"Kochając mój dom, muszę go nieustannie zdradzać". Joanna Sarnecka o życiu w drewnianej chacie
- W tym, w którym teraz jestem, to będzie druga. Ale wcześniej mieszkałam jeszcze w łemkowskiej chyży i tam kilka zim udało mi się przeżyć. Ja się też wychowałam w drewnianym domu. To był modrzewiowy dwór, bardzo piękny, nieduży, otoczony wspaniałym lasem.
- Na Kielecczyźnie. Piękne miejsce. Tam został kawałek mojego serca i od tamtego czasu prawdopodobnie tęskniłam za drewnianym domem. Takim, w którym skrzypią podłogi, który bywa czasami zimny i trudny, ale latem - kiedy pod domem kwitną malwy i można pohuśtać się na hamaku między brzozami - to życie w nim nabiera koloru.
- Przyjechałam w Beskid Niski w liceum i gdy zobaczyłam to miejsce, po prostu zobaczyłam raj. Naprawdę. Pomyślałam sobie, że niczego piękniejszego nie widziałam w życiu. To były okolice Czarnego, Radocyny. Nadal uważam, że jeżeli raj istnieje, to wygląda właśnie tak (śmiech). Ma takie potoki, takie krajobrazy.
- Tak, choć tam już niewiele ich zostało. I kiedy już zakochałam się w tym Beskidzie Niskim, to stwierdziłam, że chciałabym tu mieszkać. Ale oczywiście praca i różne zaangażowania sprawiały zawsze, że było to trudne. Przyjeżdżałam tylko wakacyjnie, ale ciągle myślałam, że brakuje mi doświadczenia, jak jest tu być, po prostu.
Wiele lat później, w takiej kryzysowej dla mnie życiowo sytuacji, dostałam informację, że znajomi znajomych szukają nauczycielki do edukacji domowej. Mieszkali na Podkarpaciu. Natychmiast zareagowałam. Zgłosiłam się i nie minął miesiąc, jak zamieszkałam w Beskidzie Niskim. Najpierw u znajomych w ich agroturystyce. Potem w łemkowskiej chyży, która była nieopodal. Do pracy chodziłam przez łąkę, po śladach wilków. Mieszkaliśmy w dosyć ciężkich warunkach, bo tam nie było wody ani łazienki. To było trudne, ale bardzo ciekawe i bardzo piękne [doświadczenie - red.].
- Wspomniana chyża była wynajęta i musieliśmy ją opuścić. Tułaliśmy się trochę. Mieszkaliśmy w Sanoku, w Krośnie, w różnych miejscach. W końcu objawił się ten dom. To nie jest Beskid Niski, ale blisko. Nie mogę narzekać, bo mam w Beskid Niski 10 minut samochodem. W moje ukochane miejsca mogę dotrzeć w pół godziny. Lepiej być nie może. I mam drewniany dom!
Zawsze te drewniane domy były mi bliskie. Wydaje mi się, że one są żywymi towarzyszami ludzi, w ich doli i niedoli, w historycznych wydarzeniach, w narodzinach, w śmierci. Po prostu nam towarzyszą. Tworzymy jakąś relację, mimo że to nie są ludzie. Bardzo się z tego domu cieszę, choć jest to dosyć trudne doświadczenie.
- Mieszkam w takim przedziwnym miejscu, związanym też z innymi moimi zainteresowaniami, mianowicie pod wiatrakami. Największe turbiny wiatrowe, jakie zbudowano w Polsce, są tuż koło mojego domu. A niedaleko jest Bóbrka, czyli pierwsza polska kopalnia ropy naftowej. I między innymi z tego doświadczenia czerpiąc, postanowiłam stworzyć Wirtualne Muzeum Antropocenu, bo takie żywe muzeum antropocenu mam wokół domu.
To jest też ciekawe doświadczenie. Daje mi do myślenia, że można mieszkać bardzo prosto, w drewnianym domu, w środku lasu, z dala od ludzi, ale blisko technologii, która mi nie zagraża. Ten kontekst klimatyczny nadaje sens byciu w lesie, minimalizacji swoich potrzeb i myśleniu o świecie w sposób uważny. To wszystko tworzy jakąś całość dla mnie.
