Śmierć Jolanty Brzeskiej. "W normalnej procedurze nie możemy doczekać się sprawiedliwości". Czy powstanie sejmowa komisja śledcza?

Lokatorzy przekonują, że śledztwa w sprawie śmierci Jolanty Brzeskiej są "zamiatane pod dywan", dlatego przy okazji 10. rocznicy zabójstwa działaczki, domagają się powołania w tej sprawie sejmowej komisji śledczej. Sprzymierzeńców mogą szukać m.in. na Lewicy. - Uważam, że ta komisja powinna powstać - mówi nam posłanka Magdalena Biejat. A co na to PiS?
Zobacz wideo

Jolanta Brzeska wyszła ze swojego mieszkania przy ul. Nabielaka 9 i jakby zapadła się pod ziemię. Nie zarejestrowały jej żadne kamery monitoringu. Nikt z przechodniów ani okolicznych mieszkańców jej nie widział, nic nie słyszał, choć była sąsiadom dobrze znana.

Gdzie poszła? Czy wsiadła do jakiegoś samochodu albo autobusu? Czy z kimś się spotkała? Pytania te od 10 lat pozostają bez odpowiedzi.

Wiadomo jedynie, że tego samego dnia - 1 marca 2011 roku - w godzinach popołudniowych pewien przechodzień odnalazł w Lesie Kabackim spalone ciało kobiety. Była to właśnie Jolanta Brzeska. Działaczka i współzałożycielka ruchu lokatorskiego w Warszawie, broniąca praw osób poszkodowanych dziką reprywatyzacją, której sama także stała się ofiarą. Mieszkanie przy ul. Nabielaka, w którym mieszkała, zostało - właśnie w ramach reprywatyzacji - oddane w prywatne ręce. 

Lokatorzy i bliscy Jolanty Brzeskiej, przez ostatnie 10 lat, odbijają się od ściany, próbując dojść sprawiedliwości. Oczywiście mają swoje podejrzenia. Wiedzą, komu Brzeska mogła zajść za skórę, broniąc praw lokatorów. W praktyce jednak do tej pory nikomu nic nie udowodniono.

Komisja śledcza ws. śmieci Brzeskiej?

Dziś środowiska lokatorskie mają nowy pomysł na posunięcie sprawy naprzód. Apelują o powołanie sejmowej komisji śledczej, która miałaby wyjaśnić nie tyle sprawę śmierci aktywistki, co - jak mówią - kwestię zamiatania pod dywan kolejnych śledztw w tej sprawie.

- Po tylu latach sprawa zabójstwa Jolanty jest już rzeczywiście trudna do rozwikłania. Jeśli to miałoby być na poważnie rozwiązane, to trzeba by zabrać się za to w ciągu pierwszych miesięcy [od jej śmierci - red.] - ocenia w rozmowie z nami Piotr Ciszewski z Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów, które zainicjowało apel.

- Mamy natomiast konkretne osoby, które prowadziły to postępowanie i policjantów, którzy przyczynili się do tego, że nie zebrano dowodów - dopowiada i zaznacza, że te osoby powinny być ze swoich działań rozliczone. Zwłaszcza, że minister Zbigniew Ziobro obiecał postępowanie także i w tej sprawie.

Przypomnijmy krótko, pierwsze śledztwo dotyczące śmierci Jolanty Brzeskiej zostało wszczęte w 2011 roku i umorzone po dwóch latach, z powodu niewykrycia sprawcy. Odpowiadała za nie Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Lokatorzy są zdania, że było ono prowadzone w sposób niezbyt staranny. Zwłaszcza na początkowym etapie (kluczowym dla sprawy). Jak mówią, nie przyjęto planu śledztwa, nie przesłuchano ważnych świadków, niedokładnie zabezpieczono ślady na miejscu zdarzenia. Zakładano wersję, że kobieta popełniła samobójstwo. 

W 2016 roku Zbigniew Ziobro śledztwo wznowił i zapowiedział, że będzie szło dwutorowo. Po pierwsze - w sprawie wyjaśnienia śmierci lokatorskiej działaczki. A po drugie - w sprawie ewentualnego niedopełnienia obowiązków przez warszawskich policjantów i prokuratorów, którzy zajmowali się postępowaniem z 2011 roku.

