Przeterminowane leki i gnijące odpady medyczne zalegają w Łodzi. "Mieli zutylizować, z dnia na dzień zniknęli"

Setki tysięcy opakowań leków, suplementy diety, beczki z cuchnącymi substancjami, a nawet odpady medyczne - wszystko to od trzech lat zalega na składowisku w Łodzi, w dzielnicy Widzew. Spółka, która to tam zwiozła i zobowiązała się zutylizować, zniknęła. A miasto i właściciel terenu nie mogą uzgodnić, kto teraz ma to posprzątać.

Ulica Niciarniana w Łodzi, nie więcej niż kilometr od alei Piłsudskiego i stadionu łódzkiego Widzewa. Brama prowadząca do składowiska jest otwarta, nikt nie sprawdza, kto wchodzi, kto wychodzi. O istnieniu tego miejsca dowiedziałem się od farmaceutów. Jeden z nich pracuje w hurtowni, która znajduje się niedaleko, na terenie starych magazynów. Zaniepokoił się, gdy przyjrzał się ogromnym, zalegającym tu stertom.

Błyszczące sterty

Farmaceuta spotyka się ze mną na miejscu. Składowisko, które wskazuje, widać z daleka - błyszczy, bo na wierzchu jest mnóstwo folii. Kilkumetrowa sterta porozrywanych pudeł i palet, obok beczki, niektóre otwarte. Trzeba jednak podejść bliżej, by dostrzec, co w nich jest. Po drodze depczemy po blistrach po tabletkach. Jedne są puste, inne porozrywane, ale wciąż z zawartością. Sporo ich także na pobliskich trawnikach. Okazuje się, że cała ta góra śmieci to w dużej mierze stare leki, przeznaczone do utylizacji.

Składowisko przeterminowanych leków w Łodzi, przy ul. NiciarnianejSkładowisko przeterminowanych leków w Łodzi, przy ul. Niciarnianej Michał Janczura

Bierzemy pierwsze z brzegu blistry - to aspiryna. Są tu całe palety tego leku. Obok tysiące blistrów z magnezem. Dalej suplementy i syrop Pulneo, w 2019 roku wycofany z obrotu. Zawiera fenspiryd, który miał mieć wpływ na mięsień sercowy u dzieci. - Nie można go już kupić - potwierdza farmaceuta. Ale na składowisku w Łodzi są tego całe sterty. Wszystko niepilnowane i niezabezpieczone. Gdy wiatr zawieje, tabletki latają po całej okolicy.

Farmaceuta, który pomaga mi zrozumieć, z czym mamy do czynienia, twierdzi, że czasem ktoś się tu kręci. Kto? Nie wiadomo, ale mój rozmówca twierdzi, że amatorów składowanych tu substancji nie brakuje. Wtedy na jednej ze stert znajdujemy maść z ketonalem. To mocny środek przeciwbólowy.

Wszyscy już wiedzą

- Czego panowie szukacie? - pyta zaniepokojony mężczyzna, który zauważył nas, gdy krążyliśmy wokół sterty. To przedsiębiorca, który wynajmuje magazyn obok. Nie jest zdziwiony naszą wizytą. Podobno cały czas ktoś tu przyjeżdża - była straż miejska, policja, władze miasta. - "Uwaga" z TVN też tu przyjechała kilka lat temu. Wtedy to składowisko dopiero powstawało - mówi biznesmen. Od tamtego czasu nic się nie zmieniło. Dodaje, że czasami w okolicy strasznie śmierdzi, ale nie ma już kogo alarmować. Wszyscy, do których można byłoby się zwrócić, wiedzą, że te śmieci tu są.

Przedsiębiorca twierdzi, że kilka lat temu istniała tu firma. - Zwozili odpady, zawalili nimi cały magazyn, a potem podwórko. Mieli to utylizować. Potem z dnia na dzień zniknęli - opowiada i dodaje, że od tamtej pory nikt niczego stąd nie wywiózł. Mężczyzna boi się, że w końcu to wszystko się zapali i wtedy będzie katastrofa.

