Dramatyczna sytuacja na Bliskim Wschodzie. "Iran okazuje się dość bezbronny"
- Według informacji medialnych Biały Dom prowadzi "dyskusje" z Iranem o możliwym spotkaniu wysłannika Trumpa z szefem irańskiego MSZ;
- Ekspert ds. Bliskiego Wschodu Jarosław Kociszewski ocenił, że trudno przewidzieć kierunek polityki Trumpa;
- Według Kociszewskiego w Izrael mówi się o dwóch scenariuszach - wsparcie USA w ataku na irański ośrodek nuklearny Fordo lub porozumienie USA z Iranem za plecami Izraela, wymuszające zakończenie wojny;
- Kociszewski podkreślił, że Iran okazuje się słabszy wojskowo, niż sądzono.
W poniedziałek portal Axios podał, że Biały Dom prowadzi dyskusje z Iranem na temat możliwości spotkania między wysłannikiem prezydenta Trumpa Stevem Witkoffem i szefem MSZ Iranu Abbasem Aragczim. - Nie wiemy tego, czy jesteśmy na progu jakichś rozmów, bo Donald Trump już wielokrotnie pokazywał, jak chaotyczna może być jego polityka - powiedział w "Pierwszym programie" w Radiu TOK FM Jarosław Kociszewski, były korespondent Polskiego Radia w Izraelu, ekspert zajmujący się Bliskim Wschodem.
Dodał, że sami Izraelczycy mówią o dwóch scenariuszach w sprawie dziejących się obecnie wydarzeń.
Jak wskazał Kociszewski pierwszy to oczekiwanie przez Izrael włączenia się do wojny z Iranem przez Stany Zjednoczone. Chodzi, jak tłumaczył, o pomoc w zbombardowaniu ośrodka nuklearnego Fordo, który jest ukryty głęboko pod ziemią. - Amerykanie mają ciężkie bomby, które byłyby prawdopodobnie w stanie ten ośrodek zniszczyć - dodał Kociszewski.
Posłuchaj podcastu!
Drugi scenariusz, o którym mówią Izraelczycy, jest kompletnie inny. Ekspert powiedział, że zakłada on, iż amerykanie dogadają się z Iranem za plecami Izraela i zażądają od niego zakończenia wojny. - Sami (USA - przyp. red.) w jakiś sposób doprowadzą do normalizacji relacji z Iranem, niekoniecznie uwzględniając wszystkie interesy Izraela - powiedział. Wskazał, że "nie jesteśmy w stanie powiedzieć, w którą stronę w tej chwili to zmierza". - Są doniesienia w jednym i w drugim kierunku - dodał.
Zdolności wojskowe Iranu
Kociszewski zwrócił uwagę, że Iran jest znacznie słabszy militarnie, niż sądzono, choć jak zaznaczył, jest to potężny kraj i przynajmniej w teorii ma dwie potężne armie. - Mimo to okazują się one być całkowicie niezdolne do zatrzymania Izraela i bardzo możliwe, że coraz mniej zdolne do skutecznej odpowiedzi - dodał. Wskazał, że ostatniej nocy Iran trzykrotnie atakował Izrael, ale salwa rakiet była stosunkowo nieduża. - To było za każdym razem niespełna 10 rakiet, które były skutecznie przechwytywane przez izraelską i amerykańską obronę powietrzną, bo Amerykanie wspierają tutaj Izraelczyków swoim systemem - powiedział.
Przytoczył też słowa przedstawicieli armii Izraela skierowane do premiera Beniamina Nataniahu. - Armia już wczoraj poprosiła premiera, aby za szybko wojny nie kończył, tzn. jak to powiedziano, "pozwolił im jeszcze trochę popracować", czyli jeszcze bardziej osłabić armię irańską - dodał.
Co według Kociszewskiego oznacza, że nawet gdyby Amerykanie osiągnęli porozumienie niekorzystne dla Izraela, to zarówno program rakietowy jak i program nuklearny Iranu "zostanie przynajmniej o kilka lat cofnięty" po atakach Izraela.
Ekspert powiedział, że dokładna lista celów Izraela w Iranie nie jest znana. Jak wskazał, Izraelczycy twierdzą, że ścigają wyrzutnie irańskich rakiet, bo z perspektywy ich bezpieczeństwa to jest najważniejsze. - Iran ma zdecydowanie więcej rakiet niż wyrzutni, więc niszczenie wyrzutni jest najskuteczniejszym sposobem ograniczania skali ataków - dodał.
Dlaczego Izrael zaatakował Iran?
Przypomniał, że w ostatnich miesiącach Iran bardzo przyspieszył produkcję rakiet balistycznych i miał być to jeden z powodów izraelskiej decyzji o ataku.
- Iran przystępując do wojny, mógł mieć od 2 do 3 tys. rakiet balistycznych, a w ciągu najbliższych lat liczba ta mogłaby wzrosnąć do 10 tys. I wtedy rzeczywiście byłby w stanie realnie zagrozić Izraelowi - powiedział.
Jednorazowe ataki na Izrael mogłyby zostać przeprowadzone wtedy dużo większą liczba rakiet niż obecnie. - I mogłyby one zadać Izraelowi potężne ciosy, bo potrafią być bardzo precyzyjne, co pokazał chociażby wczorajszy atak na rafinerię w Hajfie - dodał.
Kociszewski powiedział, że atak Izraela na Iran to konsekwencja działań które "demontują strukturę bezpieczeństwa Iranu". Jak mówił, najpierw Izrael osłabił Hamas, potem zniszczył struktury militarne Hezbollahu w Libanie, "co w pewnym stopniu przyczyniło się do upadku reżimu w Syrii, który był sojusznikiem Iranu". - Po zdemontowaniu tej struktury bezpieczeństwa Iranu, który miał nadzieję, że wojna będzie się toczyła poza jego granicami, sam Iran okazuje się znacznie słabszy w konfrontacji z nowoczesną zachodnią wojskową technologią, wykorzystywaną niesłychanie kompetentnie - powiedział Kociszewski. - Iran okazuje się dość bezbronny w tej chwili - dodał.