Ciszewski mówi, że nie wiadomo, na jakim etapie jest to drugie śledztwo. - Ostatni komunikat w tej sprawie, jaki znalazłem, pochodzi z 2019 roku. Jest lakoniczny. Mówi, że postępowanie się toczy. Owszem, toczy się od 2016 i żadnego postępu nie widać - stwierdza. O sprawę zapytaliśmy Prokuraturę Krajową, do momentu publikacji artykułu nie uzyskaliśmy odpowiedzi.

Śmierć Jolanty Brzeskiej. Na jakim etapie jest śledztwo?

Jeśli chodzi natomiast o pierwsze śledztwo - w sprawie śmierci działaczki - prowadzi je Prokuratura Regionalna w Gdańsku, która przy okazji kolejnej rocznicy tragicznego zdarzenia wydała oświadczenie dla Polskiej Agencji Prasowej.

Poinformowano w nim, że śledczy "prowadzą szeroko zakrojone czynności", uzupełniają kolejne opinie biegłych i robią wszystko, by "ustalić istotne fakty, które mogą pomóc w wyjaśnieniu okoliczności i przebiegu zdarzeń objętych postępowaniem".  

"Przesłuchano już około 230 świadków, w tym również w drodze międzynarodowej pomocy prawnej. Dokonano także kilkunastu przeszukań u osób mogących mieć związek ze sprawą. Zbadano dokładnie, przy użyciu m.in. wykrywacza metalu, miejsce znalezienia ciała Jolanty Brzeskiej. Zwrócono się do różnych instytucji o udostępnienie nagrań z monitoringu i zdjęć satelitarnych. Zgromadzono także dokumentację dotyczącą działalności Jolanty Brzeskiej w ramach Warszawskiego Stowarzyszenia Lokatorów" - wylicza Marzena Muklewicz, rzeczniczka Prokuratury Regionalnej w Gdańsku. "Tylko w ostatnim okresie, oprócz badania pozyskiwanych na bieżąco opinii, przesłuchano kilkudziesięciu świadków oraz pozyskano opinie kolejnych biegłych" - dodaje.

Oświadczenia prokuratury co roku są bardzo podobne. Czytamy w nich o ekspertyzie 3D z miejsca zdarzenia, przesłuchiwaniu świadków, opiniach biegłych... Tylko o efektach ani żadnych przełomowych momentach na razie nie usłyszeliśmy.

W śledztwie, po pięciu latach, nie podjęto żadnych merytorycznych decyzji i nikt nie usłyszał zarzutów.

Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów jest surowe w ocenie. "Oba śledztwa ws. Brzeskiej - o zabójstwo oraz udział policji i prokuratury w zacieraniu jego śladów, okryto kompletnym milczeniem, zamieciono pod dywan Prokuratora Generalnego" - piszą jego działacze w liście otwartym do posłów.

Piotr Ciszewski mówi nam, że apel o powołanie sejmowej komisji śledczej to "trochę desperacki krok lokatorów". - Ale w normalnej procedurze nie możemy doczekać się sprawiedliwości - nadmienia.

List trafić ma do przewodniczących klubów parlamentarnych, ale rozmowy mają być toczone także z poszczególnymi posłami.

"Ta komisja powinna powstać"

Jako "słuszny" pomysł lokatorów ocenia posłanka Lewicy Magdalena Biejat. - Uważam, że ta komisja powinna powstać. Należy podejmować takie próby, bo choć śledztwo zostało wznowione, to nie ma żadnych postępów w sprawie - mówi. Jej zdaniem sejmowa komisja jest dziś jedynym sposobem na rozwikłanie tego, co wydarzyło się 10 lat temu i dlaczego to śledztwo ciągle stoi w miejscu.  

Dopytywana, czy nie obawia się, że taka komisja stałaby się polem bitwy między PO i Prawem i Sprawiedliwością o to, kto w całej sprawie zawinił bardziej - odpowiada, że zawsze jest ryzyko, iż dana sprawa utknie w politycznych sporach. - Ale mimo tego ryzyka lepiej jest spróbować podjąć jakieś kroki niż tego nie robić. Sejmowa komisja byłaby też jakimś sposobem na to, by sprawa mogła być lepiej prześwietlona przez opinię publiczną i media - dodaje. 

