,
Obserwuj
Polityka

"To mógł być błąd Nawrockiego". Były szef BOR ostrzega

4 min. czytania
07.08.2025 06:48
- To zawsze jest sytuacja alertu dla ochrony osobistej, bo to są jedne z najbardziej niebezpiecznych sytuacji, zatrzymanie się, spontaniczne wejście w tłum. Widzieliśmy, jak to się skończyło na Słowacji - tak o zachowaniu Karola Nawrockiego podczas uroczystości związanych z przekazaniem urzędu prezydenta mówił tokfm.pl były szef BOR Mirosław Gawor.
|
|
fot. Robert Kowalewski / Agencja Wyborcza.pl

 

  • Karol Nawrocki podczas uroczystości związanych z zaprzysiężeniem na prezydenta chciał być jak najbliżej ludzi;
  • Prezydent wyszedł m.in. do tłumu zgromadzonego przed Sejmem, zatrzymał się też przed stadionem Legii Warszawa;
  • Zdaniem byłych funkcjonariuszy BOR naraża to jednak głowę państwa na niebezpieczeństwo.

 

Karol Nawrocki został w środę zaprzysiężony na Prezydenta RP. Nowa głowa państwa zaskoczyła przy tym kilkoma zachowaniami, których nie było w oficjalnym harmonogramie uroczystości. Nawrocki wyszedł chociażby do swoich sympatyków zgromadzonych przed Sejmem. W drodze na mszę w Bazylice Archikatedralnej p.w. Męczeństwa św. Jana Chrzciciela niespodziewanie zatrzymał także kolumnę na środku drogi i wysiadł przywitać się z osobami zgromadzonymi przed stadionem Legii Warszawa.

- Każde takie odstępstwo przykuwa uwagę. To gest, który zostanie odnotowany. To taka wiadomość, że nowy prezydent jest blisko ludzi, rozmawia, spotyka się, ściska dłonie. To bardzo pozytywny obrazek dla wizerunku prezydenta. To atrakcja, zwłaszcza dla mediów - zaznaczył w rozmowie z tokfm.pl dziennikarz 'Newsweeka' Jacek Gądek.

"To są jedne z najbardziej niebezpiecznych sytuacji"

Tego typu zachowania mogą jednak stwarzać trudności w zakresie ochrony bezpieczeństwa głowy państwa. - Są pewne podstawowe zasady. Jeżeli jest to planowane i wcześniej jest sygnalizowana przez prezydenta chęć wyjścia, przywitania się, zamienienia kilku słów, to służba jest na to przygotowana. Możemy wytypować miejsce do zatrzymania się, żeby nie było ono przypadkowe i to miejsce otoczyć szczególnymi środkami bezpieczeństwa - powiedział tokfm.pl Mirosław Gawor, były szef BOR, który dbał m.in. o bezpieczeństwo prezydenta Lecha Wałęsy.

Nawrocki wybije się na niepodległość? 'Rośnie gracz zupełnie innego kalibru niż Duda'

Jak jednak podkreślił, 'są to bardzo trudne sytuacje'. - Trudno jest sprawdzić takie spontaniczne zgromadzenie. Ale jeśli wiemy wcześniej, to przynajmniej możemy sprawdzić teren, ogrodzić go, postawić bramki pirotechniczne, żebyśmy mieli gwarancję, że eliminujemy w ten sposób broń. A jednocześnie wpuszczamy funkcjonariuszy, którzy nie są umundurowani, których zadaniem jest obserwować zgromadzenie i najbliższe otoczenie, w którym porusza się prezydent. Ale to zawsze jest sytuacja alertu dla ochrony osobistej, bo to są jedne z najbardziej niebezpiecznych sytuacji, zatrzymanie się, spontaniczne wejście w tłum - wskazał Gawor.

Rozmówca tokfm.pl przypomniał chociażby dramatyczne zdarzenie z 2024 r., gdy postrzelony został Robert Fico. - Widzieliśmy, jak to się skończyło na Słowacji - zamachem na premiera przez przypadkową osobę. Więc takich sytuacji po prostu nie można lekceważyć. Bo nigdy nie możemy założyć, że 100 proc. zgromadzonych to osoby nam przyjazne. A poza tym podstawowym zadaniem służby ochrony jest prewencja - przewidywanie zdarzeń i przeciwdziałanie im. Działanie post factum jest już tutaj bez znaczenia - mówił były funkcjonariusz BOR.

I dodał, że służby zawsze muszą być przygotowane na najgorsze. - A teraz, w sytuacji kiedy za granicą mamy otwarty konflikt zbrojny, tym bardziej nie wiemy, czy jakaś broń nie została przemycona. Musimy to przewidywać. Dlatego trzeba podejmować szczególne środki bezpieczeństwa. Nigdy nie możemy podchodzić standardowo, bo największym niebezpieczeństwem dla każdej służby ochrony jest rutyna - ocenił Gawor.

Pierwszy dzień Karola Nawrockiego jako prezydenta. "Trzeba to naprawić"

Jak jednak zaznaczył, są to pierwsze dni Karola Nawrockiego w nowej roli, więc dopiero uczy się on pewnych zasad. - I leży w naszym wspólnym interesie, żeby się do nich stosował. Wtedy daje to dużą szansę służbie ochrony, żeby była skuteczna. A takie niesygnalizowane rzeczy czasami kończą się w sposób jak najmniej pożądany. Więc jeśli to było nieuzgodnione i spontaniczne - czego nie wiem - to trzeba to jak najszybciej naprawić - zaznaczył rozmówca tokfm.pl.

Także w ocenie Mariana Janickiego, byłego szefa BOR "takie spontaniczne wyjścia mogą się zdarzyć tylko dzisiaj" [chodzi o 6 sierpnia]. - To jest pierwszy dzień, prezydent chce podziękować zwolennikom. Ale jak zacznie się normalna praca - zabezpieczenie wizyt prezydenta w miejscach czasowego pobytu, to takiego czegoś nie będzie. I Służba Ochrony Państwa na pewno wytłumaczy panu prezydentowi, jak to powinno przebiegać, czym to grozi i myślę, że tutaj dojdą do wspólnego mianownika - wskazał w rozmowie z nami.

Dlaczego prezydent Nawrocki 'ugniatał kapustę'? Gest, który mówi wszystko

Jak mówił, "oczywiście jeśli prezydent sobie życzy, to wejdzie w tłum". - Natomiast całe bezpieczeństwo spada wtedy na Służbę Ochrony Państwa, żeby to zabezpieczyć tak, żeby się nic nie stało. Dzisiaj są to zapewne zwolennicy pana prezydenta, ale myślę, że z biegiem czasu to będą rzeczy z góry ustalone i będą miejsca, gdzie będzie mógł wyjść do zgromadzonych ludzi. Bo prezydent na pewno zrozumie, że zadaniem SOP jest ochrona go przed jakimkolwiek zagrożeniem i tutaj nie będzie sporu prezydent-ochrona - ocenił.