"Wielki triumf frakcji maślarzy". Dlaczego PiS stawia na Czarnka?
- Przemysław Czarnek to zawodnik wagi ciężkiej i jeśli został namaszczony na kandydata PiS na premiera to on tego tytuły nie odda tak łatwo - mówił w rozmowie z tokfm.pl Jacek Gądek z "Newsweeka". Dodaje, że konwencja w Krakowie to "wielki triumf frakcji maślarzy".
"Wielki triumf frakcji maślarzy". Dlaczego PiS stawia na Czarnka?
Podczas sobotniej konwencji w Polskim Towarzystwie Gimnastycznym "Sokół" w Krakowie lider PiS Jarosław Kaczyński ogłosił, że Przemysław Czarnek będzie kandydatem ugrupowania na premiera w najbliższych wyborach parlamentarnych.
- Czarnek był jednym z faworytów. Na dwa dni przed stawało się to bardzo prawdopodobne i takie też sygnały płynęły z Nowogrodzkiej. Z kolei na parę godzin przed konwencją wiele osób z PiS mówiło wprost: To będzie Przemek - komentuje w rozmowie z tokfm.pl Jacek Gądek z "Newsweeka".
Jak dodaje, zadecydowało o tym kilka czynników, w tym m.in. fakt, że to "polityk młodszego pokolenia, poniżej 50. roku życia".
Z informacji uzyskanych przez PAP wśród rozmówców z PiS wynikało, że w lutym na liście potencjalnych kandydatów partii na premiera były cztery osoby - oprócz Czarnak także obecny szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki, posłanka Anna Krupka oraz europoseł PiS i wiceprezes partii Tobiasz Bocheński. Na liście nie znaleźli się wiceprezesi PiS: były premier Mateusz Morawiecki oraz Patryk Jaki, który był działaczem Suwerennej Polski.
- Kluczową rzeczą przy tym wyborze jest też to, że Czarnek jest w elektoracie PiS, a nawet szerzej niż PiS, bardzo szanowany, a wśród szeregowych członków PiS wręcz ubóstwiany. Dlaczego? Mówi bardzo dosadnie, publicystycznie, przerysowuje, potrafi przemawiać. Chociaż jest profesorem, prawnikiem, konstytucjonalistą ma zdolność, bym mówić bardzo prostym językiem. Mógłbym na wyrost, ale porównać go do Lecha Wałęsy. Lech Wałęsa potrafił mówić bardzo prostym językiem, którego profesorowie nie rozumieli, a jednak lud robotniczy bardzo dobrze przyjmował to, co mówił - wskazuje.
Innymi słowy, podkreśla nasz rozmówca, "Czarnek potrafi walić między oczy". - On się nie patyczkuje. On wychodzi i mówi wprost: "Tusk to otwarta opcja niemiecka". Kropka. Wychodzi i mówi: "Mama, tata". Kropka. Jest absolutnie prosty przekaz, który trafia do elektoratu prawicowego. Stąd też Czarnek powinien doskonale spełnić podstawowy cel, czyli przyciągać na powrót elektorat PiS do PiS-u. Ludzi, którzy albo czmychnęli do Brauna, albo do Bosaka, albo niezdecydowanych - dodał.
Zastrzegł jednak od razu, że to zadanie nie będzie proste. - Owszem niektórych wyborców, zwłaszcza tych rozczarowanych PiS, ale tych którzy nie przeszli ani do Konfederacji, ani do Brauna może przyciągnąć. Ale jak ktoś to zrobił, to będzie dużo trudniej. Faktem jest jednak, że Czarnek ma wizerunek twardoprawicowy, nie centroprawicowy. Może być więc tak, jeśli Jarosław Kaczyński szukał kogoś, kto będzie lepem na twardoprawicowych wyborców to spośród PiS-owskiego topu trudno byłoby znaleźć lepszego kandydata - dopowiada nasz rozmówca.
Według doniesień medialnych, w ostatnim czasie na liście - oprócz m.in. wiceprezesów PiS - znaleźli się także samorządowcy, m.in. prezydent Stalowej Woli Lucjusz Nadbereżny, prezydent Otwocka Jarosław Margielski oraz prezydent Chełma Jakub Banaszek.
