gotówce za stałe członkostwo.
Zaproszenie Trumpa do udziału w Radzie przyjęło zdecydowanie mniej państw niż wysłano zaproszeń. Prezydent USA chciał, by w tym gronie znalazło się około 50 przywódców. Niektórzy wciąż się zastanawiają, a część - jak na przykład prezydent Francji Emmanuel Macron - od razu odrzuciła zaproszenie. Jak w tej sytuacji powinna zachować się Polska?
Jak ocenił w TOK FM Roman Imielski z "Gazety Wyborczej", nie powinniśmy "absolutnie" przystępować do Rady Pokoju. - Nawet ludzie z otoczenia Karola Nawrockiego byli przerażeni jednak tym, żeby usiąść przy jednym stole z Łukaszenką czy Putinem - mówił.
Jak od razu dodał, dobrze się też stało, że Karol Nawrocki wymówił się tym, że takie jest prawo w Polsce. - Czytaj: trzeba tutaj zgody parlamentu, rządu itd. Tu akurat jest mu po drodze z Konstytucją. Co nie zmienia faktu, że sama rozrywka była dobrze poprowadzona. Przy czym mam nadzieję, że ona jednak była ustalona z rządem - podkreślił.
Nie wykluczył jednak, że sam Karol Nawrocki być może chciałby być w radzie "ze względu na bliskie relacje Trumpa i pomysł, że chciałby być polskim Trumpem".
Także zdaniem Agnieszki Wiśniewskiej z "Krytyki Politycznej", również gościni TOK FM, nie powinniśmy być w Radzie Pokoju. Ale, jak podkreśliła, "nie powinniśmy od razu mówić, że w niej nie będziemy". - Chodzi o to, by nie zamykać sobie, przynajmniej dziś, różnych możliwości - argumentowała.
Zwróciła też uwagę, że "paradoksalnie ta sytuacja wymusiła dogadanie się prezydenta z premierem, co wydaje się jedyną dobrą rzeczą, która z tego wyniknęła".
- Jeśli potrzebujemy Trumpa, żeby premier się dogadał z prezydentem, a prezydent z premierem to bardzo dużo mówi o stanie naszej wewnętrznej sytuacji - podkreślił także w TOK FM Konstanty Gebert, współpracownik "Kultury Liberalnej".
Źródło: TOK FM, PAP