"Priorytetowe śledztwo"

Nieco innego zdania jest Sebastian Kaleta, poseł Solidarnej Polski i wiceminister sprawiedliwości. - Jeśli chodzi o możliwość prowadzenia śledztwa mającego na celu wykrycie sprawcy morderstwa, to tu jest władna tylko prokuratura. Sejm ma rolę kontrolną, nie ma możliwości prowadzenia własnego śledztwa - mówi. Podkreśla, że prokuratura prowadząca śledztwo ws. śmierci Brzeskiej "na bieżąco informuje o podejmowanych działaniach i wnioskach, z zachowaniem tajemnicy śledztwa".

- Popieram i rozumiem środowisko lokatorskie, które domaga się sprawiedliwości. To jest także mi bliskie oczekiwanie. Mam nadzieję, że ta sprawiedliwość zostanie zaspokojona - uzupełnia.

Kaleta nie zgadza się jednak z tezą, stawianą przez lokatorów, jakoby postępowania dotyczące Jolanty Brzeskiej były bagatelizowane. - Przez sam fakt tego, że sprawca nie został wykryty, nie można stwierdzić, że sprawa jest zamiatana pod dywan. Należy zwrócić uwagę na skalę przeprowadzonych czynności. Prokuratura Regionalna w Gdańsku cały czas próbuje ustalić sprawców i podjęła naprawdę szeroko zakrojone działania. Jest to jedno z najbardziej priorytetowych śledztw tego typu - zapewnia.

Dopytywany, czy Ministerstwo Sprawiedliwości jest zadowolone z efektów tego postępowania, mówi: "Efekt każdego śledztwa jest zadowalający wtedy, gdy jest wykryty i osądzony sprawca. W sytuacji, w której sprawcy pozostali niewykryci, zawsze jest oczekiwanie, że ta praca powinna być dalej wykonywana". 

Spór o sejmową uchwałę

W miniony czwartek Sejm przyjął uchwałę upamiętniającą 10. rocznicę zabójstwa Jolanty Brzeskiej - jednogłośnie, choć nie obyło się bez problemów. Uchwałę wysunęła wspomniana już Magdalena Biejat, posłanka Lewicy. Zaproponowała, by Sejm przyjął ją przez aklamację. Sprzeciw zgłosiła jednak Platforma Obywatelska. Szef klubu KO Cezary Tomczyk tłumaczył, że sprzeciw nie dotyczył uchwały jako takiej, ale "dopracowania tekstu". Dlatego PO opowiedziała się za skierowaniem dokumentu do komisji, a nie przyjmowaniem jej przez aklamację.

Ostatecznie jednak Lewica zgodziła się na drobne poprawki w tekście. Okrojone zostało zdanie o tym, że "w wyniku systematycznego procesu przywłaszczania i bezwzględnego opróżniania mieszkań, poszkodowanych zostało co najmniej 50 tysięcy mieszkanek i mieszkańców Warszawy i niezliczone tysiące osób w innych polskich miastach". Finalnie pozostawiono tylko fragment o "niezliczonych tysiącach osób w polskich miastach". W takiej formie Koalicja Obywatelska poparła uchwałę.

Sprawa śmierci Jolanty Brzeskiej od lat jest niestety przedmiotem politycznego sporu. Platforma zarzuca Prawu i Sprawiedliwości, że to właśnie za ich rządów w stolicy kamienica przy ul. Nabielaka 9, w której mieszkała Brzeska, została zreprywatyzowana. Decyzję o przekazaniu jej w prywatne ręce podpisał w styczniu 2006 roku Mirosław Kochalski, komisarz z nadania PiS, który przejął władzę w stolicy po tym, jak Lech Kaczyński został prezydentem Polski. Na mocy tej decyzji budynek stał się własnością Marka M. (ma zarzuty prokuratorskie), jednego z najbardziej znanych w Warszawie handlarzy roszczeń.

PiS z kolei zarzuca Platformie, że to jej politycy - rządząc stolicą przez ostatnie lata - ignorowali lokatorów i pozwalali na to, by budynki zwracano w prywatne ręce (nie zawsze spadkobierców dawnych właścicieli) wraz z mieszkańcami. Prawica krytykuje warszawski ratusz także za to, że nie wypłaca lokatorom - w tym córce Jolanty Brzeskiej - odszkodowań i zadośćuczynień, przyznawanych ich przez komisję weryfikacyjną ds. reprywatyzacji. Władze miasta przekonują z kolei, że wobec decyzji komisji istnieją poważne wątpliwości prawne, które potwierdzają kolejne wyroki sądów administracyjnych.

DOSTĘP PREMIUM