"Zawodnik wagi ciężkiej"
W tym samym miejscu PiS ogłosił w przeszłości swoich kandydatów na prezydentów: Andrzeja Dudę i Karola Nawrockiego.
- My znów z hali "Sokoła" po prezydencie Andrzeju Dudzie, po prezydencie Karolu Nawrockim wsiadamy do tego znakomicie naoliwionego, przygotowanego polskiego pociągu szybkich prędkości, po to, żebyśmy wszyscy wygrali dla Polski. Jak słyszałem, mam być maszynistą w tym pociągu. Prezes Jarosław Kaczyński jest kierownikiem - podkreślił wiceprezes PiS, były minister edukacji podczas swojego wystąpienia. Dodał, że w takim pociągu wszyscy mają swoje miejsce. W tym kontekście wymienił m.in. byłych premierów, wiceprezesów PiS Beatę Szydło czy Mateusza Morawieckiego.
- Czarnek będzie dobrą lokomotywą? Dojedzie w ogóle do wyborów? - dopytuję.
- Przemysław Czarnek to zawodnik wagi ciężkiej i jeśli został namaszczony na kandydata PiS na premiera to on tego tytułu nie odda tak łatwo. To ostatnia rzecz, o której by teraz zapewne myślał, by przestać być kandydatem, choć do wyborów jest jeszcze ok. półtora roku. Czy dojedzie z sukcesem i odzyska elektorat PiS, to już pytanie za milion - odpowiada Jacek Gądek.
Jego zdaniem, spośród znanych polityków PiS ma na to jednak największe szanse. - W wyborach 2023 roku PiS zdobyło ponad 35 proc. poparcia, dziś poparcie partii Kaczyńskiego czasem spada do 20 proc., wiec jest co odzyskiwać. Wydaje się, że Czarnek przynajmniej część prawicowego elektoratu jest w stanie "odbić" - dopowiada.
"Wielki triumf frakcji maślarzy"
"A więc trzy Konfederacje przeciwko nam. Nie ma czego się bać, ale nie można ich lekceważyć. Jedno jest pewne: w 2027 Polskę czeka gra o wszystko" - skomentował premier we wpisie na X w sobotę po konwencji PiS.
Jak ocenia dziennikarz "Newsweeka" przekaz, że "oto teraz są trzy Konfederację, a prawica generalnie ma gębę Brauna to dobrze skrojona narracja Donalda Tuska, dobrze uszyty spin premiera". - Tyle, że patrząc oczami wyborcy prawicowego, to nie tak, że wszyscy są Konfederacjami. Przecież twardy elektorat prawicowy patrzy na PiS jako na miękiszonów i chce twardszej prawicy, dlatego przechodzi a to do Konfederacja, a to to Konfederacji Korony Polskiej - wskazuje Jacek Gądek.
Podkreśla, że PiS i Czarnek mają ambicje, by wyrwać tyle wyborców Konfederacji, ile się da, nie tworzyć trzecią Konfederację.
Dziennikarz "Newsweeka" na koniec zastrzega, że konwencja w Krakowie to też "wielki triumf frakcji maślarzy". - Zawiązując sojusz przyjęli dwa cele: zablokować drogę powrotu Mateusza Morawieckiego na fotel premiera i wydać kandydata na premiera z własnego grona. Tak, by Jarosław Kaczyński wybierał spośród Jakiego, Bocheńskiego i Czarnka. Po ponad pół roku wojny domowej w PiS maślarze ten projekt odpowiedź, bo oto czołowy maślarz został kandydatem na premiera - podsumowuje w tokfm.pl.
Przypomnijmy, od końca listopada ub.r. w PiS trwa konflikt między zwolennikami byłego premiera Mateusza Morawieckiego nazywanymi "harcerzami" a grupą jego przeciwników, skupioną m.in. wokół Przemysława Czarnka, Jacka Sasina, Tobiasza Bocheńskiego i Patryka Jakiego, zwaną "maślarzami", czy frakcją byłego szefa resortu sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. W nieoficjalnych rozmowach z PAP politycy PiS przyznawali, że Morawiecki i jego frakcja "harcerzy" zachowują się z punktu widzenia spoistości partii niedopuszczalnie, kwestionując nawet przywództwo prezesa Jarosława Kaczyńskiego i robiąc wszystko, by ich wyrzucono.
Źródło: TOK FM, PAP