- To prawda. Staram się myśleć o tym jako o pewnym zadaniu. Z jednej strony oczywiście staram się, żeby ta woda jednak się pojawiła w jakimś stopniu.
- Tak, wyschła studnia. I to jest coś, co dotyczy nas wszystkich. Nasze studnie, proszę państwa, będą wysychać. I nasze rzeki, i nasze źródła. To jest coś, co za chwilę wszyscy państwo zobaczycie i czego doświadczycie.
- Zdecydowanie tak. Być może dostrzeżecie to wtedy, kiedy wyłączą wam prąd, bo do chłodzenia elektrowni potrzebna jest woda, której w Polsce mamy bardzo mało.
- Trzeba ją kupować i przywozić. Sąsiedzi mi pomagają. Mam takie duże baniaki. Trochę jak ludzie w niektórych krajach Afryki. Też wędrują do źródeł, nabierają wody, przynoszą tę wodę, muszą ją reglamentować i używać jakoś rozsądnie. I tak jest u nas. Zbieramy też w zbiornik deszczówkę. Gdyby mnie było stać, pewnie bym zrobiła jakieś niesamowite retencyjne zbiorniki. Wiadomo jednak, że to są koszty, więc raczej idę w ograniczanie potrzeb niż w rozbudowę infrastruktury.
- Każda pora roku jest na swój sposób piękna. Tylko rzeczywistość dzisiejsza już nie odpowiada temu, jak wygląda rytm życia w drewnianym domu. Bo w drewnianym domu zimą trzeba palić w piecu, szczególnie jak się ma wodę. I zwierzęta. One też mają swoje potrzeby, a zwierzęta w takim domu są potrzebne. Są częścią tego ekosystemu.
Myślę, że nigdzie - tak jak w drewnianym domu, szczególnie w takiej przestrzeni jak moja, czyli dosyć dzikiej - nie odczuwa się radości z zakończenia zimy (śmiech). To jest naprawdę święto. Jak wreszcie roztopi się śnieg, zejdą te wszystkie wody, które częściowo przepływają też przez dom i wszędzie jest bagno.
Wiosną zaczynają też kwitnąć kwiaty. Wychodzi słońce. To jest radość jakby się odzyskało życie, wolność, wszystko. Bardzo głębokie doświadczenie.
- Nie wszystko jest takie bajkowe. Ja też nie mogę sobie pozwolić na życie w rytmie drewnianego domu, w rytmie pór roku. Muszę wciąż szukać pracy, zadań, projektów. Jako artystka - freelancerka, kochając mój dom, muszę go nieustannie zdradzać, porzucać. Próbowałam żyć robiąc sery, piekąc chleb, smażąc dżemy, hodując kozy, szyjąc makatki, ale jednak nie dałam rady zamknąć budżetu mojej rodziny. Muszę więc wyruszać, tęsknić, powracać … I to jest mój cykl życia. I nie mam pewności, że kiedyś z konieczności nie będę musiała wyruszyć na zawsze. Smutne to, że w Polsce, trochę dalej od centrum, jest tak trudno żyć.
Joanna Sarnecka to performerka, tancerka, twórczyni takich projektów jak: Zadomowieni w Dziedzictwie - drewniane domy południowego Podkarpacia , Wirtualne Muzeum Antropocenu oraz Ulica Żydowska. Prowadzi Fundację na Rzecz Kultury 'Walizka', działa jako opowiadaczka w ramach grupy 'Opowieści z Walizki', jest członkiną stowarzyszenia Sztetl Dukla.
Pracuje z dziećmi i młodzieżą oraz osobami z niepełnosprawnościami w Beskidzie Niskim i okolicach, z którymi przygotowuje spektakle i robi warsztaty na przykład animacji poklatkowej opowiadającej czym jest dom. Mieszka w Łękach Dukielskich na Podkarpaciu.