"Ludzie słyszą strzały i pytają, czy coś im grozi". W Bydgoszczy chcą alertów o polowaniach
Spacerowicze w bydgoskim Fordonie regularnie natykają się na myśliwych z bronią. Choć tereny leżą w obwodach łowieckich, a odstrzał dzików jest konieczny ze względu na ochronę wałów przeciwpowodziowych i walkę z ASF, mieszkańcy nie chcą być zaskakiwani przez polowania na terenach rekreacyjnych. Co na to urzędnicy?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Które tereny Bydgoszczy są problematyczne, jeśli chodzi o polowania?
- Jak urzędnicy zareagowali na apel mieszkańców?
- Jakie opcje - dotyczące informowania mieszkańców o polowaniach - są brane pod uwagę?
Problem dotyczy nie tylko Fordonu, ale również Osowej Góry czy okolic Parku Przemysłowego. Lokalne rady osiedli złożyły wniosek do urzędu miasta o opracowanie jednolitej procedury informowania o działaniach kół łowieckich. Obecnie informacje trafiają jedynie do Biuletynu Informacji Publicznej (BIP), do którego przeciętny mieszkaniec zagląda rzadko lub wcale.
Konflikt na wale przeciwpowodziowym
Specyfika Fordonu - otoczonego polami i lasami - sprawia, iż obecność dzikiej zwierzyny jest tu normą. - Zwierzęta wchodzą w przestrzeń osiedli, a my z tą naturą musimy umieć żyć. Odstrzały sanitarne czy kontrolne są prowadzone cały czas. Często słyszymy strzały, dookoła jest dużo ambon - mówi Damian Rączka z Fundacji Synagoga w Fordonie i lokalnego Domu Kultury.
Niedawno na wale przeciwpowodziowym spacerowicze stanęli oko w oko z osobami z bronią długą. Sytuacja była o tyle groźna, że o akcji nikt nie wiedział. - Po pierwsze musimy zaznaczyć, że były błędy w realizacji zadań przez myśliwych. Polowanie, które odbyło się w rejonie Fordonu, powinno zostać zgłoszone i opublikowane, a tak się nie stało - przyznaje w rozmowie z tokfm.pl Adam Dudziak, dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miasta Bydgoszczy.
Będą zmiany?
Dyrektor podkreśla, że choć doszło do konfliktu na linii mieszkańcy-myśliwi, miasto wyciąga z tego wnioski. Koła łowieckie zapewniły już ratusz, że do podobnych uchybień w przyszłości nie dojdzie. Jednak dla mieszkańców to za mało - rady osiedli domagają się systemu powiadomień, który nie będzie wymagał sprawdzania Biuletynu Informacji Publicznej.
- Ludzie słyszą strzały i pytają, czy coś im grozi. Do tej pory podejście myśliwych oceniam jako profesjonalne, ale kluczowa jest informacja, by nikt nie znalazł się na linii strzału - uważa Rączka. - Ważne, by komunikaty docierały do każdego. Starsze pokolenie nie zawsze korzysta z mediów społecznościowych, więc informacje powinny pojawiać się także w radiu czy prasie. Bezpośredni kontakt przez sieć komórkową na pewno uspokoiłby osoby, które podchodzą do tematu bardzo emocjonalnie - dodaje.
Urzędnicy biorą uwagi mieszkańców na poważnie. - Pracujemy nad procedurą, która zwiększy zasięg komunikatów. Chcemy wykorzystać miejską aplikację "Dbamy o Bydgoszcz" oraz system "Blisko". Planujemy też spotkania z radami osiedli, by lepiej komunikować działania w obrębie obwodów łowieckich wyznaczonych w granicach miasta - zapowiada Dudziak. - Musimy zachować rozwagę, bo zbyt powszechna informacja o polowaniach czasem utrudnia gospodarkę łowiecką i generuje inne konflikty. Jednak bezpieczeństwo mieszkańców jest priorytetem - dodaje.
Między bezpieczeństwem a komfortem
W Fordonie dziki niszczą wały przeciwpowodziowe, co zagraża infrastrukturze i oczyszczalni, więc obecność myśliwych w tym rejonie jest koniecznością. Dyrektor Dudziak przypomina, że problemem jest tzw. synantropizacja - dzikie zwierzęta coraz śmielej wchodzą w tkankę miejską, co rodzi zagrożenia w komunikacji i ataki na zwierzęta domowe. W ubiegłym roku Bydgoszcz znajdowała się w "czerwonej strefie" ASF, co wymusiło intensyfikację działań kół łowieckich.
Obecnie trwają konsultacje z Urzędem Marszałkowskim w sprawie ewentualnych korekt granic obwodów łowieckich w rejonie Fordonu. Miasto szuka "złotego środka", który pozwoli na skuteczną kontrolę populacji zwierząt przy jednoczesnym zapewnieniu pełnego poczucia bezpieczeństwa spacerowiczom.
Źródło: TOK FM