Polityka wygrała z edukacją zdrowotną. "Szkoda. Wskaźniki dotyczące dzieci biją na alarm"
- Edukacja zdrowotna wchodzi do szkół od września, ale nie będzie - choć początkowo tak planowano - przedmiotem obowiązkowym.
- Środowiska konserwatywne krytykują przedmiot jako seksualizujący dzieci, ale w ocenie nauczycielki WDŻ Tosi Kopyt, ma on właśnie temu zapobiegać.
- Edukatorka i psycholożka zwróciła w TOK FM uwagę, że różne wskaźniki dotyczące zdrowia młodych - związane z masą ciała, niskim poziomem ruchu, kontaktem z treściami pornograficznymi czy ilością czasu spędzanego w internecie - biją na alarm.
Edukacja zdrowotna ma być nieobowiązkowa. Swoją decyzję ministra edukacji Barbara Nowacka uzasadnia koniecznością chronienia szkoły przed awanturą polityczną. Przeciwko edukacji zdrowotnej ostro protestuje prawica, która twierdzi, że nowy przedmiot miałby prowadzić do rzekomej seksualizacji dzieci.
- Przyjmuję tę decyzję z pewnym rozczarowaniem, ale nie z jakimś wielkim zdziwieniem. Dlatego, że temat seksualności zawsze budził wielkie emocje i nieporozumienia. I niestety, trzeba wprost powiedzieć - po prostu był wykorzystywany politycznie, a nie dla dobra dzieci, młodzieży czy też dorosłych - mówiła w "Przedpołudniu Radia TOK FM" nauczycielka wychowania do życia w rodzinie, psycholożka i edukatorka seksualna Tosia Kopyt.
W jej ocenie, bardzo ważne było to, żeby ten przedmiot był obowiązkowy. - Dlatego, że różne wskaźniki dotyczące zdrowia młodych - związane z masą ciała, niskim poziomem ruchu, kontaktem z treściami pornograficznymi, czy ilością czasu spędzanego w internecie, biją na alarm i należało coś z tym zrobić. Więc po prostu powiem: szkoda - zaznaczyła rozmówczyni Anny Piekutowskiej.
To nie wszystko, co mamy dla Ciebie w TOK FM Premium. Spróbuj, posłuchaj i skorzystaj ze specjalnej oferty. Wejdź tutaj, by znaleźć szczegóły >>
Barbara Nowacka wskazała, że nie mogła pozwolić, by radykałowie zakłócali lekcje. - Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, bo jednak każda szkoła jest jakąś społecznością i myślę, że można rozmawiać inaczej, niż wpadając na lekcje. Chociażby tłumacząc rodzicom, czego uczymy i dlaczego to ważne. Naprawdę mamy przeróżne dane, z których sobie czasami nie zdają sprawy - np. że średni wiek pierwszego kontaktu z treściami pornograficznymi polskich dzieci to jest w tym momencie 11 lat, czyli mniej więcej piąta klasa szkoły podstawowej. Zdecydowana większość dzieci nie rozmawia na ten temat z rodzicami - mówiła Kopyt.
- Więc naprawdę bardzo ważne jest, żeby w szkole dostali informacje na ważne tematy - o dojrzewaniu, przemocy seksualnej. Podstawa programowa była chwalona za ujęcie właśnie tego tematu, nawet przez niektórych przeciwników tego, żeby edukować o seksualności w szkole. Że rzeczywiście te treści dotyczące zapobiegania przemocy seksualnej wobec dzieci są naprawdę dobrze opracowane. I tego bardzo szkoda - podsumowała nauczycielka wychowania do życia w rodzinie, psycholożka i edukatorka seksualna.