10 kontroli, żadnych działań. Urzędnicy nie byli w stanie zamknąć nielegalnego wysypiska śmieci
- Przez lata w gminie Pakość działało nielegalne składowisko odpadów;
- Choć zatrzymano 34 osoby i wydano decyzję o zamknięciu tego miejsca, to historia ma jednak ciąg dalszy;
- Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Toruniu przeprowadził aż 10 kontroli, jednak nie podjął żadnych działań zmierzających do zlikwidowania składowiska;
- Dlatego Wojewoda Kujawsko-Pomorski złożył zawiadomienia do prokuratury w sprawie niedopełnienie obowiązków przez urzędników.
W Giebni, niewielkiej wsi w gminie Pakość (woj. kujawsko-pomorskie), ujawniono jedno z największych nielegalnych składowisk odpadów w Polsce, prowadzone na terenie gminnym przez Przedsiębiorstwo Usług Gminnych (PUG). Zgodnie z planem miało funkcjonować przez 65 lat, jednak zostało zapełnione w ciągu zaledwie kilku lat działalności.
Przywieziono tu nielegalnie ponad milion ton odpadów, w tym substancji niebezpiecznych, takich jak benzen, fenole czy benzoapireny, które mogą prowadzić do poważnych zagrożeń dla środowiska i zdrowia okolicznych mieszkańców.
Niebezpieczne odpady i zagrożenie dla środowiska
Według ustaleń Najwyższej Izby Kontroli (NIK), w latach 2018–2023 ilość przyjętych odpadów wzrosła niemal dwukrotnie w porównaniu do lat 2012–2017. Co więcej, śmieci przyjmowano po stawkach od półtora do ponad cztery razy niższych od średnich cen ustalonych na 22 innych składowiskach odpadów.
Sprawą gigantycznego przyrostu śmieci zajęła się Prokuratura Regionalna w Łodzi oraz Centralne Biuro Śledcze Policji (CBŚP). W toku śledztwa zatrzymano 34 osoby, w tym kierownika składowiska, który usłyszał zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. Czternaście z tych osób zostało tymczasowo aresztowanych. W październiku 2024 roku marszałek województwa podjął decyzję o zamknięciu składowiska odpadów, a gmina została z ogromnym kłopotem. Koszty utylizacji mogą sięgnąć bowiem kilku miliardów złotych.
Wojewoda składa doniesienie do prokuratury
Sprawa ma swój ciąg dalszy, bo Wojewoda Kujawsko-Pomorski złożył 27 maja zawiadomienia do prokuratury w sprawie niedopełnienie obowiązków i braku nadzoru ze strony urzędników. W wyniku przeprowadzonych audytów oraz kontroli, zarówno wewnętrznych jak i prowadzonych przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska, ujawniono poważne nieprawidłowości w funkcjonowaniu Delegatury Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Toruniu. - Zdecydowałem o czasowym zawieszeniu działalności delegatury. Została tam już tylko część pracowników, którzy otrzymali propozycję pracy w Bydgoszczy - poinformował Michał Sztybel.
Z dokumentów wynika, że w Giebni przeprowadzono 10 kontroli, jednak nie podjęto żadnych działań zmierzających do zamknięcia niebezpiecznego składowiska. - W mojej ocenie poprzedni Wojewódzki Inspektor Ochrony Środowiska mógł zareagować i było to jego obowiązkiem, a brak reakcji przyczynił się do realnych strat w budżecie państwa, ale i pozwolenia na to, by mafie odpadowe mogły działać i dowozić bezkarnie kolejne odpady. Temu można było wcześniej położyć kres, ale trzeba było chcieć to zrobić - podkreśla Sztybel.
Co dalej ze składowiskiem w Giebni?
Wojewoda kujawsko-pomorski oraz burmistrz Pakości Michał Siembab apelują o pomoc rządu w rozwiązaniu problemu. Zwracają uwagę na skalę zagrożenia i konieczność wsparcia finansowego oraz organizacyjnego w usunięciu nielegalnych odpadów, bo gmina na pewno sobie sama z tym nie poradzi. - Według szacunków tam może być nawet półtora miliona ton. Proszę sobie wyobrazić, że spalarnia w Bydgoszczy rocznie spala 180 tysięcy ton śmieci. Gdybyśmy chcieli w niej spalić wszystkie odpady z Giebni, to zajęłoby to siedem lat – obrazuje Sztybel.
Urzędnicy będą chcieli pozyskać pieniądze na badania, by sprawdzić czy i w jakim stopniu zostały skażone grunty oraz wody podziemne. Od wyników zależy, jakie działania zostaną podjęte i ile ostatecznie będą kosztować.