Składowisko przeterminowanych leków w Łodzi, przy ul. NiciarnianejSkładowisko przeterminowanych leków w Łodzi, przy ul. Niciarnianej Michał Janczura

Mieli wszystkie zezwolenia

Na terenie nieruchomości przy Niciarnianej działa przedstawiciel zarządcy. Terenem administruje spółka Textilimpex, w której ponad 97 procent udziałów ma Ministerstwo Aktywów Państwowych. W biurze na miejscu zastaję tylko panią z sekretariatu. Kierownictwo jest w siedzibie firmy. Dzwonię więc do dyrektora Piotra Sylwestrzaka, który o sprawie doskonale wie. Twierdzi jednak, że za utylizację odpadów jest teraz odpowiedzialne miasto. Jak to możliwe, skoro teren należy do Textilimpeksu? Po tym pytaniu dyrektor odsyła mnie do prawniczki firmy.

Mecenas Ewa Kasprzyk oddzwania po kilku godzinach i tłumaczy, że firma ma związane ręce. Choć należy do niej i teren, i magazyny, to zgromadzone w nich śmieci już nie. Prawniczka potwierdza, że są to materiały niebezpieczne, że są wśród nich także odpady medyczne. Twierdzi, że magazyn wynajęli spółce Spreco. Firma miała wszystkie wymagane zezwolenia do prowadzenia utylizacji, ale pewnego dnia zniknęła i ślad po niej zaginął. Korespondencji nie odbiera, na wezwania nie odpowiada, a sterta przeterminowanych leków i innych odpadów już jej nie interesuje.

Jeden z pracowników Textilimpex w rozmowie z nami stwierdza, że zarząd spółki Spreco widniejący w dokumentach nie miał z nią wiele wspólnego. - Wszystko było na słupa, chodziło o to, żeby wyciągnąć pieniądze za utylizację i zniknąć - słyszę. Textilimpex poinformował o sprawie prokuraturę i wysłał do miasta informację o tym, co zostało na działce przy Niciarnianej. 

"Teraz to sprawa miasta"

Wydawałoby się, że za to, co znajduje się na terenie działki, odpowiada jej właściciel, względnie administrator. Otóż nie w tym przypadku. - Ustawa o postępowaniu egzekucyjnym w administracji wskazuje miasto jako podmiot odpowiedzialny w tej sprawie - mówi mecenas Kasprzyk.

Składowisko przeterminowanych leków w Łodzi, przy ul. NiciarnianejSkładowisko przeterminowanych leków w Łodzi, przy ul. Niciarnianej Michał Janczura

A zatem w tym przypadku to miasto Łódź jest odpowiedzialne za egzekucję i ściganie spółki Spreco, co samo potwierdza w pismach i korespondencji z Textilimpeksem. W dokumencie przesłanym z biura egzekucji UM Łódź czytamy nawet, że ratusz jest świadomy niebezpieczeństwa i podejmuje działania, które mają doprowadzić "w konsekwencji do ich usunięcia", choć nigdzie nie zaznacza, że czuje się w obowiązku posprzątać teren.

Zarabiali? To niech się martwią

Sęk w tym, że miasto ewidentnie zmieniło podejście do sprawy. - To Textilimpex powinien ścigać firmę Spreco, żeby ta usunęła odpady - mówi mi rzecznik prasowy prezydent Łodzi Marcin Masłowski, który nie zgadza się z analizą prawną przedstawianą przez Textilimpex. Co ciekawe, strony walczą ze sobą o zawalony przeterminowanymi lekami teren. Spór oparł się już o sąd.

Najważniejsze jest jednak to, że nikt nie poczuwa się do uprzątnięcia terenu i likwidacji zagrożenia. Władze Łodzi twierdzą, że utylizacja takiej sterty odpadów może kosztować nawet 5 mln zł. - Skoro spółka Skarbu Państwa, jaką jest Textilimpex, przez lata czerpała zyski z wynajmu magazynu, to teraz powinna ponieść konsekwencje i uprzątnąć odpady - mówi rzecznik Hanny Zdanowskiej i dodaje, że podatnicy z Łodzi nie mogą płacić za to, że jakaś firma okazała się nieuczciwa.

Spór trwa od trzech lat. Na stercie śmieci leży oberwany kabel wysokiego napięcia. Nie wiadomo, czy płynie nim prąd. Ale bez trudu można sobie wyobrazić, jakie może to nieść ze sobą niebezpieczeństwo. Niestety pożary nielegalnych wysypisk od lat są plagą i wielkim problemem ekologicznym.

Jak podaje GUS, na koniec 2019 r. istniało w Polsce ponad 1800 dzikich wysypisk. Ich powierzchnia to ponad 197 ha. Jak oblicza portal odpady.net, to obszar równy mniej więcej 280 boiskom do piłki nożnej. 

DOSTĘP PREMIUM